Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Media – Nauka – Prawda. Rozmowa z prof. Zdzisławą Kobylińską
Media – Nauka – Prawda. Rozmowa z prof. Zdzisławą Kobylińską
O współczesnej debacie bioetycznej rozmawiamy z etykiem społecznym, prof. Zdzisławą Kobylińską.

biotechnologia.pl: W ostatnim czasie media bardzo często poruszały temat dylematów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza. Co Pani Profesor myśli o sposobie przekazywania wspomnianych treści?

Prof. Zdzisława Kobylińska: W opisie wielu dziennikarzy te  realne dylematy wynikające z pracy lekarza czy pielęgniarki, które mają przede wszystkim charakter etyczny, są ich zdaniem wydumane, nieistniejące. Odnoszę wrażenie, że pewne pojęcia są dla nich po prostu abstrakcyjne: klauzula sumienia, ba...samo sumienie, "jakaś tam" przysięga Hipokratesa, obowiązek, prawo, imperatyw, cnota -  to terminy, które choć używane, są dla wielu dziennikarzy puste. Z tego bierze się ten arogancki, niefrasobliwy ton lub powierzchowność w przedstawieniu czy analizie danego zagadnienia. Niektórym dziennikarzom, np. pani Olejnik, czy pani Pieńkowskiej w głowie się nie mieści, że z powodu wrażliwości własnego sumienia, niektórzy lekarze nie wykonują określonych praktyk - nie chcą przerywać ciąży, czy nie chcą zapisywać środków antykoncepcyjnych. A jak ktoś do tego przyznaje się, to albo szydzi się z takiej osoby albo wywleka się jej przeszłość. Skoro prof. Bogdan Chazan dokonywał kiedyś aborcji czy podobnie pan poseł Bolesław Piecha, to dlaczego dziś ośmielają się przeciwstawiać tym praktykom? Pytają zniesmaczeni dziennikarze. Tak jakby człowiek nie miał prawa do rozwoju, do zmiany poglądów, do etycznego wzrostu.

Dostęp do wspomnianej przez Panią wiedzy jest obecnie w zasadzie natychmiastowy. Zapewne wielu chce o podobnych kwestiach informować natychmiast. Czy działanie to, nie powinno być jednak poprzedzone pewną dziennikarską refleksją? 

No właśnie, tej refleksji brak. Wynika to prawdopodobnie też z tego, że dziennikarze nie mają często odpowiedniego przygotowania etycznego, nie mają pożądanej w tym zawodzie wrażliwości etycznej. Liczy się tzw. news, sprzedanie wiadomości i to w takiej w formie, która będzie obliczona na zbulwersowanie potencjalnego odbiorcy, na przyciągnięcie jego uwagi. Wystarczy rzucić temat - lekarz odmówił aborcji kobiecie, która z powodu porodu na 100% oślepnie. Tymczasem dziennikarz nie zająknie się nawet, że niekoniecznie może się to zdarzyć i że są inne sposoby rozwiązania ciąży jak cesarskie cięcie.

Jak jednak wyrobić sobie własną opinię? Na przykład tygodnik Newsweek z jednej strony ostro krytykuje lekarzy przeciwstawiających się aborcji eugenicznej, a z drugiej zaś, kilka miesięcy temu opublikował na jego łamach niezwykły wywiad z młodą osobą
z Zespołem Downa, która kończy kolejne szkoły? Czy to nie jest
sprzeczność? 

To jest zasadnicza sprawa - w ważnych kwestiach nie opierajmy się na doniesieniach medialnych tylko zdobywajmy wiedzę z poważanych źródeł. Na istotne pytania szukajmy odpowiedzi u prawdziwych autorytetów. Ludzie wierzący są zobligowani do tego, aby fundamentalne kwestie natury moralnej rozstrzygać w świetle prawa Bożego i nauczania Kościoła. Katolik nie może kierować się opiniami dziennikarzy tylko doktryną etyczną Kościoła, na podstawie której powinien formować swoje sumienie, które jest ostateczną instancją działań osoby. Sumienie dobrze uformowane to największy skarb człowieka. Kto je posiada ten nie będzie kierować się, często niestety wypaczonymi i kłamliwymi opiniami niedouczonych dziennikarzy. 

Być może zatem w kontekście informowania o współczesnych naukowo-etnicznych wyzwaniach, obiektywizm dziennikarski jest w istocie wadą. Być może wartością jest coraz częściej uprawiany w mediach dziennikarski subiektywizm?

Obiektywizm w dziennikarstwie jest fundamentem tej pracy. Dziennikarz ma obowiązek  rzetelnego, a to znaczy obiektywnego informowania, a nie przedstawiania swojego własnego subiektywnego "widzimisię". Niestety dziennikarze zarówno w podawaniu informacji czy nawet w rozmowach z innymi narzucają własny punkt widzenia. Ich wypowiedzi są często obciążone światopoglądowo. Wiem, że trudno jest przedstawiać  pewne kwestie, zwłaszcza natury etycznej, bez odwołania się do własnych przekonań moralnych, jednak tak należy czynić. Jeśli dziennikarz jest zwolennikiem aborcji choćby tylko eugenicznej, to nie powinien swojego poglądu narzucać ani widzom ani zaproszonym gościom. Tymczasem niejednokrotnie odczuwałam w rozmowach dziennikarzy - na przykład z panią  z Kają Godek - pewien rodzaj agresji, kpiny czy niezgody na jej zdecydowaną postawę antyaborycjną. Niektórzy dziennikarze wręcz irytują się, gdy ktoś z rozmówców ma inne przekonania niż oni. Wówczas atakują, nie pozwalają dojść do słowa, przerywają - taka postawę braku obiektywizmu prezentuje wobec swoich rozmówco choćby Piotr Kraśko z Jedynki.\

Pamiętam wywiad jaki z lekarką prowadził dziennikarz, który jak sam podkreślał brał udział w procedurze in vitro. W tym przypadku obiektywizm jest w zasadzie niemożliwy. Może w tej
grupie spraw, tak indywidualnych, subiektywnym jednak jest wskazany?

Jeśli dziennikarz chce mówić o pewnych sprawach w kontekście własnych doświadczeń, to niech pisze pamiętnik, dziennik czy prowadzi bloga. Dziennikarz niezależnie od swych własnych przeżyć ma przekazywać prawdę i nie powinien nią manipulować. Owszem ma prawo mówić o in vitro, co więcej należy o tym mówić, ale całą prawdę. Nie tylko to co jest mi wygodne i co być może usprawiedliwia moje własne działanie. W kontekście in vitro  należy więc także wspomnieć choćby o tym, że są środowiska, które odrzucają tę metodę jako nieetyczną a dzieci, których życie w sensie biologicznym wzięło swój początek "w szkle" gorzej się  rozwijają, częściej chorują etc. Nie można mówić tylko jednostronnie, że wszystko jest w porządku i że najważniejsza jest chęć posiadania potomstwa przez bezpłodne pary, bo to nieprawda.

Myśląc jednak o podobnych tematach, dojść można downiosku, że skandal goni skandal. Podobno, dobrych wiadomości nikt jużnie chce czytać. Czy bazując na własnych analizach wysnułaby Panipodobny wniosek.?

Skandale najlepiej sprzedają się - tak przynajmniej sądzą dziennikarze i takie dziennikarstwo typu Schund nastawione na epatowanie skandalem, przemocą, seksem jest najczęściej uprawiane. Faktycznie tygodnik "Wprost" w ostatnim tygodniu musiał być dodrukowany, gdyż w poniedziałek już nie było go w kioskach. Jednak materia rozmów  najważniejszych w Polsce osób musiała ciekawić. Wcale się temu nie dziwię. To oczywiste dla każdego, kto interesuje się sprawami Polski. Ale też nieprawdą jest, że ludzie nie łakną dobrych wiadomości. Przeciwnie przybywa zwolenników takich mediów, które mają ofertę z wyższej półki - dobra muzyka, ciekawe wywiady, informacje kulturalne, ambitne filmy, w tym dokumentalne, kanały tematyczne - taka oferta zyskuje na znaczeniu. 

Obecnie dziennikarzem w zasadzie może być każdy. Przez lata w tej profesji liczyła się rzetelność oraz prawda. Czy dzisiaj coś sięzmieniło?

To prawda. Dziennikarzem może być każdy - nie musi to być absolwent dziennikarstwa. Dziś dziennikarzem zostaje osoba wygadana, znająca języki no i dyspozycyjna, czyli taka, która zachowa linię szefostwa danego medium - dodajmy na ogół obcego pracodawcy. Pamiętajmy, że 60% mediów w Polsce należy do niemieckiego kapitału. Owszem każdy dziennikarz ma swojego "pana", ale nie może być jego głosem, ponieważ musi być głosem prawdy. Jednak ta wrażliwość aksjologiczna, formacja moralna, wyczulenie na prawdę zdają się nie istnieć lub mają drugorzędne znaczenie. Na dodatek dziennikarze może są i wygadani, ale często ta forma przykrywa brak treści.

Jakie zatem wartości powinny towarzyszyć ludziom, którzy na przykład informują społeczeństwo o szczególnych tematach takich, jak cierpienie innych osób?

Dziennikarz powinien być jak filozof - czcicielem i miłośnikiem mądrości i prawdy, powinien sam nieustannie pracować nad sobą, gdyż jego rola we współczesnym świecie nolens volens jest ogromna. Dla niektórych ludzi dziennikarze są wręcz przewodnikami duchowymi, jak niegdyś byli księża. Dziś tylko niestety rolę ambony zajęły telewizory w naszym domu. Dziennikarz zatem powinien zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na nim ciąży. Jest przecież częstym gościem w naszych domach, jego słowa mają wpływ na kształtowanie opinii tysięcy a nawet milionów ludzi, którzy poza telewizją i internetem nie mają innych istotnych odniesień. Za słowem musi iść odpowiedzialność. Łączy się to z wieloma sprawnościami moralnymi, które nazywamy cnotami jak wrażliwość, takt, kultura osobista, prawdomówność, rzetelność, uczciwość, odwaga, roztropność, empatia, życzliwość dla odbiorcy. Bez właściwej aretologii i aksjologii nie ma mowy o dobrym dziennikarstwie.  

Czy w odniesieniu do dziennikarzy naukowych możemy zastosować podobne zasady? To właśnie ta grupa zawodowa ma szczególną misję nie tylko głoszenia, ale i wyjaśniania na przykład prawd dostrzegalnych w przyrodzie. Parafrazując Piłata: czym jest dzisiaj prawda?

Dziennikarze, którzy zajmują się informacją naukową, muszą kierować się w swej pracy takimi samymi wskazaniami, tym samym aksjomatem poszukiwania prawdy. Proszę pamiętać, że wszystko, co dzieje się w nauce interesuje ludzi, ponieważ pośrednio czy bezpośrednio dotyka nas, wpływa na naszą egzystencję, kształtuje postawy moralne, a nawet światopoglądowe. Niektórzy, gdy słyszą, że za jakimś rozwiązaniem stoi nauka i profesorski tytuł, są skłonni uważać je za moralnie dopuszczalne. Jeśli poprzez zmasowanie informacji popartych naukowymi autorytetami, będzie się ludziom wmawiać, że eutanazja jest naprawdę aktem miłosierdzia, to ludzie "kupią" to, zapominając, że nie wszystko co legalne jest zarazem moralne. Cóż z tego, że wielu profesorów medycyny, którzy są apologetami metody in vitro, opowiada się za nią i za bezpłatnym dostępem do niej - skoro i tak pozostaje ona niemoralna, gdyż w trakcie jej procedury giną inne zarodki. Nie wszystko co jest dostępne w nauce może i powinno być stosowane w praktyce, choć jednak wciąż wiele się dzieje w tak zwanym podziemiu naukowym. Odpowiadając zaś na Pana ostatnie pytanie o prawdę - prawdę trzeba kochać, trzeba podchodzić do niej z respektem. Prawda jako owo adequatio res et intellectum (adekwatność myśli i rzeczywistości) uczy przede wszystkim służenia jej, śmiałości jej analizowania i męstwa pokazywania, ponieważ, jak pisał Olegario Gonzales de Cardedal "kto ją prostytuuje i upokarza, plami ludzi i ostatecznie prowadzi ich do beznadziei".

 

Bardzo dziękuję za rozmowę

 

Rozmawiał

 

Błażej Kmieciak

biotechnologia.pl

 

ZDZISŁAWA KOBYLIŃSKA, dr hab., filozof oraz etyk, pracownik naukowo dydaktyczny na Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim, specjalizuje się w etyce szczegółowej, w tym etyce dziennikarskiej oraz politycznej. Jest stałą publicystką miesięcznika „Debata”

KOMENTARZE
Newsletter