Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Problem postępu naukowego, a genetyka człowieka- wywiad z z ks. dr hab. Tomaszem Krajem, Kierownikiem Katedry Teologii Życia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie
 Problem postępu naukowego, a genetyka człowieka- wywiad z  z ks. dr hab. Tomaszem Krajem,
Czy definiowanie pojęć i mówienie o definicjach jest w ogóle potrzebne? Żyjemy w świecie, w którym panuje dość duży bałagan językowy. Pojęcia, które istnieją od dawna, zwłaszcza te, które rodzą pozytywne skojarzenia, bywają używane do określenia zjawisk zupełnie nowych, które z pierwotnymi znaczeniami owych pojęć mają niewiele wspólnego. Czasem wręcz są ich przeciwieństwem. Przykładem może być słowo miłość w odniesieniu do związku mężczyzny i kobiety, które dawniej kojarzyło się z poświęceniem, osobistym oddaniem i wysiłkiem wierności a dziś używa się je w odniesieniu do postaw raczej im przeciwnych. Innym przypadkiem jest demokracja. Demokracja dawniej oznaczała rządy większości w oparciu o wartości podstawowe, których się nie głosuje. Dzisiaj natomiast ów drugi element gdzieś się zawieruszył i pozostały tylko rządy większości bez odniesień do wartości, które miałyby pozostawać niezmienne. Taki rodzaj rządów do tej pory określany był jako tyrania większości, a dziś nazywa się go demokracją.

 

Z czymś podobnym mamy do czynienia na terenie nauki, zwłaszcza nauk biologicznych łączących się z technologią, gdzie pojęciem często nadużywanym jest postęp, postępowy. Dlatego w umysłach i sercach ludzi zaangażowanych w różne projekty z zakresu owych nauk powstają zrozumiałe wątpliwości i niepokój. Pada też pytanie, czy wszystko to, co media nazywają lub co czasem w oparciu o przekonania znacznego grona kolegów sami jesteśmy skłonni nazwać postępem, rzeczywiście nim jest.

 

Biotechnologia.pl: Dokonajmy zatem pewnego uszeregowania pojęć,  szczególnie  ważnych w trakcie dyskusji nad etycznymi aspektami działań badawczych. Zatem od początku: czym jest nauka?

ks. dr. hab. Tomasz Kraj: Jest dość trudno podać jedną definicją nauki z racji na wielość naukowych dziedzin i ich specyfikę. Można jednak taką definicję podać pamiętając, że nauka jest pojęciem analogicznym, czyli w pewnym sensie różnym dla różnych jej dziedzin. Nauka jest więc „wiedzą sekcyjną i specjalistyczną – stanowiącą pewną odrębną dziedzinę ludzkiej aktywności, techniczną – posiadającą specyficzną wewnętrzną organizację (metodę i terminologię), jednoznaczną – z rozwijającą się jednoznaczną i integralną terminologią,  samowystarczalną – z racji na taki właśnie charakter terminologii, względnie autonomiczną – dzięki postępującej niezależności od potocznej wiedzy i języka. Istnieją różne podziały nauki. Nas interesują przede wszystkim te podziały, które ukazują jej wymiar etyczny. Najważniejszym jest tu podział na nauki eksperymentalne i nieeksperymentalne. Mówi się też o podziale na badania podstawowe, mające na celu zdobycie informacji naukowej, badania rozwojowe koncentrujące się na zastosowaniach posiadanej wiedzy oraz zastosowania naukowe czyli konkretną aplikację zdobytej wiedzy. Podział taki jednak często nie istnieje tam, gdzie nauka łączy się z technologią.

 

Czym zatem jest technologia?

Technologię można określić jako systematyczną aplikację wyników badań naukowych do rozwiązywania konkretnych problemów. Chociaż definicja technologii podkreśla zależność zastosowań od osiągnięć naukowych, to jednak w praktyce zależność ta jest obustronna: weryfikacja naukowych hipotez wymaga zastosowania, specjalistycznych narzędzi i aparatury, bez których z kolei nie można rozwijać wiedzy, a te dostarcza technologia. Zależności te, które dla wielu uczonych wydają się oczywiste, mają jednak wpływ na odpowiedzialność naukowców. Odpowiedzialność ta bowiem zależy od rodzaju owych zastosowań, zarówno tych bliższych związanych ze zdobywaną informacją naukową, jak i późniejszych aplikacji zdobytej wiedzy.

 

W jakich obszarach dostrzec można w sposób szczególny ową odpowiedzialność?

Odpowiedzialność tę widać szczególnie w kontekście przedmiotu nauki, którym mogą być przedmioty martwe albo żywe organizmy, wśród których bardzo szczególnym, jest człowiek. O owej różnicy pomiędzy żywymi i martwymi przedmiotami mówi w swoich pismach nieżyjący już amerykański filozof pochodzenia niemieckiego, Hans Jonas. Pokazuje on, że eksperyment w fizyce wykorzystuje pewne sztuczne substytuty naturalnych przedmiotów, co do których chce się uzyskać nowe dane. Potem badacz przechodzi od tych modeli i symulowanych warunków do naturalnej rzeczywistości. W większości przypadków, w sferze biologicznej nie ma możliwości takiego zastąpienia. Musimy działać na oryginalnej rzeczy w pełnym tego słowa znaczeniu i często oddziaływać na nią w sposób nieodwracalny. Żadna symulacja tu niw występuje. Dzieje się tak szczególnie w odniesieniu do człowieka, gdzie eksperyment całkowicie gubi owo korzystne rozróżnienie pomiędzy różnymi modelami i prawdziwym przedmiotem. Zwierzęta mogą nam do pewnego stopnia pomóc zdobyć potrzebną wiedzę, jednak ostatecznie to sam człowiek musi dostarczyć informacji o sobie, a wtedy zanika komfortowy rozdział pomiędzy niewiążącym eksperymentem i tym, co w ostatecznym rachunku się dzieje. Eksperyment na człowieku dla jakiegokolwiek celu zawsze niesie ze sobą odpowiedzialność i żadne, nawet najbardziej szlachetne cele jej nie znoszą.

 

Dlaczego słowa Jonasa są dziś dla nas takie ważne? 

Słowa te rozumiemy lepiej, gdy uświadomimy sobie, co tak naprawdę etyka ocenia. Rozważania etyczne koncentrują się na pewnych wartościach, które jedynie jako rozważane przez nas mają charakter abstrakcyjny. Mówimy o życiu, o integralności fizycznej, o zdrowiu, dobrym samopoczuciu, o wolności od bólu i niekoniecznych ograniczeń. Natomiast działając na konkretnym człowieku wartości te przestają być intelektualną łamigłówką, a stają się konkretną, namacalną rzeczywistością. Nie poszanować życia czy zdrowia, to nic innego, jak kogoś konkretnego: tego mężczyznę, tę kobietę, to dziecko, ten płód, ten embrion zabić czy zranić, czasem tak bardzo, że pozostaną na całe życie kalekami. Czasem można usłyszeć, że nauka wymaga poświęceń. Jednak rodzi się pytanie o zakres owego poświęcenia.

 

Po co zatem uprawiamy naukę?

Odpowiedź jest prosta i można ją znaleźć prawie wszędzie: nauka jest po to, by służyła człowiekowi; by uwalniała go od jarzma złego losu; by dawała mu możliwość panowania nad światem, w którym żyje. Te wydawałoby się banalne i oklepane stwierdzenia są prawdziwe. Tym niemniej niosą one ze sobą pewne filozoficzne, a zwłaszcza etyczne konsekwencje. Jeśli nauka ma służyć człowiekowi, to nauka jest wartością niższą niż człowiek. Oznacza to, że nie można poświęcić człowieka dla dobra nauki, ponieważ poświęcenie wartości wyższej (w tym przypadku znacznie wyższej) dla wartości niższej jest naruszeniem porządku moralnego. Takie poświęcanie człowieka czyni z nauki wartość absolutną, wyższą niż człowiek. Nie można poświęcać ludzkiego życia, zdrowia czy integralności fizycznej dla weryfikacji naukowych hipotez. Stwierdzenie to rodzi na pewno pytanie o to, co w takim razie można poświęcić i w jakich warunkach. Szczegółowych odpowiedzi udziela tu bioetyka, w tym także bioetyka katolicka.

 

Wróćmy jednak na chwilę do definicji. Wiemy już czym jest nauka i technologia, czym zatem jest postęp?

Jest to słowo często używane i prawie równie często nadużywane. Posiada ono swoją historię, która zaczyna się wraz z filozofią stoicką i jest związane z pewna tradycją. Dla stoików pojęcie to oznaczało rozwój w cnocie i dążenie do doskonałości. Do pojęcia tego nawiązała filozofia nowożytna, zwłaszcza prace Francisa Bacona, który stawiał nauce nowe cele: ulepszanie warunków ludzkiego życia poprzez stosowanie nowej metody, dzięki której miała ona podporządkować naturę człowiekowi. W ten nurt wpisują się także filozofowie oświecenia a potem pozytywizmu, gdy idea postępu przybrała nawet charakter pseudo-religii. Również dziś wielu ludzi wierzy w postęp i przez pryzmat tego pojęcia interpretuje historię. Filozofia nauki dostrzega dynamiczny charakter nauki i jej nieustanny rozwój. Próbując zdefiniować postęp naukowy filozofia nauki podaje jego kryteria. Pierwszy z nich zaczerpnęła z historii idei postępu to zmiana na lepsze. Historia nauki pokazuje jednak, że owe zmiany na lepsze odbywały się czasem zbyt wielkim kosztem. Dlatego filozofia nauki stwierdza, iż rozwój wiedzy naukowej nie może się odbywać za wszelką cenę i dodaje drugie z kryteriów postępu naukowego. Jest nim zgodność z normami moralnymi. Tak więc istnieją dwa kryteria (warunki) postępu naukowego: polepszenie warunków ludzkiego życia i zgodność z normami moralnymi. Innymi słowy: jeśli jakieś przedsięwzięcie naukowe (bądź technologiczne) aspiruje do miana postępu naukowego, musi spełniać jednocześnie dwa warunki: musi przyczyniać się do polepszenia warunków ludzkiego życia i musi być zgodne z normami moralnymi.

 

Często jednak, zwłaszcza w czasach dzisiejszych dane odkrycie, np. w dziedzinie biologii ukazywane jest jako zjawisko pozytywne jedynie wówczas, gdy stwierdzi się jego innowacyjność.

Bywa niestety, że często nadużywa się pojęcia postępu naukowego. Przyjęło się powszechnie, że wystarczy użycie wyrafinowanych, nowoczesnych instrumentów naukowych i technicznych albo jakiś rewolucyjny pomysł (rewolucyjna hipoteza naukowa), albo by był zaangażowany sławny naukowiec, najlepiej laureat Nagrody Nobla, albo żeby media dane przedsięwzięcie ochrzciły mianem postępowego, byśmy uważali, że mamy do czynienia z postępem naukowym. To, jak owo zamierzenie będzie się realizowało, jakim lub czyim kosztem, przestaje mieć znaczenie; a jest to drugi, fundamentalny, a dziś najczęściej pomijany warunek postępu naukowego.

 

Kościół zabierając głos w debatach naukowych, zwłaszcza tych odnoszących się do medycyny dość często używa słowa personalizm. Co ono oznacza?

Filozofia personalistyczna, do której odwołuje się w swoim moralnym nauczaniu Kościół katolicki, pomaga zrozumieć dlaczego pewne przedsięwzięcia naukowe można uznać za postęp naukowy, a inne nie. Filozofia ta mówi o człowieku jako o osobie, czyli o indywiduum natury rozumnej. Obserwacja ludzkiej rzeczywistości pozwala stwierdzić, iż ma ona charakter dynamiczny. Człowiek się rozwija i to zarówno w wymiarze cielesnym (biologicznym) jak i duchowym. Rozwija się jako jednostka oraz jako członek pewnych społeczności. Rozwój ten zmierza ku jakiejś pełni, w której można wyróżnić to, co właściwe każdemu człowiekowi jako człowiekowi oraz elementy indywidualne, które są właściwe konkretnej niepowtarzalnej osobie ludzkiej. Pełnia, do której zmierza człowiek określana jest jako ludzkie osobowe spełnienie. Spełnienie to polega na harmonijnym rozwoju wszystkich potencjalności (wszystkich możliwości), jakimi dysponuje każdy człowiek. Tej pełni nie można jednak osiągnąć bez partycypacji (uczestnictwa) w pewnych dobrach, z których jedne mają charakter bardziej podstawowy (i dlatego nazywamy je podstawowymi ludzkimi dobrami) a inne są im podporządkowane. Źle jest, jeśli człowiek z jakiegoś powodu nie może osiągnąć swego spełnienia. Dlatego ludzkie wysiłki, w tym także wysiłek naukowy, od wieków zmierzają do pokonania trudności, które stają na drodze osobowego spełnienia się człowieka. Stawianie barier na tej drodze lub przeszkadzanie na niej, a tym bardziej zamierzone całkowite uniemożliwienie osiągnięcia czyjegoś spełnienia, jest zawsze czynem niemoralnym.

 

W jaki zatem sposób człowiek wykorzystując naukę i technikę może osiągnąć przywołane przez Księdza spełnienie? Innymi słowy jak to, co Ksiądz powiedział może pomóc np. badaczowi w dostrzeżeniu pozytywnych oraz negatywnych aspektów podejmowanych działań?

Podstawowe ludzkie dobra (czyli te, które warunkują osobowe spełnienie) to przede wszystkim życie, zdrowie, integralność fizyczna, racjonalność praktyczna (czyli zdolność do decydowania w sposób wolny o sobie samym) i społeczność (czyli zdolność do życia w społeczności). Pragnąc znaleźć odpowiedź na pytanie o moralność projektu naukowego należy zapytać jak projekt ten wpływa czy wpłynie na podstawowe ludzkie dobra danego konkretnego człowieka, który ma być przedmiotem eksperymentu czy manipulacji. Jeśli interwencja będzie skutkowała jego śmiercią, jeśli naruszy jego integralność fizyczną albo nadwyręży jego zdrowie, bądź okaleczy go psychicznie lub duchowo, albo stworzy warunki, dzięki którym jego życie w społeczności jemu właściwej stanie się utrudnione, to taka interwencja nie może zostać uznana za moralnie dopuszczalną. Widać też od razu, że w takiej sytuacji nie jest spełniony jeden z warunków postępu naukowego i w związku z tym manipulacja taka nie może zostać uznana za postęp naukowy. Czasem w grę wchodzi więcej wartości lub pewne wartości pozostają w stosunku do siebie w konflikcie, np. potrzeba ratowania życia kosztem integralności fizycznej. Jest to jednak osobne zagadnienie, dotyczące zasad postępowania w konkretnych terapeutycznych przypadkach. Pokazuje ono jednak, że wśród podstawowych ludzkich dóbr istnieje hierarchia i że dobra ważniejsze mogą usprawiedliwić poświęcenie dóbr niższych. Pomnożenie lub weryfikacja wiedzy naukowej nie należy jednak do dóbr stających ponad podstawowymi ludzkimi dobrami także wtedy, gdy wiedza ta miałaby w przyszłości służyć innym ludziom. Dobro nauki traktowane w taki sposób czyniłoby z nauki wartość nadrzędną w stosunku do samego człowieka – z wartości służebnej, niższej od człowieka, czyniłoby wartość absolutną. Ponadto nauka byłaby narzędziem dzielenia ludzi na ważniejszych i mniej ważnych. Zdrowie i życie tych ostatnich można by było poświęcić dla dobra owych „ważniejszych”.

 

Czy postawienie nauki i postępu wyżej niż człowieka prowadzić może do realnych negatywnych konsekwencji?

Naruszenie podstawowych dóbr ludzkich zawsze wiąże się z pogorszeniem warunków ludzkiego życia. Za każdym razem, gdy narusza się podstawowe dobra, mamy do czynienia nie tylko z naruszeniem drugiego warunku postępu naukowego, jakim jest zgodność danego przedsięwzięcia naukowego z normami moralnymi, ale jest to działanie sprzeczne także z pierwszym warunkiem tego postępu. Negacja i niszczenie podstawowych ludzkich dóbr nigdy nie łączy się z polepszaniem warunków życia tych konkretnych ludzi, a zawsze z ich pogorszeniem.

 

W ostatnim czasie obchodziliśmy piętnastą rocznicę ogłoszenia przez bł. Jana Pawła II Encykliki Fides et Ratio. Często jednak spotkać się można z opiniami, zgodnie z którymi nauki i wiary nie należy łączyć. Czy opinie te są słuszne, szczególnie w odniesieniu do biologii i medycyny?

Wiele osób żywi przekonanie, iż Kościół katolicki, postrzegany jako ostoja konserwatyzmu, sprzeciwia się postępowi naukowemu zwłaszcza pewnym bardziej nowatorskim pomysłom w ramach biotechnologii takim, jak zapłodnienie in vitro, wykorzystanie komórek macierzystych, projekty terapii genowej, genetyczna modyfikacja człowieka. Tymczasem lektura nauczania Magisterium Kościoła dotycząca wymienionych tu propozycji wykorzystania biotechnologii wskazuje, iż stwierdzenia tego typu są raczej wyrazem uprzedzenia wobec Kościoła, niż znajomością jego nauki. Nigdzie bowiem Urząd Nauczycielski Kościoła nie wyraża się o zakazie jakichś propozycji naukowych w sposób autorytatywny w tym sensie, że zabrania czegoś dla zasady. Zawsze uzasadnia on swoje stanowisko, chociaż logika uzasadnienia wielu ludziom wydaje się trudna do przyjęcia. Jest natomiast rzeczą zaskakującą jak niewiele Kościół zabrania.

 

Czy jednak są sfery np. postępu genetyki, którym kościół w swym nauczaniu mówi kategoryczne NIE?

Biorąc pod uwagę współczesną genetykę, a więc obserwacje, badania i manipulacje na mikroorganizmach, roślinach, zwierzętach i na człowieku, spośród wszystkich możliwych interwencji całkowicie wykluczone są tylko dwie: klonowanie człowieka i tzw. eugeniczna inżynieria linii zarodkowej, czyli dwie interwencje mające na celu tworzenie ludzi według cech wprzód dla nich ustanowionych. Pozostałe badania i manipulacje są dozwolone o ile spełnione są pewne warunki, z których najważniejszym jest relacja do podstawowych dóbr ludzi, którzy są przedmiotem badania lub manipulacji. Nie odbywa się to więc na zasadzie, że coś jest z góry wykluczone, ale staje się takie, jeśli dana manipulacja ogranicza lub wprost niszczy podstawowe ludzkie dobra. Klasycznym przykładem jest tu diagnoza prenatalna. Sama w sobie moralnie obojętna nabiera ona wartości moralnej w zależności od celu, dla którego zostaje przeprowadzona. Jeśli jej celem jest wykrycie zaburzeń genetycznych, by je leczyć lub w inny sposób ulżyć osobie chorej i pomóc jej rodzinie, to jest ona moralnie dobra. Jeśli natomiast jest ona zastosowana z założeniem, że wykrycie nieuleczalnej wady będzie się wiązało z aborcją, to wtedy staje się ona środkiem do złego celu i jako taka jest niemoralna.

 

A co z diagnostyką preimplantacyjną?

Diagnoza ta jest niemoralna nie dlatego, że wiąże się z wykryciem cech genetycznych w tym zaburzeń, lecz dlatego, iż jest ona dokonywana w niemoralnym kontekście, jakim jest zapłodnienie in vitro i z zamiarem pozbycia się embrionu, gdy stwierdzi się zaburzenie lub brak pewnych cech, np. oczekiwanej płci dziecka.

 

Zgoda, powyższa forma diagnostyczna nie posiada charakteru terapeutycznego. Co jednak z innymi działaniami genetycznymi o „czysto” leczniczym charakterze?

W swoim nauczaniu moralnym Kościół wyróżnia interwencje genetyczne  o charakterze terapeutycznym, które z zasady są moralnie dozwolone, o ile są bezpieczne i nie wiążą się z jakąś inną formą zła. Dlatego terapia genowa linii somatycznej jest moralnie dobra, a terapia genowa linii zarodkowej jest dziś odrzucona, ponieważ jest ona obecnie zbyt niebezpieczna, a ponadto trudno ją sobie dziś wyobrazić poza kontekstem zapłodnienia in vitro. Drugą grupą interwencji genetycznych na człowieku są manipulacje nieterapeutyczne. Także tu wielu może spotkać niespodzianka: Kościół nie sprzeciwia się wszystkim tego typu interwencjom. Jeśli mamy do czynienia z manipulacją przypominającą terapię genową linii somatycznej oraz spełnione są pewne warunki, to również i te ingerencje byłyby do zaakceptowania. Granicą takiego ulepszania jest cnota, tj. sposób w jaki człowiek osiąga doskonałość w działaniu jako osoba. Jeśli proponowana ingerencja np. mająca na celu przedłużenie ludzkiego życia, nie przeszkadza w wysiłku zmierzającym do osobowego spełnienia, ani w osiągnięciu cnoty i jeśli spełnione są także inne warunki (bezpieczeństwo interwencji, poinformowana zgoda, poprawna intencja, etc.), to także ona może zostać zaaprobowana.

 

Bardzo dziękuję księdzu za rozmowę

KOMENTARZE
Newsletter