Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Etyka w laboratorium — czy w ogóle istnieje?
Etyka w laboratorium — czy w ogóle istnieje?
27 września 2013 roku, po raz drugi odbyła się konferencja "Etyka we współczesnej biotechnologii i biobiznesie". Jedną z przemawiających była dr hab. Ewa Zuba-Surma, biolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W rozmowie z naszym portalem powie czy etyka w laboratorium istnieje, a jeśli tak do czego jest ona potrzebna.

Biotechnologia.pl: Czy w laboratorium etyka jest w ogóle potrzebna?

 

Ewa Zuba-Surma: Wydaje mi się, że etyka w laboratorium jest potrzebna i sprawdza się na wielu szczeblach. Po pierwsze, etyka w nauce: czyli na poziomie badań, tego co robimy, po co podejmujemy pewne działanie, tzn. po co prowadzimy naszą aktywność naukową. Drugą rzeczą, jest oczywiście etyka w relacjach międzyludzkich, na co ja szczególnie zwracam uwagę. Czyli, jak integruje się zespół, jak buduje się relacje. W pracy to właśnie elementy etyczne determinują nie tylko kwestie zawodowe, ale także życie osobiste osób razem pracujących.


Laboratoria to miejsca, w których obserwujemy niezwykły postęp. Poziom rozwoju biotechnologii jest wręcz niewyobrażalny. Czy dla badaczy zajmujących się medycyną i biologią istnieją szczególnie trudne punkty krytyczne, trudne zagadnienia , które budzą ich wątpliwości lub też, które zwłaszcza ostatnio są szczególnie dyskutowane?

Myślę, że tak, i komórki macierzyste są jednym z takich przykładów, ponieważ wydaje się, że w zależności od tego dokąd chcemy pójść, albo do czego zmierza nasz eksperyment dostajemy pewien wynik, który różnie może zostać wykorzystany w przyszłości. Tutaj chociażby komórki macierzyste embrionalne oraz zbliżone do nich funkcjonalnie komórki macierzyste pozyskiwane w wyniku tzw. transferu jądra komórki somatycznej do oocytu i wytworzenia „sztucznej blastocysty”, jako przykłady, które są punktami zapalnymi w nauce. Z jednej strony, komórki te stwarzają nam potencjalne możliwości zastosowania ich w klinice, ale z drugiej strony technologie z nimi związane mogą zostać wykorzystane w sposób niepożądany. Przykładowo, metody i działania, które doprowadziły do rozwinięcia technologii pozyskiwania komórek macierzystych ze „sztucznej blastocysty”, na drodze tzw. klonowania terapeutycznego, mogą zostać wykorzystane w celu klonowania człowieka. Dziś już wiemy, że w chwili obecnej istnieją możliwości techniczne prowadzące do powstania w laboratorium ludzkiej „sztucznej blastocysty”, która następnie ma szanse przekształcić się w ludzki organizm. Są to moim zdaniem najbardziej kontrowersyjne punkty w tej działce naukowej, jaką jest biologia komórek macierzystych oraz medycyna regeneracyjna z ich zastosowaniem. Rzeczywistość pokazuje, że w zależności od tego jakie są intencje naukowców, to metody naukowe pozwalają na potencjalne osiąganie różnych celów. De facto, to od nas zależy dokąd z naszym doświadczeń zmierzamy.


Czy w biologii, w typowej pracy laboratoryjnej poruszone przez Panią Profesor rozterki są ukazywane? Czy pytanie o granicę jest istotne w nauce?


Moim zdaniem to, o co Pan pyta jest niezwykle ważne. Natomiast dziwię się bardzo, że tak rzadko się o tym mówi. Jest bardzo mało miejsc, w których spotkać można ludzi, rzeczywiście pochylających się nad tematami bioetyki, w ogóle etyki w nauce oraz nad zasadami, które powinny obowiązywać naukowca, jako człowieka z definicji dążącego do poznania prawdy obiektywnej. Stąd, spotkanie w Uniejowie jest z całą pewnością wyjątkowe. W mojej ocenie, nie często podobne, istotne działania są podejmowane. Badacze najczęściej nie poruszają podobnych dyskusji bioetycznych. Tymczasem — w szczególności w aspektach współczesnej genetyki, czy też nowoczesnych nauk medycznych (np.: wspomnianych komórek macierzystych) — powinniśmy zadawać takie pytania; Dokąd zmierzamy? Gdzie postawić granicę? Jakie powinny być nasze motywacje do podejmowania pewnych działań? O tym niestety mało się mówi.


Wiemy, że komórki macierzyste to ,,błogosławieństwo" dla konkretnego człowieka. Już badania dotyczące chociażby możliwości rekonstrukcji krtani pokazują, że podobne działania badawcze, mogą zrewolucjonizować medycynę regeneracyjną. Czy jest jakiekolwiek niebezpieczeństwo, iż w tym momencie osiągając coraz większą doskonałość np.: w aplikowaniu podobnych rozwiązań, doprowadzimy do stanu, w którym to lekarze będą swoistymi ,,mechanikami od ludzkiego ciała". Będą przecież specjalizować się w wymianie kolejnych części zepsutego ,,ludzkiego mechanizmu".


Myślę, że takie niebezpieczeństwo jest, ale bardzo odległe. Pytanie brzmi tylko, czy taka wizja musi być koniecznie zła? Ostatecznie chodzi nam o dobro człowieka, poprawę jego zdrowia, komfortu życia — jeśli oczywiście nie szkodzimy innemu człowiekowi. W tym miejscu, musimy pamiętać o aspektach bioetycznych, o dylematach, które mamy myśląc np.: o embrionalnych komórkach macierzystych. Mam na myśli ratowanie ludzkiego życia kosztem życia drugiego człowieka, jakim jest bezspornie zarodek. Jest to w mojej ocenie granica, której jako naukowcy, lekarze nie możemy przekraczać. Natomiast, jeśli w laboratoriach będziemy potrafili tworzyć pewne substytuty medyczne — w oparciu o materiały syntetyczne oraz komórki, które pozyskujemy np.: z tkanek dojrzałych, jak szpik kostny, które lekarz będzie mógł następnie transplantować...nie wiem czy to do końca jest złe. Sądzę, że takie „ulepszanie” człowieka wpisuje się w nasz odwieczny mit o poszukiwaniu nieśmiertelności i zawsze będziemy podejmować starania, aby to nasze życie przedłużać i poprawiać funkcjonowanie naszego ciała. Póki co, musimy się jednak pogodzić z tym, że pomimo postępu nauki i medycyny, na poziomie organizmu, materii, jesteśmy śmiertelni.

 

W momencie, w którym polepszy się zdrowie człowieka widać tu wiele pozytywów. Czy jednak niczym w filmach fantastycznych możemy przeszczepić każdą część ludzkiego ciała? Czy wszystko możemy wymienić, chcąc osiągnąć nieśmiertelność? Być może nie posiadany jednak do tego prawa?


Nie, wydaje mi się, że są pewne granice i wynikają one z natury biologicznej.
Organizm się starzeje. To, o czym rozmawiamy jest trochę teorią. Nie możemy na masową skalę przeszczepić określonych części ciała. Oczywiście, mówię tutaj w kontekście przeszczepów w ramach jednego organizmu — są to raczej pojedyncze przypadki. Nawet abstrahując od teraźniejszości, gdybyśmy mieli taką możliwość, że moglibyśmy wymieniać wiele narządów, to jednak pewna baza organizmu (aktywność szpiku kostnego — „gwaranta” sprawnego układu krwionośnego, krwiotwórczego i immunologicznego), czy też wiele innych części ciała, świadczy o tym, że podobne działania są niemożliwe z racji na starzenie się ludzkiego organizmu. Człowiek jest śmiertelny nawet, jeśli wymienialibyśmy jego tkanki cyklicznie.


W ostatnim czasie dużo dyskusji wśród naukowców dotyczyło odkrycia przez prof. Mariusza Ratajczaka i jego zespół niezwykle małych — podobnych do embrionalnych — komórek macierzystych (ang. very small embryonic-like stem cell, VSEL ). Czy podobne działania nie są dowodem na to, iż naukowcy nadal poszukują rozwiązań jednoznacznie pozytywnych moralnie? Innymi słowy, czy etyka jest dla nauki dalej ,,atrakcyjna"?

Myślę, że tak, zwłaszcza, że jako naukowcy badający komórki macierzyste, szukamy pewnych alternatyw do tego, co z punktu widzenia bioetyki jest kontrowersyjne. Z pewnością, rozwój technologii komórek macierzystych indukowanych (tzw. komórek iPS), jak również badania nad „dorosłymi” komórkami macierzystymi, w tym komórkami VSELs (bardzo małymi komórkami o cechach embrionalnych — przyp. BK) odkrytymi przez prof. Mariusza Ratajczaka, to wszystko jest odpowiedź na wyzwanie jakie zostało rzucone w celu znalezienia potencjalnej alternatywy dla komórek macierzystych, które są kontrowersyjne etycznie. W pełni zgadzam się, że pewne aplikacje, także z pewnych względów biologicznych nie są możliwe. Z pewnością badania nad komórkami macierzystymi pozyskiwanymi z dorosłych tkanek stanowią pewną odpowiedź na zapotrzebowanie bioetyczne. Jest nią: poszukiwanie innych źródeł komórek macierzystych, mające na celu zastąpienie innych niedopuszczalnych bioetycznie źródeł.
 

Ale czy wśród naukowców jest w ogóle świadomość istnienia pewnych ,,granic natury"? Czy badacze patrząc w mikroskop mają świadomość, iż w zasadzie podglądają naturę?

Myślę, że wśród naukowców pracujących z podobnymi komórkami jest taka świadomość. Wiemy, że są pewne bariery prawno-etyczne, jak i biologiczne. Natomiast ciekawe jest, iż z różnych przyczyn, w sporach naukowych, podkreśla się kontrowersje etyczne zapominając o oczywistych wątpliwościach biologicznych. Jest to również bardzo ciekawy, wręcz socjologiczny aspekt środowiska naukowego. Tymczasem, problem np.: z potencjalnym stosowaniem komórek macierzystych embrionalnych w terapiach regeneracyjnych, to nie tylko problem etyczny, ale przede wszystkim biologiczny, bo te komórki najprościej mówiąc potrafią być niebezpieczne dla pacjentów i wciąż, jako naukowcy, nie bardzo radzimy sobie z „ujarzmieniem” ich teratogennej natury.


 

W ostatnim czasie w Polsce, ukazała się książka pt.: „W niebie i na ziemi”. Jest to rozmowa jaką odbyli kard. Jorge Bergoglio, obecny papież Franciszek oraz rabin Abraham Skórka. Co ciekawe, obaj poza wykształceniem teologicznym ukończyli na różnych poziomach szkoły o profilu chemicznym. Rozmawiają oni o Bogu, jego miejscu w świecie. Czy bez względu, w tym miejscu na przynależność do konkretnego kościoła, postać Boga ,,pojawia się w laboratorium"? Czy też jest to w dyskusji przyrodniczej ,,słowo zakazane"?

Powiem szczerze, że zależy to od laboratorium. Zależy to od konkretnych osób, które tam pracują i spędzają w zasadzie dużą część swego życia. W moim laboratorium nie ma żadnych ograniczeń w tym temacie. Rozmawiamy zarówno o Bogu, jak i prawie naturalnym, o obecności Boga w życiu osobistym, jak i w przyrodzie. Tutaj nie ma podobnych ograniczeń, które wynikałyby ze stwierdzenia, że dopuszczanie Pana Boga w nauki ściśle jest czymś niedopuszczalnym dla biologa i biotechnologa. W niektórych laboratoriach może tak być, ale jest to związane z osobistym światopoglądem, zasadami, którymi każdy osobiście się kieruje.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Błażej Kmieciak

KOMENTARZE
Newsletter