Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Suplementy diety – kto psuje rynek?

Rynek suplementów diety bez wątpienia wymaga regulacji. Polacy nie wiedzą, co dokładnie spożywają, choć – jak wynika z badań – spożywają dużo i często. Z kolei producentom suplementów zdarza się uciekać do reklam, w których sugerują, że ich produkty są równoważne produktom leczniczym. Oczywiście nie wszyscy, ale zła prasa, której przez lata swawoli dorobił się rynek, dotyka i oszustów i tych, którzy działają zupełnie uczciwie. Nie pomagają owiane tajemnicą i szeroko komentowane wyniki badań Narodowego Instytutu Leków, zgodnie z którymi 50 najlepiej sprzedających się w Polsce suplementów nie zapewnia konsumentom takiej ilości składników aktywnych, które obiecuje na opakowaniu…

 

Wolna amerykanka

Już trzy lata temu Najwyższa Izba Kontroli alarmowała w swoim raporcie o naglącej potrzebie poprawy regulacji rynku suplementów diety. I choć wszyscy mają świadomość, że wolna amerykanka w postaci „każdy może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedyne jego skład organom sanitarnym w drodze notyfikacji” musi się skończyć, to porządkowanie wieloletniego bałaganu idzie dość opornie. Tymczasem w 2015 r. Polacy wydali na suplementy diety 3,5 mld zł (to 190 mln opakowań). W tym roku kwota może przekroczyć 5 mld zł. Co więcej, w latach 1997-2005 polski rynek suplementów wzrósł o 219% i był to najwyższy wzrost wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Wygląda na to, że Polacy bez suplementów żyć nie mogą, a ich producenci doskonale potrafią na to zapotrzebowanie odpowiedzieć. Choć nie zawsze najwyższą jakością. Rynek ewoluuje w tak szybkim tempie, że organy Inspekcji Sanitarnej nie są w stanie skutecznie go kontrolować. To doskonała okazja dla tych, którzy w pudełka do suplementów pakują substancje o składzie dalece różniącym się od zadeklarowanego lub wręcz szkodliwym. Jak chcą sobie z tym radzić sami producenci i regulatorzy?

 

Małe kroki

Zespół ds. suplementów diety przy Głównym Inspektoracie Sanitarnym określa co jakiś czas maksymalne dzienne poziomy spożycia niektórych witamin i składników w suplementach diety. Zespół przy GIS-ie jest jednak ciałem opiniodawczo-doradczym, a to oznacza, że producenci suplementów mogą, ale nie muszą brać wydawanych uchwał pod uwagę. Własny pomysł na ten kawałek rynku miało przez chwilę Ministerstwo Zdrowia, które chciało obłożyć nadawców reklam tych produktów dodatkową opłatą za ich emisję. Wpływy z opłat miały wynosić 50 mln zł rocznie. Pieniądze trafiałyby do NFZ. Z propozycji resort szybko się jednak wycofał, tłumacząc, że woli jeszcze poobserwować, jak branża reguluje się sama. Rezygnacja z podatku ucieszyła organizacje branżowe, których zdaniem dodatkowe obciążenie dla nadawców reklam suplementów to działanie nieuzasadnione i ograniczające. W ocenie przedstawicieli rynku suplementów aktem najtrwalszym i najskuteczniejszym jest samoregulacja. Dlatego dwa lata temu rozpoczęto pracę nad porozumieniem w sprawie zasad rozpowszechniania reklam suplementów. Ustalenia nadawców telewizyjnych i organizacji zrzeszających producentów suplementów znalazły swój finał w ostatnim kwartale 2019 r. Dokument, który podpisano, jest jedynym tego typu w Unii Europejskiej (na świecie ma go jeszcze tylko Wielka Brytania). Jednak zdaniem części ekspertów samoregulacje nie rozwiązują kłopotów związanych z suplementami. Zrobiłaby to natomiast nowa ustawa.

 

Braki w składzie

Kilka dni temu dyskusja wokół suplementów rozgorzała na nowo. Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty wystąpił w drodze dostępu do informacji publicznej do Narodowego Instytutu Leków o udostępnienie raportu z badań prowadzonych przez NIL dla 50 suplementów diety sprzedawanych w aptekach. Jak podaje PASMI, w świetle przebadania jedynie 50 produktów, stanowisko NIL-u, przedstawione w komunikacie medialnym, mówiące, że 1/4 suplementów diety w obrocie posiada skład niezgodny z deklarowanym, wprowadza konsumentów w błąd. Jak dalej argumentuje PASMI, może to skutkować zaprzestaniem stosowania suplementów diety przez osoby, które powinny uzupełniać składniki mineralne, witaminy lub inne składniki, których niedobory występują w organizmie. Ewa Jankowska, prezes PASMI, podkreśla, że firmy zrzeszone w Związku biorą pełną odpowiedzialność za jakość wprowadzanych na rynek produktów. PASMI chce zweryfikować, czy przedmiotem badań w NIL-u były produkty jej firm członkowskich. Jeśli tak, będą one musiały podjąć działania, które zagwarantują, że do konsumentów trafią suplementy najwyższej jakości.

NIL prostuje, że badanie dotyczyło najlepiej sprzedających się na rynku suplementów diety. W pierwszej kolejności wyniki badań otrzymać mają producenci suplementów. Dopiero po rozmowach z zainteresowanymi podmiotami, pełna treść raportu zostanie upubliczniona. „Dziennik Gazeta Prawna”, który opisał szerzej wyniki prac NIL-u, podał, że w żadnym z wyrobów nie wykryto zanieczyszczeń. Problemem okazał się jednak wybrakowany skład specyfików (np. 3% wyciągu z rośliny w preparacie). Tymczasem zawartość składników aktywnych w produkcie nie powinna być niższa niż 90%. Na dostęp do pełnego raportu czeka zapewne cała branża.

Mnożące się wciąż kwestie sporne wokół suplementów aż proszą się o ich rozwiązanie. I powinny się go doczekać – w trosce o ten dynamicznie zmieniający się rynek i jego konsumentów. W świetle wniosków NIL-u płynących z przeprowadzonego badania, zalecenia NIK-u z 2017 r. pozostają wciąż aktualne. Narażony na nieuczciwe praktyki rynek potrzebuje uporządkowania i właściwego poziomu bezpieczeństwa. A o to, mimo wszelkich starań, bez stosownej legislacji, pewnie nie będzie łatwo.

Źródła

nik.gov.pl

pasmi.pl

nil.org.pl

gis.gov

gazetaprawna.pl

 

KOMENTARZE
Newsletter