Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Prof. Piotr Kuna: „Sterydy wziewne zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad 90 proc. i kosztują grosze”
Prof. Piotr Kuna: „Sterydy wziewne zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad

Sterydy wziewne redukują ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 o ponad 90 proc. – mówi w rozmowie z PAP prof. dr hab. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Dodaje, że na świecie są już leki prewencyjne przeciw COVID-19 podawane domięśniowo.

Fot. PAP/Paweł Pawłowski

 

 

Na początku epidemii COVID-19 w Polsce wiele osób wskazywało osocze ozdrowieńców, jako na lek mający ratować życie. Osocze wytrzymało próbę czasu?

W badaniach kontrolowanych wyszło, że osocze ozdrowieńców jest nieprzydatne. Amerykańska Agencja ds. Leków zakazała jego stosowania.

 

Remdesiwir?

Jeżeli chodzi o ten lek, to nie wykazano żadnego wpływu ani na rozwój ciężkiej postaci COVID-19, ani redukcję zgonów. Skraca on jedynie czas hospitalizacji. Biorąc pod uwagę system GRADE, w którym trzeba uwzględniać koszty leczenia i jego efekty, jest to lek nierekomendowany przez WHO.

 

Statyny. Co to jest i jak działa?

To lek stosowany przede wszystkim u pacjentów z czynnikami ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i podwyższonym cholesterolem frakcji LDL. Zaleca się, że u osób zdrowych, które mają nadciśnienie, będące czynnikiem ryzyka, otyłość czy cukrzycę, powinno się utrzymywać poziom LDL poniżej 80. Czekamy teraz na rejestrację jednego leku, który – podany doustnie – ma zapobiegać ciężkiej postaci COVID-19. On nie jest jeszcze zarejestrowany, więc nie chcę budzić nadziei. To lek firmy Pfizer, który ma być jeszcze skuteczniejszy, niż mulnopirawir firmy Merck&Co. On ma redukować ryzyko rozwoju ciężkiej postaci COVID-19 o 89 proc., ale już mamy przecież sterydy wziewne, które redukują ryzyko rozwoju ciężkiego przebiegu u osób z dodatnim wynikiem na wirus SARS-CoV-2 o ponad 90 proc. Te leki są i kosztują grosze.

 

Przywołajmy więc przykład osób chorych na astmę. One bardzo często przyjmują sterydy wziewne. Słyszałem opinię, że u tych osób znacznie rzadziej dochodzi do ciężkiego przebiegu COVID-19. To prawda?

Mówimy oczywiście tylko o sterydach wziewnych, a nie doustnych. Opinia o tym, że dobrze prowadzone przez lekarzy, głównie alergologów, osoby z astmą znacznie rzadziej chorują ciężko na COVID-19, to opinia prawdziwa, udowodniona, doskonale nam znana.

 

Przejdźmy zatem do osób, które nie korzystają z kortykosteroidów na co dzień. W którym momencie, po wyniku dodatnim w kierunku SARS-CoV-2, pacjent powinien taki lek zacząć przyjmować?

Natychmiast. Jeżeli tylko ma dodatni wynik, powinien dostać tego samego dnia te leki i zacząć je brać.

 

Rozumiem, że może je brać w domu. To proste w użyciu leki wziewne.

Absolutnie tak. Okres ich podawania powinien wynosić przynajmniej 15 dni.

 

Czy jest już na świecie taki lek, który można podać osobie narażonej na kontakt z wirusem SARS-CoV-2 tak, aby po zetknięciu z nim, nie namnożył się w organizmie?

Tak. Są takie leki. W Polsce, niestety, nie są one dostępne. Używane są natomiast w USA. To mieszanka przeciwciał monoklonalnych firmy Regeneron i AstraZeneca, które – podane osobie z kontaktu (lekarzowi, pielęgniarce, nauczycielowi czy policjantowi) – zabezpieczają je przed zachorowaniem na COVID-19. Firma Regeneron ma 6 miesięcy skuteczności jednej dawki domięśniowej, AstraZeneca – rok po podaniu jednej dawki domięśniowo.

 

Czemu my ich w Polsce nie mamy?

Nie wiem, czemu ich nie mamy. O tych lekach jest cisza. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

 

Komu się je podaje w USA?

Przedstawicielom ochrony zdrowia, policjantom, żołnierzom, pracownikom rządowym.

 

To drogie leki?

Taki lek kosztuje 800 dolarów. Dla porównania – remdesivir kosztuje ok. 3 tys. dolarów. I nie działa.

 

Nie są więc to kwoty astronomiczne?

Nie są. To lek, który ma przede wszystkim działanie prewencyjne. Lek firmy Regeneron ma wyłącznie działanie prewencyjne, a ten od AstraZeneca także działanie terapeutyczne dla osób z dodatnim wynikiem.

 

Czyli to, co słyszymy w powszechnym obiegu, że nie mamy skutecznych leków przeciw COVID-19, to półprawda?

Powiem inaczej. To nieaktualna prawda. To, co się mówi w tym temacie, nie jest zgodne z najnowszą wiedzą medyczną. W sobotę rano minister zdrowia Adam Niedzielski udzielił wywiadu dla RMF. Byłem zachwycony, bo powiedział w nim dokładnie to, co ja staram się mówić od roku: że, oczywiście, dzieci się zakażają wirusem SARS-CoV-2 i zakażają dziadków oraz osoby starsze. Sama choroba jednak u dzieci jest łagodna, więc jeżeli dziadkowie i rodzice się zaszczepią, to dzieci powinny chodzić do szkoły, bo szkody, które im wyrządzamy, gdy do szkoły nie chodzą, są dużo większe.

 

Odnoszę wrażenie, że obecna zmiana polityki rządów w walce z epidemią, zmiana podejścia, jest dla Pana znacznie bardziej zrozumiała?

Uważam, że rzeczywiście państwo polskie od ok. miesiąca prowadzi znacznie bardziej logiczną i racjonalną politykę walki z wirusem, niż wcześniej. Ten wirus z nami zostanie. Trzeba się z tym pogodzić.

 

Jedyne więc, co możemy zrobić, to zadbać o najciężej chorych?

Tak. Nie można natomiast straszyć ludzi. Któryś z ekspertów z Rady Medycznej opowiadał ostatnio, że znów w Polsce będzie tysiąc zgonów dziennie na COVID-19. Nie będzie. Jeżeli dojdzie do 400, to będzie maksimum przy obecnym wyszczepieniu. Trzeba też uczciwie mówić, kto obecnie na COVID-19 umiera. Są to osoby schorowane, dla których śmiertelnym zagrożeniem jest zarówno COVID, grypa, jak i wirus RSV. Zastanówmy się więc, co my dla tych, którzy cierpią na choroby współistniejące, możemy zrobić? Otóż, musimy ich zaszczepić. Bezwzględnie i w 100 proc. Drugą rzeczą jest podawanie statyn. Jest bowiem ponad tysiąc leków, które hamują namnażanie się wirusa w komórkach. Problem jest jeden – nie można ich podać, gdy ten wirus się już namnoży.

 

Chce Pan powiedzieć, że polskie społeczeństwo powinno być lepiej zdiagnozowane na wszystkie inne choroby i ten, kto tego potrzebuje, powinien mieć ustawione odpowiednio leki? A ci, którzy tego nie potrzebują, i tak na COVID-19 nie będą umierali?

Tak, dokładnie to chcę powiedzieć. To jest największy problem naszej medycyny, że my nie mamy przebadanych pacjentów, nie prowadzimy prewencji na schorzenia, które z powodzeniem można zaopatrzyć lekowo bądź przez zmianę nawyków życiowych. W Sztokholmie to udowodniono – na przykładzie miliona osób, które podzielono na te biorące statyny oraz te, które ich nie biorą. U tych pierwszych ryzyko śmierci na COVID-19 jest o 13 proc. niższe. Wie Pan, ile osób udałoby się w Polsce uratować podczas tej epidemii? Jakieś 10 tys. ludzi. No i sterydy wziewne. One działają równie skutecznie, jak szczepionka Pfizera, jeżeli są podane natychmiast po wykryciu wirusa. To jest, być może, opcja dla tych, którzy się nie zaszczepili. Problem z tymi ludźmi jest taki, że oni negują wirusa. Nawet, jak dostają wynik pozytywny, to czekają. Na co czekają? Na śmierć? 

Rozmawiał Tomasz Więcławski (PAP)

KOMENTARZE
Newsletter