Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Dr Lessi lepsza niż Dr House
Gdy z perspektywy biologii i medycyny myślimy o zwierzętach najczęściej, jako pierwszy pojawia się temat etycznych aspektów wykorzystania przywołanych stworzeń w badaniach klinicznych. Zastanawiamy się, czy nasi “mniejsi bracia” powinni w ten sposób być używani do szczytnego celu, jakim jest odnalezienie skuteczniejszych metod terapii. Połączenie jednak zwierzęcych postaci oraz przywołanego pojęcia terapii następuje nie tylko na laboratoryjnych korytarzach. Coraz częściej podobne zjawisko obserwujemy na leśnych wybiegach, czy też na basenie. Okazuje się bowiem, iż metody stosowane w rehabilitacji osób niepełnosprawnych fizycznie oraz intelektualnie bardzo często odwołują się do wsparcia specyficznych “lekarzy”, którymi dla pacjentów są: psy, koty, konie, delfiny, a czasem...pająki.

Koń logopedą

Środek wakacji, młoda dziewczynka cudownie bawi się z koleżankami. Jedyne co martwi ją oraz jej rodziców to coraz częstsze jąkanie jakie towarzyszy wypowiedziom młodej damy. Pewnego dnia mała decyduje się na jazdę konną. Na początku niepewnie trzyma się na grzbiecie rumaka. Po kilku dniach regularnych jazd, gdy z sukcesami sama zaczyna ,,prowadzić" konia, biegnie po jeździe do obserwującej zdarzenie mamy i z radością krzyczy: Mamusiu, udało mi się, naprawdę mi się udało! Przywołane zdanie, dziewczynka wypowiedziała płynnie i pewnie. Cóż się stało, że jąkanie zniknęło? Krótko mówiąc jest to sukces hipoterapii, a więc wykorzystania koni w procesie rehabilitacji medycznej.

Gdy słyszymy informacje o wsparciu leczenia przez zwierzęta, najczęściej podobne praktyki dotyczą dzieci dotkniętych upośledzeniem umysłowym, zaburzeniami psychicznymi, lub problemami rozwojowymi typu autyzm. Obok hipoterapii spotkać można dogoterapię (psy), delfinoterapię (delfiny), czy też felinoterapię (koty). Co ciekawe, okazuje się, iż np. w terapii panicznego lęku, czasami proces leczniczy wspomagany jest przez wspomniane pająki. Wykorzystywane są one przez psychologów do tzw. desensytyzacji, czyli przyzwyczajania danej osoby do bodźców, które wywołuj w niej patologiczne stany lękowe, a więc fobię. Człowiek, nauczony wpierw korzystania z technik relaksacyjnych, w bezpiecznym otoczeniu zmuszany jest do kontaktu ze zwierzami, które wywołują u niego paraliżujący strach. Wracając jednak do przyjemniejszych stworzeń...

 

 

O psie który...słuchał

Zastanawiając się nad formami zwierzęcego wsparcia terapeutycznego można spytać; Jak to działa? Jak to się dzieje, że psy z sukcesem wykorzystywane są w resocjalizacji i nie chodzi tu o czworonogi, które stoją przy butach strażników, ale o psy, z którymi pracuje np agresywna młodzież ośrodków wychowawczych. Pedagodzy, obserwujący podobne spotkania jednoznacznie wskazują, iż czworonogi wydobywają z młodych, zbuntowanych osób zachowania, które cechuje łagodność i radość, zastępujące złość. W kontakcie chorego człowieka ze zwierzęciem dostrzegamy częstokroć jeszcze inne, niezwykle sytuację. Np delfiny pracujące z niepełnosprawnymi dziećmi swoim zachowaniem wskazują, która część ciała pacjenta najbardziej cierpi. Przywołane stworzenia, w naturalny dla siebie sposób potrafią niwelować napięcie oraz wycofanie obserwowane u chorych malców. Koty z kolei, swoją stałą obecnością przy osobach starszych zmniejszają ich poziom leku, budują świadomość bliskości. Dostrzec można ponadto, że dzieci dotknięte autyzmem rzadziej wykazują zachowania agresywne w obecności np labradorów, „wyszkolonych w cierpliwości”. Sukcesy lecznicze nie wynikają jednak w tym miejscu z nadprzyrodzonych mocy naszych „braci zwierząt” lecz spowodowane są pojawieniem się klasycznych elementów procesu terapii, Zdaniem prof. Jana Czabały do owych elementów zaliczamy: okazanie empatii, wzbudzenie zaufania, rozwijanie poczucia nadziei oraz wzmacnianie chęci do podjęcia dalszego leczenia. Każdy z powyższych czynników pojawić się może w trakcie spotkania małego dziecka z Zespołem Downa, które zaczepiane jest przez np. łagodnego butlonosa. W wypadku jednak wspomnianych delfinów np specjaliści z Dolnośląskiego Centrum Rehabilitacji wskazują na kluczowe znaczenie wydobywanych przez ww. zwierzęta niskich dźwięków, które mają możliwości korekcyjne w stosunku do np schorzeń fizycznych- naturalna fizykoterapia.. Z kolei konie w pewnym sensie „przypominają" swoim zachowaniem ww. dzieci autystyczne, co wspomagać ma terapię, tego nadal tajemniczego dla nauki schorzenia. Odnosząc się jednak do koni nie można zapomnieć, że podstawą jest tu wieloprofilowe oddziaływanie; na sferę psychiczną (np obniżenie poziomu odczuwanego leku) oraz fizyczną (np usprawnianie postawy ciała, praca oparta na napięciach oraz rozluźnieniach).

 

Lęk pokonany

Choć wspomniane formy terapii cieszą się coraz większą popularnością i nie myli się ten kto twierdzo, iż obserwujemy pewną modę na zooterapię to warto pamiętać, że podobne oddziaływania nie są podstawową formą leczenia. Spotkanie osoby chorej z wyszkolonym zwierzęciem jest elementem dodatkowym w stosunku do konkretnej metody psychoterapeutycznej, fizykoterapeutycznej lub chirurgicznej. Psy, delfiny lub koty posiadają jak się okazuje naturalne umiejętności psychoterapeutyczne, które przy wsparciu ze strony wyposażonego w wiedzę eksperta medycznego są w stanie...zmienić lub istotnie zmodyfikować pierwotne rozpoznanie. Co ciekawe jednak wspomniana eksperckość, często wcale nie pomaga pacjentowi, a dowody płyną chociażby z obserwowanych, filmowych perypetii wymienionego w tytule dra Housa. Potwierdzają to również analizy naukowe. Wyniki badań T. Gordona, S. Fisher oraz F. C. Spencer wskazują, iż pojawienie się nowoczesnych technik terapeutycznych, wzrost prestiżu zawodu medycznego oraz większa specjalizacja omawianych ekspertów, nie tylko sprzyja lepszym wynikom klinicznym, ale co brzmieć może paradoksalnie, podobne zjawiska wywołują u pacjentów lęk. Chorzy tracą kontakt z konkretną osobą, a pojawia się przed nimi specjalista w danej dziedzinie, który, jak mawiał
A. Kępiński zakładając maskę eksperta działa antyterapeutycznie, zapominając czym jest empatia.
Czy zatem warto wspomagać leczenie za pomocą zwierząt? Odpowiedzi udzielają przed wszystkim dzieci, które na podobnych zajęciach nie boją się śmiać. Podobną atmosferę często trudno uzyskać na terenie gabinetu zabiegowego.

Źródła

1 Gordon T., Pacjent jako partner, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1999.

2. Czabała J.C., Czynniki leczące w psychoterapii, PWN, Warszawa 2000.

KOMENTARZE
news

<Styczeń 2020>

pnwtśrczptsbnd
30
31
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
1
2
Newsletter