Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Perspektywy pracy młodych polskich biotechnologów a pandemia COVID-19
Perspektywy pracy młodych polskich biotechnologów a pandemia COVID-19

W czasie pandemii COVID-19 mówi się o tym, że najlepiej przejść do IT i rozwijać tę branżę w Polsce. Czy to propozycja dla biotechnologów? Czy zrobią nam szczepionki i testy diagnostyczne informatycy? Czy będziemy musieli czekać na cudzą szczepionkę i kupować testy diagnostyczne z innych krajów w czasie kolejnej pandemii? 

 

 

 

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza biotechnologia w Polsce i na świecie zmieniła się w znacznym stopniu. Biotechnolodzy odgrywają coraz większą rolę. Kompletnie zmienił się również system zdobywania przez nich know-how. Dla młodych polskich biotechnologów coraz ważniejszymi centrami jego zdobywania stały się polskie ośrodki akademickie, spółki start-up, a nie zachodnie uniwersytety. Chyba że ktoś decyduje się wyjechać z Polski na wiele lat.

Praca nad testami diagnostycznymi, szczepionkami, tradycyjnymi terapiami drobnocząsteczkowymi czy ATMP (advanced therapy medicinal products) jest dość naturalnym wyborem dla biotechnologów. Z moich obserwacji wynika, że jeśli teraz postdoc, który ma doświadczenie w biotechu, wyjeżdża na Zachód, to nie tylko po to, żeby się czegoś nauczyć i przywieźć z tego miejsca know-how na uczelnię w Polsce, ale również, aby być od początku równoprawnym partnerem w badaniach. Do tego dochodzi zmiana znaczenia zarobkowego takich wyjazdów. Przed 2000 r. po pierwszym powrocie z USA można było za pieniądze zaoszczędzone z rocznego, a na pewno z dwuletniego stypendium kupić w Polsce kawalarkę. Teraz trudno odłożyć takie pieniądze po dwóch latach pobytu za granicą i często nie będzie to nawet wystarczające na wkład własny do kredytu hipotecznego. Znowu ciekawszą bywa więc perspektywa pracy w prywatnych firmach biotechnologicznych czy na uczelniach z dobrymi stypendiami. W konsekwencji transfer know-how zaczyna przybierać nie tylko tradycyjny kierunek z uczelni do firm, ale dość zaskakujący – z firm na uczelnie.

Może to być jednak również dość pozytywne, ponieważ aplikacja technologii z USA czy Europy Zachodniej do Polski była zawsze skomplikowana. Dziś niełatwo sobie wyobrazić, że mogło to polegać na „przywiezieniu techniki” np. PCR czy Western blotting. Trzeba było około roku, żeby ktoś w Polsce się tego porządnie nauczył. Trudno w to teraz uwierzyć czy w ogóle nazywać biotechnologią. Próby zaszczepienia inżynierii genetycznej w miejscach, gdzie królowało przez kilkanaście lat badanie tzw. SNiP-ów za pomocą np. sekwencjonowania metodą Sangera czy RFLP-PCR były często rzucaniem się z motyką na słońce. Od tego czasu pojawiły się już technologie, które wymagają naprawdę dużego doświadczenia i przypominają raczej pierwsze kroki inżynierów pojazdów kosmicznych niż bardzo profesjonalnych techników. Możliwe jest otrzymywanie iPSc, CAR-T (chimeric antigen receptor T-cells), wykonywanie edycji genomu za pomocą CRISPR (Clustered Regularly Interspaced Short Palindromic Repeats) czy PE (prime editing) albo badanie genomu za pomocą NGS. Adaptacja takich technologii jest o wiele trudniejsza. W medycynie znajdzie to swoje odzwierciedlenie w czasie wprowadzania do kliniki wspomnianych szczepionek genetycznych czy rekombinowanych albo ATMP.

Do tego doszły działania z otoczenia prawnego, takie jak np. zabezpieczania PWI (praw własności intelektualnej). Ochrona własności intelektualnej ma związek z jeszcze jednym aspektem. Poszukiwanie prawdy jest zawsze najważniejsze w nauce. Natomiast koszt jej poszukiwania bardzo wzrósł. Nikt nie rysuje już trójkątów na piasku czy nie rzuca metalowych i drewnianych kul z wieży, aby odkrywać prawdę. Potrzebne są miliony, a raczej miliardy, aby się tym naprawdę poważnie zajmować i jeszcze wykorzystać w praktyce. Trudno więc nie oczekiwać jakiegoś zwrotu – monetyzacji poprzedzonej ochroną PWI przez inwestorów. Nie można się też dziwić, że podatnik oczekuje, iż działania naukowe przyniosą czasem jakieś wyraźne benefity. Oczywiście bardzo trudno powiedzieć, co się do nich przyczyni, a co nie, patrz CRISPR. Cicha, bardzo niszowa przez kilkanaście lat dziedzina wiedzy wybuchła i monetyzuje się maksymalnie, a być może jest nawet przeceniana w typowej fazie Krzywej Hype'u Gartnera. Jak zwykle trudno więc powiedzieć, co z badań podstawowych przyniesie zwrot, a co nie. Natomiast biotechnologia to naturalny transformator takiego procesu.

Biotechnolodzy to artyści-złodzieje, w takim znaczeniu jak to podobnie opisali Bill Gates, Igor Strawiński czy Pablo Picasso (good artists copy, great artists steal). Biotechnolodzy „kradną” naturze. Wiele ich technologii czy metod, takich jak szczepienia, CRISPR czy CAR-T, bazuje na mechanizmach, które istniały w jakimś sensie w przyrodzie, ale biotechnolodzy umieli je wykorzystać w innych celach niż to przyroda „przewidziała”. Sentencja ta ma pokazywać, jak duże są możliwości tej grupy zawodowej, ale również stanowić przestrogę i lekcję pokory, aby docenić tych, którzy tworzyli przed nami, a w przypadku biotechnologów wskazywać, co czy kto jest w rzeczywistości stwórcą. Rola biotechnologii będzie coraz większa niezależnie od pandemii, ale COVID-19 uwidacznia ten trend również w Polsce.

Autor: Piotr Rieske, diagnosta laboratoryjny, współzałożyciel spółek Celther Polska i Personather, profesor tytularny, kierownik Zakładu Biologii Nowotworów na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi

KOMENTARZE
Newsletter