Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Pomyłka - probówka - paradoks
Na początku kwietnia br. w polskim Sejmie rozpoczęta zostanie kolejna debata dotycząca projektów ustaw odnoszących się do procedury zapłodnienia pozaustrojowego metodą In vitro. Z całą pewnością najwięcej czasu poświęcone zostanie rządowemu projektowi Ustawy o leczeniu niepłodności. Ustawa ta wprowadza możliwość skorzystania z procedury, w której wykorzystywane są komórki rozrodcze oraz zarodki, które pochodzą zarówno od samych przyszłych rodziców starających się o dziecko, jak i anonimowych dawców. Czy pozostawienie możliwości dawstwa zarodków nie doprowadzi do skomplikowania polskiej rzeczywistości prawno- rodzinnej? Jak zniwelować niebezpieczeństwo implantacji niewłaściwego zarodka, a więc sytuacji, do której prawdopodobnie doszło kilkanaście miesięcy temu w klinice pod Szczecinem.

Błąd

Doniesienia medialne dotyczące prawdopodobnej pomyłki, jakiej dokonano w trakcie procedury zapłodnienia pozaustrojowego metodą in vitro na terenie Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w Policach spowodowały iż w mediach przez dłuższy czas obecne były pytania, dyskusje oraz spekulacje. Z materiałów prasowych dowiedzieć się można było, że jedna z pacjentek ww. laboratorium, po przeprowadzeniu dodatkowych badań uzyskała informację, iż urodziła nie swoje dziecko. Kolejne depesze wskazywały, że tatą dziecka jest mąż owej kobiety. Nie wiadomo jednak, kto jest biologiczną matką. Opisana sytuacja zmusiła ministerstwo zdrowia do działania. Resort zlecił kontrolę w ośrodku wspomaganego rozrodu, której efekty doprowadziły do wypowiedzenia umowy klinice. Mowa o umowę na świadczenie usług prokreacyjnych finansowanych z rządowego Programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Ministerstwo powiadomiło o stwierdzonych nieprawidłowościach prokuraturę.
Z początku śledczy ze Szczecina odmówili podjęcia dalszych działań. Inne zdanie miał jednak Prokurator Generalny, Andrzej Seremet, który wskazując na wyjątkowość sytuacji zdecydował się przeanalizować sprawę. Jego zdaniem istnieje możliwość postawienia zarzutów personelowi związanych z nienależytym objęciem troską medyczną osób,  pozostających pod ich opieką, co skutkować mogło narażeniem ich na utratę zdrowia. Dziecko, które urodziło się w wyniku omawianej procedury, z racji złego stanu, znajduje się obecnie pod opieką jednego z warszawskich instytutów. Powyższe fakty nie wyjaśniają jednak kluczowej wątpliwości: Kto jest matką dziecka? Bez względu na dramatyczny charakter powyższej sytuacji, kobieta, która urodziła prawdopodobnie nie swoje dziecko, jest jego matką. Jak wskazuje Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy „Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła.” Polskie przepisy nie odnoszą się w tym miejscu do jakichkolwiek wyjątków.  Jeśli doniesienia medialne w powyższej sprawie się potwierdzą, z całą pewnością będziemy mieć do czynienia z sytuacją paradoksalną..
 W polskim prawie istnieje możliwość „zaprzeczenia macierzyństwa”. Jest to jednak możliwe, ale wyłącznie w odniesieniu do sytuacji związanych z np. adopcją lub mylnym oznaczeniem w szpitalu narodzonego dziecka. Omawianą w mediach sytuację komplikuje ponadto fakt, iż mąż kobiety, która urodziła dziecko jest dawcą plemnika użytego do zabiegu. Także w tym wypadku nie można wyprzeć się ojcostwa. Wspomniany Kodeks Rodzinny wskazuje, że „ nie jest (ono) dopuszczalne, jeżeli dziecko zostało poczęte w następstwie zabiegu medycznego, na który mąż matki wyraził zgodę.”

Jak się okazuje dotarcie do biologicznej matki dziecka może być niemożliwe. Kobieta, która przekazała klinice komórkę jajową w chwili obecnej posiada status dawcy anonimowego. Owa anonimowość w programach donacji, a więc przekazania komórek rozrodczych jest gwarantowana przez klinikę in vitro i najczęściej potwierdzana jest pisemnymi oświadczeniami. Jeśli tajemnica ta zostanie ujawniona, kobieta ta posiada wszelkie prawa by skarżyć klinikę za niedochowanie zawartej uprzednio umowy.

 

Chora sprzeczność

Obserwując liczne głosy krytyki sytuacji, jaka miała miejsce w Policach trudno nie dostrzec, iż kolejne wypowiedzi licznych ekspertów są w istocie sprzeczne. Ministerstwo Zdrowia, krytykujące szczecińskich embriologów, jednocześnie w promowanym przez siebie resortowym projekcie Ustawy o leczeniu niepłodności wskazywało na zasadność akceptacji metody, jaką jest tzw. adopcja prenatalna. Mowa o procedurze przyjęcia przez kobietę do własnego organizmu obcego biologicznie zarodka. Podobne propozycje stanowią w zasadzie pełną akceptację działań skutkujących komplikacją polskich standardów prawa rodzinnego. Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy w swoich zapisach wprost odnosi się do zjawisk o charakterze biologicznym. W dziejach ludzkości nie znamy jednak przypadków, w których to kobieta rodziłaby, w zasadzie obce sobie dziecko. 

Zapewne sytuacja w Policach jest bardziej skomplikowana. Kobieta nagle dowiedziała się, iż urodziła nie własne dziecko. Czemu jednak ministerstwo zdecydowało się skierować sprawę do prokuratury? Czyje zdrowie i życie było narażone na szkodę, skoro przy kolejnych okazjach liczny polscy urzędnicy i politycy wskazują, że dziecko przed narodzeniem nie podlega ochronie prawnej. Czy zatem metoda in vitro w przypadku kobiety ze Szczecina była wyjątkowa? Być może była niebezpieczna?

 

Idą zmiany

Pod koniec stycznia pojawiła się informacja, zgodnie z którą polski rząd ma zając się ostatecznie ministerialnym projektem ustawy ws in vitro. Jak się okazało resort zdrowia nie uwzględnił żadnego z licznych krytycznych wniosków, jakie zgłaszali zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy omawianej metody. Szczecińska sytuacja sprawiła, iż część środowisk zaczęła wskazywać na konieczność szybszego uchwalenia prawa w zakresie wspomaganego rozrodu. Prof. Paweł Łuków- członek Komitetu Bioetyki PAN-, w wypowiedzi dla PAP stwierdza, że „Ta sytuacja powinna być potraktowana jako argument, który przemawia za tym, żeby w końcu sprawę uregulować ustawowo, bo wówczas będzie bardzo wyraźna podstawa prawna”. Czy jednak prawo jest w stanie zlikwidować paradoksy, które tworzą się przy okazji każdego z zabiegów in vitro? Rząd krytykujący lekarzy za prawdopodobny błąd sam zachęca do uchwalenia prawa, na podstawie którego dziecko nie będzie miało możliwości poznania własnych rodziców.
W ministerialnym projekcie – przypomnijmy- istnieje możliwość starania się o dziecko przez de facto ­związki partnerskie. Działania takie wprost naruszają prawo dziecka do tożsamości oraz wychowania w rodzinie. Warto bowiem przypomnieć, że polskie przepisy w żadnym miejscu nie wskazują o wzajemnych zobowiązaniach oraz uprawnieniach jakie posiadają owi partnerzy.

Analizując podobne sytuacje coraz częściej dojść można do wniosku, że to nie prawo jest wadliwe, lecz rządza ludzi chcących zapanować nad naturą. In vitro, o czym zapomina się w dyskusjach, to eksperyment. Nie znamy nie tylko jego konsekwencji medycznych, ale co udowodniła ostatnia sytuacja, także społecznych oraz prawnych.

 

Tekst ten stanowi rozbudowaną wersję artykułu, jaki ukazał się w tygodniku Idziemy nr 7 (490), 15 lutego 2015 r.    

KOMENTARZE
Newsletter