Zespół Gopala Muralego, Dirka N. Kargera i Johna J. Wiensa przeanalizował dane z powtarzanych badań terenowych prowadzonych w różnych częściach świata. Autorzy zestawili wcześniejsze obserwacje z ponownymi inwentaryzacjami tych samych lub porównywalnych lokalizacji. Łącznie analiza objęła 5151 gatunków roślin i zwierząt oraz 39157 stanowisk. Wśród uwzględnionych organizmów znalazły się m.in. rośliny, owady, ryby, ptaki, ssaki, płazy i gady. Badacze sprawdzali, czy gatunki nadal występowały w miejscach, w których notowano je wcześniej, ze szczególnym uwzględnieniem najcieplejszych fragmentów ich dawnych zasięgów. Najbardziej widoczny wynik dotyczy różnicy między strefą umiarkowaną a tropikalną. Lokalne wymieranie w najcieplejszych częściach zasięgu odnotowano u 49% analizowanych gatunków stref umiarkowanych i 33% gatunków tropikalnych. W całym zbiorze danych 45% gatunków zniknęło lokalnie z najcieplejszego fragmentu obszaru, na którym były wcześniej notowane. W niektórych grupach, w tym u owadów, kręgowców lądowych i gatunków morskich, odsetek ten przekraczał 50%.
Autorzy sprawdzali, czy różnica wynika z większej wrażliwości gatunków stref umiarkowanych na wzrost temperatury, szybszego ocieplania się tych regionów, czy połączenia obu czynników. Dane wskazują przede wszystkim na tempo zmian klimatu w strefach umiarkowanych – maksymalny wzrost temperatury w okresie 25 lat wynosił ok. 1,8°C w tropikach i ok. 3,3°C w strefach umiarkowanych, czyli był tam prawie dwukrotnie większy. Jednocześnie analiza sugeruje, że gatunki stref umiarkowanych nie są wyraźnie mniej wrażliwe na ocieplenie niż zakładano wcześniej. Wyniki są istotne również dlatego, że zmieniają interpretację wcześniejszych analiz. W 2016 r. John J. Wiens opublikował w „PLOS Biology” pracę obejmującą 976 gatunków, w której lokalne wymierania związane ze zmianą klimatu częściej dotyczyły gatunków tropikalnych niż umiarkowanych. Nowa praca wykorzystuje większy zbiór danych i wskazuje, że w kolejnych latach nasilenie ocieplenia w wyższych szerokościach geograficznych mogło zmienić proporcje obserwowanych strat. Lokalne wymieranie nie oznacza zaniku całego gatunku lecz utratę populacji w konkretnym miejscu. Jeżeli takie straty powtarzają się w wielu częściach zasięgu, zwiększają ryzyko zmniejszania liczebności, fragmentacji populacji i utraty zmienności genetycznej. Autorzy zwracają uwagę, że ponad 70% analizowanych gatunków nie przesuwało się skutecznie ku chłodniejszym obszarom. Migrację mogą ograniczać: miasta, drogi, przekształcone krajobrazy, izolacja jezior i rzek, a w górach – również brak wyżej położonych siedlisk.
Badanie nie jest prognozą przyszłych zmian, lecz analizą danych terenowych dokumentujących zjawiska, które już wystąpiły. To ogranicza ryzyko nadmiernego opierania się na modelowaniu, ale nie usuwa wszystkich zastrzeżeń. Dane z powtarzanych inwentaryzacji zależą od jakości dawnych i nowych obserwacji, porównywalności metod oraz możliwości oddzielenia wpływu klimatu od innych presji środowiskowych. Autorzy starali się ograniczyć ten problem, wykluczając lokalizacje silnie zaburzone przez czynniki pozaklimatyczne, takie jak deforestacja, lecz w analizach globalnych całkowite rozdzielenie przyczyn zaniku populacji pozostaje trudne. Wyniki pracy Muralego, Kargera i Wiensa wskazują, że ochrona bioróżnorodności w warunkach ocieplenia nie może opierać się wyłącznie na założeniu, że największe ryzyko dotyczy tropików. W strefach umiarkowanych populacje mogą zanikać nie tylko przy cieplejszych granicach zasięgu, lecz także w wielu miejscach rozmieszczonych szerzej w obrębie areału gatunku. Dla planowania ochrony oznacza to potrzebę dokładniejszego monitorowania lokalnych populacji, korytarzy migracyjnych i siedlisk pozwalających gatunkom przetrwać wzrost temperatury bez utraty ciągłości zasięgu.

KOMENTARZE