Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Adopcja prenatalna- między piekłem, a niebem
20.12.2012 , Tagi: , bioetyka
Adopcja prenatalna- między piekłem, a niebem

Sformułowanie „adopcja” z całą pewnością zaliczyć możemy do tego typu zwrotów, które kierują nas nieuchronnie w stronę pozytywnych skojarzeń. Zapewne trudno byłoby znaleźć osobę, która krytycznie wypowiedziała by się o rodzinach szkolących się, a następnie adoptujących dzieci, których przeszłość wypełniają liczne chwile bólu i cierpienia. Nieco inne skojarzenia występują jednak, gdy do ww. sformułowania dodamy przymiotnik „preneatala”. Coraz powszechniej wiadomo, iż chodzi tu o adoptowanie poddanego kriokonserwacji zarodka. I tu pojawia się bardzo ciekawe zjawisko.

Lewa część sceny polityczno- światopoglądowej nie widzi w ww. procedurze żadnego problemu. Jest to całkowicie zrozumiałe. Adopcja prenatalna jest bowiem w prostej linii konsekwencją programu In vitro. Problem pojawia się natomiast w chwili, w której to o opinię prosimy przedstawicieli środowiska konserwatywnego. Cześć bowiem polityków oraz ekspertów uznaje omawiane zagadnienie za kontynuację niegodnej procedury „tworzenia człowieka na szkle” Druga grupa osób, nie negując przywołanego poglądu zwraca uwagę, że omawiany typ adopcji stanowi, jak to określił Jarosław Gowin minimalizację zła. Podkreśla się, że dawstwo zarodków w sposób istotny zwiększa szanse na narodzenie się dzieci, które zmuszone są do przebywania w warunkach niegodnych osoby ludzkiej. Kto ma rację w tym sporze?

Ogólnie rzecz biorąc

Tak jak wspomnieliśmy przedstawiciele środowisk deklarujących się jako liberałowie w zjawisku jakim jest adopcja prenatalna, nie tylko nie dostrzegają problemu, ale z całą stanowczością podkreślają szlachetność omawianych działań. W połowie 2012r. Stowarzyszenie Nasz Bocian działające na rzecz wsparcia par doświadczających „prokreacyjnych trudności” zapoczątkowało kampanię "Powiedzieć i Rozmawiać". Na portalu oficjalnie informującym o wspomnianych działaniach dowiedzieć się możemy, iż „Celem kampanii jest przełamanie społecznego milczenia wokół adopcji prenatalnej (dawstwa gamet i zarodków), wsparcie rodziców korzystających z adopcji prenatalnej, a także zachęcenie ich do otwartości wobec dzieci.” Czy w istocie w społeczeństwie dostrzec możemy milczenie odnoszące się do omawianego tutaj typu adopcji?

W twierdzeniu tym jest zapewne przysłowiowe ziarenko prawdy. Prof. Paweł Łuków, Członek Komitetu Bioetyki PAN zwraca

uwagę, że tematy bioetyczne zarówno dla polityków, jak i dla całego społeczeństwa stanowią dość trudne wyzwanie. Temat adopcji prenatalnej wymaga posiadania pewnej elementarnej wiedzy dotyczącej: procedury zapłodnienia pozaustrojowego, zagadnienia władzy rodzicielskiej, czy też tematu przysposobienia. Tematy te trudno zaliczyć tym samym do grona powszechnie znanych i rozumianych problemów. W tym też kontekście działania ww. Stowarzyszenia stanowią całkowicie zrozumianą strategię.

Ana Krawczak, będąca wiceprzewodniczącą Stowarzyszenia Nasz Bocian w licznych wywiadach ze smutkiem zaznaczała, że o adopcji prenatalnej, w zasadzie milczy się w środkach społecznego przekazu. W stwierdzeniu tym odnaleźć można „sporą dawkę prawdy.” Dyskusja na wspomniany temat pojawiła się w mediach w ramach projektów ustaw bioetycznych proponowanych w poprzedniej kadencji sejmu. Nadal jednak zadając pytanie o istotę adopcji prenatalnej możemy spotkać się z krępującą ciszą.

Organizacje pozarządowe chcąc przerwać „zmowę milczenia” podkreślają, że częstym zjawiskiem w klinikach In vitro jest sytuacja, w której to para nie może, lub nie chce implantować wszystkich zarodków. Nie jest tajemnicą, iż w programie In vitro jednostkowo tworzonych jest więcej niż dwa lub trzy zarodki, które w tym przypadku mogłyby być  jednocześnie przeniesione do macicy matki. Pozostałe, co coraz powszechniej wiadomo poddawane są kriokonserwacji. W chwili obecnej nie posiadamy jakichkolwiek danych mówiących o liczbie zamrożonych zarodków. Doskonale stan ten oddaje rozmowa, jaką Grzegorz Braun przeprowadził w trakcie filmu „Eugenika” z embriologiem, który w jego obecności dokonywał połączenia plemnika z żeńską komórką jajową. Wspomniany embriolog zwrócił uwagę, iż nie potrafi nawet w przybliżeniu powiedzieć, ile jest w rzeczonej klinice zarodków poddanych kriokonserwacji.

Na lewo patrz

Wspomniane już kilkakrotnie Stowarzyszenie Nasz Bocian zwraca uwagę w swojej kampanii, iż należy podjąć wszelkie działania w celu upowszechnienia adopcji prenatalnej.
W tym miejscu zwraca się uwagę, iż odnosząc się do omawianej procedury należy stosować kryteria przewidziane do standardowej adopcji. Przy tej okazji wspomniana Anna Krawczak zaznacza, iż oczywistym jest, że istnieją tutaj pewne różnice. Dotyczą one m. In, nazewnictwa rodziców. W adopcji prenatalnej, co uczciwie zaznaczają jej zwolennicy podkreśla się, że dziecko posiadać będzie niejako dwie pary rodziców. Pierwszymi będą rodzice społeczni, a więc kobieta, której implantowano do macicy obcy genetycznie zarodek oraz jej mąż/ partner, który razem z nią podjął decyzję o „prenatalnym przysposobieniu”. W tym jednak miejscu zaznacza się, że w przypadku tym, w odniesieniu do drugiej pary rodziców nie możemy mówić o rodzicach biologicznych, tak jak ma to miejsce w wypadku standardowej procedury adopcyjnej. Podkreśla się, że mamy tutaj do czynienia nie z rodzicem, ale z dawcami DNA, którzy winny być wpisani w tożsamościowe drzewo genealogiczne dziecka.

Odnosząc się w tym miejscu do zagadnienia tożsamości zwolennicy omawianej nowatorskiej procedury adopcyjnej stwierdzają, że utrzymanie w tajemnicy przed dzieckiem informacji dotyczących jego poczęcia prowadzić może do pojawienia się silnego konfliktu w rodzinie. Stowarzyszenie Nasz Bocian, będące, jak wspomniano liderem w zakresie promowania adopcji prenatalnej stworzyło kilka poradników dla rodziców, bezpośrednio odnoszących się do zagadnienia rozmowy z dzieckiem na temat jego poczęcia. Przy tej okazji zwraca się uwagę, że z badań  Elizabeth Marquard wynika, iż 75% dzieci prenatalnie adoptowanych chciało poznać sposób poczęcia, ale jednocześnie nie wyraziło zgody na osobiste spotkanie z, jak to wspomniała Anna Krawczuk dawcami DNA. Powołując się na przywołaną badaczkę, przedstawicielka Stowarzyszenia Nasz Bocian zaznacza jednak, że w omawianej grupie aż 80% dzieci pragnie kontaktu z potencjalnym rodzeństwem. Sama Marquard jasno stwierdza że „Najpilniejszą sprawą jest wprowadzenie międzynarodowych przepisów zobowiązujących wszystkie kraje (…) do ujawniania tożsamości dawców nasienia ich biologicznym dzieciom.(…)Po rozmowach, jakie przeprowadziłam z dziećmi anonimowych dawców, uważam, że mają one prawo do poznania swojej tożsamości. Każdy z nas chce wiedzieć, kim jest i skąd pochodzi. Trudno uwierzyć, że ktoś może odmówić człowiekowi prawa do informacji o jego genetycznym pochodzeniu, a tak właśnie się dzieje w wielu krajach.”

W tym kontekście zwolennicy adopcji prenatalnej zaznaczają, iż z pomocą, w aspekcie walko o tożsamość dziecka, coraz częściej przychodzi nowoczesna biotechnologia, a konkretnie pierwsze próby „wymiany” wadliwego mitochondrialnego DNA, znajdującego się w cytoplazmie komórki jajowej. Naukowcy z Narodowego Centrum Badań nad Naczelnymi stanu Oregon w Beaverton dokonali w ostatnim czasie połączenia dwóch komórek jajowych, a ściślej mówiąc zdrowego mDNA jednej komórki, ze zdrowym jądrem komórkowym drugiej komórki jajowej. W efekcie powyższego dochodzi do pojawienia się potencjalnej możliwości, w której to matka prenatalnie adoptująca dziecko będzie jednym z trzech jego biologicznych rodziców.    

Kłótnie w Kościele

Ukazując podejście Kościoła katolickiego do problemu adopcji prenatalnej należy zwrócić uwagę na ciekawy paradoks. Z jednej strony, np wspomniany powyżej prof. Łuków zwraca uwagę, że język kościoła zdominował polską debatę bioetyczną. W tym miejscu zazwyczaj zwraca się uwagę na liczne błędy jakie rzekomo w dyskusji formułują głównie osoby duchowne. Z drugiej strony co pewien czas w podobnych wypowiedziach dostrzec można dążenie do publicznej zmiany kościelnego stanowiska. Problem jednak w tym, że kościół, którego wpływ na debatę publiczną jest trudny do przecenienia nie ma jasno wyrażonego zdania w powyższej kwestii. Co więcej, temat adopcji prenatalnej z całą pewnością określić można zjawiskiem, które, w kontekście bioetyki najbardziej „dzieli”  przedstawicieli kościoła oraz osoby, które społecznie kojarzone są z katolickim konserwatyzmem. Oto kilka przykładów, jasno ukazujących nie tylko istotę omawianego „podziału”, ale nade wszystko zwracających uwagę na złożoność zjawiska adopcji prenatalnej.

Bardzo wyraźnie przeciwko wspomnianej formie „biotechnologicznego przysposobienia” wypowiada się siostra Barbara Chyrowicz. W ramach debaty zorganizowanej ponad rok temu na łamach „Tygodnika Powszechnego” lubelska bioetyk, zwróciła uwagę, że uruchomienie programu adopcyjnego wygeneruje więcej problemów, niż rozwiąże.”. Zdaniem Chyrowicz istotę problemu adopcji prenatalnej uszczegółowić można w kilku punktach: adopcja jest elementem ryzykownego dla ludzkiego życia programu. Dalej – jak zaznacza siostra profesor – akcja ratowania embrionów napotyka na przeszkody, które „studzą optymizm”. Skoro wszystkie zarodki są dziećmi, należy ratować wszystkie bez wyjątku, a to jest w praktyce niewykonalne. Czy kobieta zgodzi się na taką adopcję, jeżeli zarodek nie będzie podlegać diagnostyce preimplantacyjnej? Był przecież zamrożony, co może powodować np. genetyczne bądź strukturalne wady. Czy realizacja tego szlachetnego planu jest zatem możliwa bez selekcji, czyli de facto eugeniki? Kobieta zapewne skorzysta też z diagnostyki prenatalnej, bo to przecież ciąża podwyższonego ryzyka. A jeśli diagnostyka wykaże poważne zaburzenia rozwojowe? Przecież zgodnie z prawem może taką ciążę usunąć... A ponieważ to nie jest jej biologiczne dziecko, to opór przeciwko przeprowadzeniu aborcji będzie znacznie słabszy”- konkluduje badaczka z KULu. Siostra Chyrowicz zastrzega jednak, że w wypowiedziach kościoła nie ma stanowiska, które jednoznacznie potępiało by adopcję prenatalną. .

Niezwykle zbliżone do wyżej opisanych poglądów stanowisko prezentuje prof. Michał Królikowski, będący niezwykle ciekawą postacią. Jest on bowiem wiceministrem sprawiedliwości, a jednocześnie zasiada w gronie ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych. Zdaniem przywołanego znawcy prawa karnego, „zgoda na adopcję prenatalną wcale nie oznacza pewnej szansy urodzenia się. Część embrionów nie przeżyje odmrożenia, niektóre nie zagnieżdżą się w macicach matek, jeszcze inne zginą w efekcie wczesnego poronienia”. Królikowski zwraca przy tej okazji uwagę na problem natury prawnej, problem, który najczęściej w ramach dyskusji był w tym kontekście pomijany. Jego zdaniem ustawodawca nie będzie miał prawnej możliwości wprowadzenia reguł, które zagwarantują, iż adopcja prenatalna będzie zakazana dla par, które z racji formalnych przeszkód nie mogłyby (w standardowej procedurze) skorzystać z programu In vitro.
Z przywołanymi opiniami nie zgadza się jednak część środowisk kościelnych.  

Jako doskonały przykład może tutaj posłużyć wypowiedź ks. prof. Andrzeja Muszali, dyrektora  Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Zdaniem przywołanego bioetyka, „Przy zahibernowanych embrionach trzeba się zastanowić, co będzie najmniej złe. W instrukcji „Dignitas personae” czytamy, że istnieje „godna pochwały” propozycja adopcji prenatalnej, ale „niosąca problemy”. Tyle.- ks. profesor precyzuje jednak …różnie się interpretuje ten zapis. Jedni mówią zostawić, aż embriony obumrą. Ale to nie jest wyjście. Wszystko zależy od intencji. Jeśli, (…)  rodzice

po in vitro zmienili swą postawę, widzą niegodziwość tego procederu i chcą ratować zahibernowane dzieci, to ich intencja jest godziwa. Podobnie jak i tych, którzy takie dziecko przyjmują, a sami nie poszliby na in vitro. Inni twierdzą, że adopcja embrionów to udział w złu in vitro. – Nie zgodzę się. To jak z oknem życia. Jeśli ktoś chce ratować pozostawione w nim dziecko, nie oznacza, że popiera porzucenie go przez matkę. W starożytności porzucano noworodki pod rzymską kolumną mleczną. Chrześcijanie zabierali je, by wychować. Tradycją Kościoła jest ratowanie zagrożonego życia”  Z kolei Konrad Sawicki związany z katolickim miesięcznikiem „Więź”, komentując legislacyjne propozycje Bolesława Piechy i Jarosława Gowina zdecydował się na łamach „Tygodnika Powszechnego” sformułować propozycję wyjścia z adopcyjnego impasu. Wspomniany publicysta zaznacza, że, Skoro sprawa jest tak trudna w ocenie i Kościół nie potrafi wypracować żadnej pozytywnej propozycji, to może po prostu powinien ten dylemat pozostawić ocenie sumień małżonków, którzy chcieliby adoptować zamrożone zarodki? To oczywiście także kwestia ufności w dojrzałość ich sumień.”

Z powyższą postawą zgadzają się również konserwatywni politycy, jawnie deklarujący przynależność do kościoła katolickiego. Bolesław Piecha zwraca uwagę, ąe należy podjąć wszelkie kroki by stworzyć możliwość ratowania dzieci znajdujących się w, jak stwierdził, za prof. Jérôme Lejeunem, swoistej „puszce koncentracyjnej”. Jarosław Gowin, dyskutując z przywołaną powyżej siostrą Barbarą Chyrowicz stwierdza, „Różnica między nami polega na tym, że Siostra nazywa adopcję embrionów mniejszym złem, a ja pomniejszaniem zła. Siostra traktuje adopcję jako część niegodziwego programu, a ja jako element przeciwdziałający złu, które towarzyszy in vitro”.  Z kolei Marek Jurek znany ze swego zaangażowania w zakresie promowania postaw pro life  w pewnym sensie gani konserwatywnych polityków za brak odwagi w formułowaniu propozycji ratowania poddanych kriokonserwacji zarodków. Zdaniem byłego marszałka sejmu liczne grono konserwatywnych polityków w chwil obecnej zadowala się jedynie krytykowaniem procedury In vitro, jednocześnie milcząc o realnych prawach już poczętych, a nie potencjalnych dzieci. Marek Jurek zaznacza, że, „Akty prowadzące do poczęcia dziecka bywają złem, złem nie jest nigdy jego życie i urodzenie” Wspomniany polityk głosząc konieczność walki o realne prawa poddanych kriokonserwacji zarodków trafnie konkluduje twierdząc, iż „Prawo do życia jest tak wysoką normą prawa naturalnego, że – jak uczył Jan Paweł II – wytrzymuje niejeden paradoks”.

Bądź tu mądry

Czytając wszystkie powyższe wypowiedzi można w pewnym momencie stracić cierpliwość, iż zadać twardo pytanie: Jak brzmi odpowiedź, adopcja prenatalna jest czymś pozytywnym, czy też negatywnym? Poszukując odpowiedzi w głosie kościoła, niestety jej nie znajdziemy. Abp Henryk Hoser kierujący pracami zespołu bioetycznych ekspertów polskiego episkopatu jasno zwrócił uwagę, że „„Kościół stawia znak zapytania, nie rozstrzyga tego problemu”. W takim właśnie duchu odczytać można pkt 19 instrukcji  Dignitas personae, która odnosząc się do adopcji prenatalnej, chwaląc szczytność założeń jednocześnie wskazuje na istnienie realnych problemów etycznych zbliżonych do wątpliwości moralnych jakie generuje In vitro.

Cała powyższa dywagacja wydaje się być niezwykle odległą np. kobiecie, która nie może zajść w ciąże. W debacie zwraca się uwagę, że wówczas powinna pomyśleć wraz z mężem o tradycyjnej adopcji. Czy jednak każdy jest gotów przyjąć w ten sposób dziecko do domu, czy każdy jest w stanie je pokochać? Decyzja o adopcji nie posiada prostego charakteru. Ponadto dla części kobiet „nie bycie w ciąży” to nie tylko „poczucie bycia gorszą”, ale nade wszystko doświadczanie swoistej niepełnosprawności, doświadczenie piekła, którego nie zastąpi potencjalne niebo standardowej adopcji. Oczywiście można w tym miejscu uznać, iż kobieta cierpi, gdyż nie zrealizowała swoistej „dziewięciomiesięcznej zachcianki”. Z całą pewnością większość psychologów zgodzi się jednak z stwierdzeniem, iż ciąża nie jest ( w sensie psychologicznym) standardowym zjawiskiem emocjonalnym. W pewnym sensie ciało kobiety może żądać w pewnym momencie fizjologicznego stanu ciąży. Czy jednak adopcja prenatalna cokolwiek jest w tym stanie zmienić?

Trudno zgodzić się w tym miejscu z we wstępie przywołaną Anną Krawczuk w odniesieniu do rodzicielskiego nazewnictwa. Matka adoptująca prenatalnie dziecko niestety nie jest bardziej rodzicem, niż wspomniana dawczyni materiału DNA, która de facto jest jedyną biologiczną matką. W badaniach zwraca się obecnie uwagę na stan emocjonalny dzieci poczętych i narodzonych w ramach wspomnianej procedury. Milczy się jednak o adoptujących kobietach. Wydaje się, iż jest to błąd. Prenatalna adopcja w sensie psychologicznym jest niezwykle złożonym zjawiskiem. Kobieta nosi pod sercem nie swoje

dziecko. W bólach porodu rodzić będzie dziecko, które nie będzie do niej oraz jej męża w żaden sposób podobne. Jest to wyjątkowa sytuacja. Z drugiej jednak strony dziecko to nie narodziłoby się gdyby nie decyzja o adopcji. Z kolei z trzeciej strony, czy dziecko to będzie miało realną możliwość poznania swojej przeszłości genetycznej? W standardowej procedurze adopcyjnej po osiągnięciu 18 roku życia dana osoba posiada prawo by uzyskać informacje o swoim pochodzeniu. Kliniki In vitro jednakże namawiając do wzięcia udziału w progami donacji gamet lub zarodków zapewniają całkowita anonimowość. Czy ktoś zdecydowałby się oddać np. nasienie do banku nasienia mając świadomość, iż za kilkadziesiąt lat pewna młoda osoba zapuka do drzwi z pytaniem: czy pan jest moim tatą? Rację ma siostra Chyrowicz twierdząc, że człowiek zapatrzony w nowoczesne techniki wspomaganego rozrodu sam skomplikował sobie życie. Racje ma jednak także ks Muszala mówiąc, iż należy walczyć o życie, każde życie. Gdzie leży odpowiedź…najpewniej w sumieniu.

Red. Błażej Kmieciak

 

Źródła:

1. www.gosc.pl
2. www.gazeta.pl
3. www.m.onet.pl
4. www.nasz-bocian.pl
5. www.tok.fm
6. www.tygodnik.onet.pl

(w artykule wykorzystano zdjęcia zaczerpnięte z: www.sxc.hu

KOMENTARZE
Newsletter