Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Kosmetyka biała - w zgodzie z naturą
O idei i korzyściach płynących ze stosowania kosmetyki białej oraz talasoterapii opowiedziała Nam Pani Natalia Pokrywka, przedstawicielka generalna BIOMARIS w Polsce.

 

Co to jest kosmetyka biała?

To termin zapożyczony z produkcji kosmetycznej, który zasadniczo odróżnia ją od kosmetyki kolorowej, czyli to, co nie jest makijażem, a pielęgnacją – to kosmetyka biała. Zarazem jest to taka kosmetyka, jaka kojarzy się z domową i gabinetową pielęgnacją urody. Zatem nieodłączną częścią jest też osoba wykonująca czynności poprawiające stan i urodę skóry: w łazience – sama zainteresowana, a w gabinecie kosmetycznym – wykwalifikowana kosmetyczka. W ramach białej kosmetyki mamy do dyspozycji zarówno produkty (kremy, mleczka, śmietanki, olejki, płyny, żele, peelingi, płaty…), jak i procedury – masaż, okład, kompres, okluzja czy też kąpiel. Sądzę, że ważne w tym wyrażeniu są też konotacje bieli: kojarzymy ją z czystością, niewinnością i szlachetnością i taka właśnie kosmetyka biała powinna być.

Jakie surowce najczęściej wykorzystywane są w białej kosmetyce?

Woda! W produktach typu emulsje (czyli kremy pielęgnacyjne typu emusja o/w lub w/o), żelach i żelowych peelingach, wszędzie tam, gdzie w recepturze jest faza wodna. To przeważnie od niej zaczyna się lista składników. Inaczej wygląda sprawa przy bezwodnych kosmetykach - to np. preparaty tłuszczowe (maści, sztyfty ochronne i pielęgnujące, oleje do masażu i kąpieli itp). Tam główną rolę grają różne substancje tłuszczowe. Jeśli chodzi o składniki aktywne, firmy korzystają z syntetyzowanych składników (witaminy), produktów biotechnologii (kwas hialuronowy), ale bardzo często też z ekstraktów i wyciągów roślinnych, ewentualnie olejów eterycznych i tę fito- i aromaterapię często łączą z akcentem morskim – np. algami, solą morską.

Na czym polega talasoterapia?

Talasoterapia (z gr. thalassa – morze) to wykraczająca poza kosmetykę, sięgająca aż do medycyny koncepcja korzystania z dobrodziejstw morza dla zdrowia i piękna człowieka. Znano ją już w starożytności, a współcześnie tylko potwierdzamy jej wybitną skuteczność w leczeniu schorzeń skóry, ale też układu nerwowego. Jeśli wpisać w wyszukiwarkę internetową hasło „thalasso”, na liście wyników zobaczymy piękne nadmorskie hotele w ciepłych krajach. Nie bez przyczyny – zabiegi talasoterapii idealnie powinny odbywać się w odległości 150 m od brzegu morza. Na to jednak z reguły możemy sobie rzadko pozwolić, dlatego warto czerpać z morskich skarbów użytych w recepturach wyrobów kosmetycznych. Stosuje się w nich algi, kawior i perły, błota, kolagen, a także naturalną sól morską, która zyskała u starożytnych przydomek morskiego złota. Mam to szczęście, że współpracuję z firmą, która jest pionierem i specjalistą zastosowania również samej głębinowej wody morskiej w recepturach (okazuje się, że to wcale niełatwe). W ten sposób już faza wodna kosmetyku działa pielęgnacyjne, a nie tylko pełni funkcję technologiczną.

Z czego pozyskuje się surowce wykorzystywane w talasoterapii?

Z morza i z… laboratorium! Morze jest wciąż na tyle niepoznane, że odkrywamy coraz to nowe organizmy żyjące w przedziwnych, często ekstremalnych warunkach (np. Zatoka Kalifornijska w nie obfituje). Są to mikroorganizmy wytwarzające specyficzne związki działające ochronnie – dziś pozyskujemy te substancje za sprawą biotechnologii, podobnie jak insulinę dzięki pracy drożdży i różnych organizmów jednokomórkowych, z pogranicza królestwa bakterii.

W ramach talasoterapii używa się też np. ekstraktów z roślin nadmorskich, tzw. halofitów – trzeba prawdziwego botanicznego „hartu ducha”, żeby na miejsce życia wybrać sobie wietrzne okolice wybrzeża, gdzie często zalewa nas słona woda. Jednak jest sporo gatunków, które są w stanie wytrzymać takie warunki, a mechanizmy przetrwania i ochrony przed ekstremalnymi czynnikami zewnętrznymi, które dzięki temu wyewoluowały, są badane i wykorzystywane w medycynie i kosmetyce.

Dlaczego coraz częściej kosmetyka biała schodzi na drugi plan, ustępując miejsce medycynie inwazyjnej?

Możliwe, że jeden z czynników to nasz stosunek do upływu czasu. Z jednej strony w naszej cywilizacji boimy się (i to jest prawdziwy lęk), że nasz wygląd zdradzi nasz wiek (lub, co gorsza, że wyglądamy starzej niż równolatkowie). Panuje dziwaczny kult młodości. Z drugiej strony – przeoczamy pielęgnację skóry zajmując się w tym czasie różnymi niezbyt ważnymi rzeczami bardziej niż swoim wyglądem (kłania się Internet, Facebook), mimo że rzekomo tak nam na nim zależy. Poza tym w przekazie o kosmetykach dominuje marketing, a nie rzetelna wiedza i można faktycznie „naciąć się”, natrafić na kiepskie, nieskuteczne kosmetyki. Zresztą mało kto zna poprawne zasady pielęgnacji skóry. Osoby skarżące się na suchość skóry używają coraz tłustszych kremów i nie widzą poprawy, nie stosują pod krem toniku. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że już w okresie naszej matury warto zacząć używać kremu pod oczy po to, by za 20 lat uniknąć tam niepotrzebnych zmarszczek. Profilaktyka i codzienna pielęgnacja to podstawa zadbanej, zdrowej i pięknej skóry. W efekcie używania słabej jakości preparatów lub zaniedbania pielęgnacji coraz więcej osób woli zdać się na drastyczne środki obiecujące piękno i młodość „już, teraz, natychmiast”, wierząc, że w ten sposób zatrzymają lub cofną czas (czasem z opłakanym skutkiem).

Niestety dodatkowym czynnikiem jest negatywna kampania przeciw białej i naturalnej kosmetyce, jaką prowadzą zwolennicy inwazyjnych działań „prourodowych”, którzy czerpią z ich wykonywania zysk – bywa, że takie osoby otwarcie i publicznie głoszą nierzetelną teorię pt. „kremy nie działają”. Rozproszone środowisko kosmetyczek nie miało siły przeciwstawić się medykalizacji zabiegów kosmetycznych i niesłusznie oddało części pola środowisku medycznemu. W tej chwili chyba bardziej powszechna stała się wiara w sens wykonania sobie zabiegów inwazyjnych niż przekonanie do tego, czego skuteczność i bezpieczeństwo sprawdzono przez wieki - naturalnej pielęgnacji, kosmetyki białej.

Podchodząc krytycznie do procedur inwazyjnych mam świadomość, że wybrane, profesjonalnie wykonane i adekwatne zabiegi niosą jednak niektórym poprawę komfortu życia. Może więc zasugerować się powszechną we Francji zasadą: jak już coś inwazyjnie poprawiać, to dopiero po 40. roku życia i zdecydować się na jeden fragment twarzy np. lwia zmarszczka lub tzw. dolina łez. W ten sposób uniknie się na pewno groteskowości i śmieszności.

Jakie zagrożenia niesie za sobą medycyna inwazyjna?

Uczciwie mówiąc – nie wiemy, bo wiele inwazyjnych zabiegów stosuje się przecież od stosunkowo niedawna. Wyśmiewamy dawną modę pudrowania się na biało, która powodowała zatrucie rtęcią i poważne choroby, a przecież wynikało to tak samo z niewiedzy ówczesnych pięknych pań i panów, co się stanie z tego powodu za rok lub kilka lat. Dziś „zabieg kosmetyczny” i „strzykawka” to dwa pojęcia, które wcale się nie wykluczają i chyba powinno nas to martwić. Owszem, znane są już niektóre powikłania niektórych zabiegów. Prawie każdy spotkał osobę po nieudanym zabiegu „zamykania naczynek” z bliznami i zrostami szpecącymi twarz. Znanym powikłaniom poświęca się panele i wykłady na konferencjach, ale całkowity wymiar długoterminowych skutków ubocznych poznamy, gdy osoby, którym dziś wykonuje się takie zabiegi, zwłaszcza w dużej liczbie, rodzajach i częstotliwości, będą miały 80 lat. A przecież jeszcze muszą się znaleźć zainteresowani naukowcy, którzy poświęcą czas na zbadanie tych relacji. Wyobrażam sobie, że niełatwo będzie pozyskać granty na takie badania. Firmy zaś, które forsują tego typu zabiegi, profesjonalnie badają oczekiwania i problemy klientów (czasem kreują nowe potrzeby) i działają przecież dla zysku, najchętniej takiego, który również ma przyjść już, teraz, natychmiast.

Innym aspektem ewentualnych powikłań jest sytuacja np. kosmetologa w razie niepowodzenia zabiegu o pewnym stopniu inwazyjności (nie do wszystkich zabiegów trzeba być lekarzem). Należałoby wcześniej ocenić trudność zabiegu i możliwość niepowodzenia, stopień skomplikowania wynikający choćby z bliskości niektórych nerwów i zastanowić się, czy warto ryzykować pozew o odszkodowanie.

Jakie korzyści płyną ze stosowania kosmetyki białej?

Przede wszystkim, jako użytkownicy domowych kosmetyków i beneficjentki zabiegów w sprawdzonym gabinecie kosmetycznym mamy większe poczucie komfortu i bezpieczeństwa, bo wyroby kosmetyczne w obrocie unijnym są poddawane kontroli, a wiele składników aktywnych i surowców to komponenty znane od lat, jeśli nie wieków. Znane i potwierdzone jest też ich działanie w prewencji przedwczesnego starzenia, funkcje ochronne i nawilżające, uelastyczniające – wszystko poza drastyczną zmianą wyglądu.

Kosmetyka biała wiąże się też z systematycznością. To pojęcie może niedobrze się kojarzy, bo nieco „szkolnie”, ale w praktyce oznacza, że np. codziennie trzeba znaleźć dla siebie chwilę przed lustrem – i rano i wieczorem. Akurat w Polsce jest to bardzo ważne, bo wiele kobiet w pewnym momencie życia poświęca się całkowicie potrzebom innych osób i nie pozostawia dla siebie takiego okienka pod tytułem „czas dla mnie”. Typowa, wręcz stereotypowa Polka to osoba zestresowana i zagoniona, żyjąca pod presją obowiązków, których nie deleguje na innych członków rodziny, nieiwestująca w siebie czasu. Prędzej czy później odczuje się skutki takiego sposobu życia również na skórze w postaci suchości, przyśpieszonego starzenia się, problemów z naczynkami itp. Skóra i jej przydatki oraz układ nerwowy przecież rozwijają się z tego samego listka zarodkowego w początkowej fazie życia płodu. Przez całe życie pozostają w czymś, co można rozumieć jako sprzężenie zwrotne. Nieco górnolotnie to zabrzmi, ale kosmetyka biała w ten sposób może sprzyjać zachowaniu równowagi życiowej. Społecznie ma to duże znaczenie.

Jeszcze jeden bardzo ważny aspekt korzyści płynących ze stosowania kosmetyki białej, wiążący się z jej profesjonalnym wymiarem to wizyty u kosmetyczki. Tu mamy do czynienia z kosmetykami klasy profesjonalnej (przeważnie składniki aktywne mają w nich wyższe stężenia) i gabinetowymi zabiegami niemożliwymi do wykonania w domu, jak płaty kolagenowe, masaż kosmetyczny czy znakomicie oddziałująca kataplazma z siemienia lnianego (najlepiej z cennymi dodatkami). Oprócz zabiegów zyskujemy coś, czego nie da żadna maszyna ani strzykawka - stymulację skóry przez dotyk człowieka. Jest dla niej niezbędny do poprawnego funkcjonowania. Skóra jest bowiem jednym z organów zmysłów, a serdeczny, pielęgnujący dotyk to coś, czego dziś bardzo współczesnemu człowiekowi brak. W tym widziałabym moc białej kosmetyki w gabinecie kosmetycznym - stymulacji skóry ludzkim dotykiem w połączeniu z mądrze wybranymi preparatami o recepturach opartych na naturalnych, skutecznych substancjach.

Dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję i pozdrawiam czytelników. 

KOMENTARZE
Newsletter