Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Joint ventures pomiędzy USA i Polską z perspektywy europejskiego przedsiębiorcy - Pawła Przewięźlikowskiego
Joint ventures pomiędzy USA i Polską z perspektywy europejskiego przedsiębiorcy - Pawła Prz
Wiele firm z sektora life science szuka możliwości współpracy z partnerami zza Atlantyku. Jednym ze sposobów ustanowienia takiej działalności jest tworzenie joint ventures pomiędzy partnerami z Europy i USA. Paweł Przewięźlikowski, prezes firmy Selvita, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat podobnych inicjatyw.

 

To jest pierwsza z dwóch publikacji analizujących ten temat. Przedstawia zagadnienie z perspektywy Europejczyka. Druga część skupi się na amerykańskiem punkcie widzenia.

 

Paweł Przewięźlikowski

Paweł Przewięźlikowski poprowadzi również prezentację dotyczącą tego tematu podczas BioForum 2014 – targów odbywających się w maju w Łodzi. Więcej informacji dotyczących tego wydarzenia znajduje się na jego oficjalnej stronie internetowej: http://cebioforum.com/

 

W jaki sposób polskie przedsiębiorstwo może zyskać na stworzeniu spółki typu joint venture z amerykańskim partnerem?

Paweł Przewięźlikowski: Polskie firmy biotechnologiczne mogą wiele skorzystać na wspólnych przedsięwzięciach z partnerami ze Stanów Zjednoczonych. Mamy w Polsce wysokowykwalifikowanych, kreatywnych i pracowitych badaczy. Niemniej jednak jest nam trudno przeanalizować wszystkie złożone perspektywy farmaceutycznego projektu badawczego: niezaspokojone potrzeby medyczne, konkurencję, perspektywy zwrotu z inwestycji, czy kwestie regulacyjne. Nie dysponujemy również dostatecznie pokaźnym kapitałem, aby sfinansować drogie badania kliniczne. Trzeci etap badań klinicznych związanych z terapią choroby Alzheimera może kosztować nawet miliard dolarów. Jest tak naprawdę zaledwie kilku globalnych graczy dysponujących odpowiednim budżetem. Nasi międzynarodowi partnerzy wnoszą ze sobą uzupełniające umiejętności w zakresie badawczym, wiedzę na tematy związane z regulacjami prawnymi i badaniami klinicznymi, jak również zasoby finansowe niezbędne do realizacji kolejnych etapów naszych projektów.

 

Jak amerykański partner biznesowy skorzysta na współpracy z europejskim wspólnikiem?

Paweł Przewięźlikowski: Amerykańskie uniwersytety mają długoletnią tradycję związaną ze współpracą z przemysłem farmaceutycznym. Co za tym idzie, praktycznie wszystkie interesujące możliwości licencyjne są wystawione na silną konkurencję, a płatności z góry lub udziały wymagane przez Harvard czy UCLA są bardzo wysokie. W polskich uczelniach mamy dużo jeszcze nieodkrytych klejnotów, które potrzebują dostępu do umiejętności kierowniczych i kapitału. Jako Polacy mamy również mentalność challengera – jesteśmy odważni, szybcy i zainteresowani podejmowaniem ryzyka. Nie mamy zbyt wiele do stracenia i wszystko do zyskania. Takie cechy są bardzo mile widziane w branży biotechnologicznej.

 

Co Pana zdaniem może zachęcić Amerykanów do inwestowania w polski biobiznes?

Paweł Przewięźlikowski: Polska nigdy w ciągu naszej długiej historii nie była postrzegana jako ważna lokalizacja naukowa. Była to konsekwencja decyzji podjętej przez polskich królów 500 lat temu, aby traktować rolnictwo bardziej priorytetowo niż miasta, jak również naszej skomplikowanej historii politycznej w ciągu ostatnich dwóch wieków.

Jedynym polskim laureatem naukowej Nagrody Nobla jest Maria Skłodowska-Curie, która pracowała za granicą. Polacy są inteligentni, coraz lepiej wykształceni i przedsiębiorczy, ale system polityczny działał przeciwko nam – stąd przeciętne rankingi naszych uczelni. Uważam, że Polska jest w stanie być jednym z 10 krajów światowej czołówki badań biomedycznych, jeśli zaadaptujemy u siebie amerykańskie podejście do internacjonalizacji, konkurencji, finansowania i pracy zespołowej. Uniwersytety i jednostki badawcze muszą być bardziej konkurencyjne, muszą przyciągać więcej zagranicznych studentów i badaczy, a ich produktywność musi być agresywniej mierzona. Należy również w większym stopniu oddzielić prace badawcze od edukacji. Najlepsi badacze nie powinni uczyć studentów pierwszego roku, ale spędzać czas z adiunktami i doktorantami. Z kolej najlepsi nauczyciele nie powinni być oceniani przez pryzmat swojego dorobku naukowego, ale z przygotowania studentów do podjęcia pracy. A to przygotowanie powinno w 10% przygotowywać do kariery naukowej, a przede wszystkim uczyć zdolności funkcjonowania w przedsiębiorstwach i organizacjach nierozliczających swoich pracowników z publikacji naukowych, a opartych na wysokiej wydajności i jakości.

Jeśli uda się wprowadzić istotne zmiany na uczelniach wyższych, oraz sprzedawać je bardziej agresywnie, będziemy mieli mnóstwo międzynarodowych inwestorów i współpracowników.

Innym ważnym punktem jest tworzenie gotowej do użycia infrastruktury laboratoryjnej i zagospodarowania terenu na potrzeby takich inwestycji. Każde większe polskie miasto ma co najmniej jeden park technologiczny powiązany z branżą life science, który jest coraz bardziej zapełniany, ale co w momencie, kiedy zostanie on w całości zagospodarowany? Gdzie są obszary dedykowane rozwojowi biobiznesu, przeznaczone pod budowę, jeśli ktoś zechce zainwestować w swoje własne budynki w tym momencie?

 

Zapowiedziano Pańską prezentację na BioForum 2014 dotyczącą wspólnych przedsięwzięć z partnerami zagranicznymi. Na jakich zagadnieniach się ona skupi?

Paweł Przewięźlikowski: W mojej prezentacji omówię doświadczenia Selvity związane ze współpracą z firmą Orion Pharma w ramach opracowywania nowych terapii na chorobę Alzheimera, oraz z firmami H3 Biomedicine i Merck Serono w obszarze onkologii.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Tomasz Domagała

KOMENTARZE
Newsletter