Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Walka z norowirusem trwa!
Walka z norowirusem trwa!
Grudzień 1998. Na stołówce siedzi 126 osób zajmując 6 stołów. W pewnym momencie jedna z kobiet wymiotuje. Personel szybko sprząta, reszta gości kontynuuje posiłek. Trzy dni później, aż 52 osoby spośród obecnych podczas tego zdarzenia, zgłasza problemy zdrowotne takie jak gorączka, nudności, wymioty i biegunka. Naukowcy dążąc do zidentyfikowania przyczyny tworzą plan umiejscowienia osób na sali. Okazuje się, że u 90% ludzi siedzących w bliskim sąsiedztwie chorej kobiety pojawiają się podobne objawy. Dalsza analiza doprowadza do zauważenia bezpośredniej korelacji między odległością od chorej, a ryzykiem wystąpienia infekcji. Nadal poszukiwana jest jednak przyczyna tych masowych wręcz stanów chorobowych.

Krok 1: poznać wroga

 

Norowirusy, bo o nich mowa, są wirusami bezotoczkowymi posiadającymi materiał genetyczny w postaci pojedynczej nici RNA. Grupę norowirusów można podzielić na co najmniej 5 grup genowych, w skład których wchodzi co najmniej 35 genotypów. Są to jednak dane przybliżone, ponieważ patogeny te bardzo szybko ewoluują. W związku z tym szacuje się, że stanowią one przyczynę ponad 90% przypadków niebakteryjnego zapalenia żołądka i jelit na świecie. W samych Stanach Zjednoczonych powodują 19-21 milionów zakażeń przyczyniając się jednocześnie do 56-71 tysięcy hospitalizacji oraz 570-800 zgonów rocznie.  Zakażenie wirusem objawia się nudnościami, wymiotami, biegunką i bólem brzucha, którym często towarzyszy apatia, ogólne osłabienie, bóle głowy oraz mięśni. Objawy zakażenia pojawiają się z reguły w ciągu 24 do 48 godzin od ekspozycji na wirusa. Przeciętny organizm ludzki potrafi sobie jednak poradzić z norowirusem i po kilku dniach zakażenie zostaje zwalczone przez układ odpornościowy. U niektórych osób może jednak wystąpić ciężki przebieg choroby. Wówczas konieczna jest pomoc medyczna. Dotyczy to głównie osób z obniżoną odpornością, a więc niemowląt, osób starszych oraz chorych. Co gorsza, wirusem można zarazić się kilka razy w życiu – teoretyczna odporność organizmu wywołana przez poprzednie zakażenie trwa około sześciu miesięcy.

 

Krok 2: zlokalizować źródło

 

Ustalenie źródła zakażenia jest niezwykle trudne. Norowirus rozprzestrzenia się bowiem przez zakażoną żywność, wodę oraz powierzchnie. Zarazić można się również od chorej już osoby. W związku z tym, wirus zdecydowanie łatwiej rozprzestrzenia się w miejscach gdzie jednocześnie przebywa wiele ludzi. Dlatego też, najczęstsze przypadki zakażeń mają miejsce w domach długoterminowej opieki, szpitalach, więzieniach, internatach czy na statkach wycieczkowych. Jednocześnie wzrostowi częstotliwości zakażeń sprzyja zima. Wówczas ludzie spędzają więcej czasu w zamkniętych pomieszczeniach, często w większych grupach i w mniejszych odległościach od siebie. Sprzyjającym faktem jest to, że norowirus jest szybko rozkładany przez wysoką temperaturę oraz substancje chemiczne na bazie chloru. Mniej wrażliwy jest natomiast na alkohole i detergenty. Oporność ta wynika z braku otoczki lipidowej na powierzchni wirusa.

 

Krok 3: rozpocząć działanie

 

Jak do tej pory nie istnieje skuteczny środek terapeutyczny na zakażenie norowirusem. Ze względu na niebakteryjne pochodzenie infekcji niemożliwa jest antybiotykoterapia. W przypadku normalnego przebiegu choroby należy uzbroić się w cierpliwość oraz duże zapasy wody, ponieważ konieczne jest uzupełnianie płynów traconych w następstwie wymiotów i biegunki.

 

Naukowcy jednak nadal poszukują leku, który skutecznie działałby na zakażenia wywołane norowirusami. Niedawno badacze z US National Institute of Allergy and Infectious Diseases (NIAID) opracowali przeciwciała monoklonalne, które wykazały zdolność neutralizacji ludzkiego norowirusa i zatrzymywały infekcję u szympansów. Substancje terapeutyczne bazujące na przeciwciałach tego typu mogłyby zostać wykorzystane do zapobiegania rozprzestrzeniania się norowirusa. Konieczne jest jednak wykonanie szeregu dodatkowych testów przed ewentualnymi podaniem leku ludziom. Już teraz naukowcy obawiają się jednak, że ze względu na wysoką cenę terapia bazująca na przeciwciałach monoklonalnych może mieć ograniczone zastosowanie.   

 

Dlatego też większość badaczy koncentruje się na opracowaniu tańszej alternatywy – szczepionek zapobiegających infekcjom. Wiodąca szczepionka jest opracowywana przez LigoCyte Pharmaceuticals, przejęte przez japońskiego giganta – firmę Takeda. Szczepionka ta zawiera cząstki przypominające wirusa (VLPs – virus-like particles), będące pustymi w środku sferami zbudowanymi z białek powierzchniowych mających zdolność do „samoskładania się”, czyli tworzenia struktury imitującej wirusa. Obecne w tej szczepionce VLPs naśladują dwa szczepy norowirusa, które stanowią najczęstszą przyczynę infekcji u ludzi. Wstępne dane, pochodzące z badań na 110 ochotnikach, przedstawione w 2012 roku na Interdyscyplinarnej Konferencji dotyczącej czynników antymikrobiologicznych i chemoterapii, wskazują na wysoki stopień bezpieczeństwa szczepionki. Dane dotyczące skuteczności mają zostać opublikowane w tym roku, jednak już dziś z tym produktem wiązane są ogromne nadzieje. Wynika to również z faktu, że w 2011 LigoCyte poinformowało, że szczepionka zawierająca jeden typ VLP zmniejszała częstość występowania zapalenia żołądka i jelit z 69% u ochotników otrzymujących placebo do 37% u osób przyjmujących szczepionkę. Badania te wykonano na szczepionce w postaci spray'u do nosa. Badania in vitro wskazują jednak, że preparat do wstrzykiwania może być bardziej skuteczny.

 

Szczepionka Takedy nie jest jednak osamotniona. Dwie mniejsze firmy pracują również nad szczepionkami, które za rok lub dwa lata mają być wprowadzone do badań klinicznych. UMN Pharma również testuje preparat do iniekcji bazujący na fragmentach norowirusa, natomiast firma Nanotherapeutics, pracuje nad szczepionką w postaci suchego proszku aplikowanego do nosa z wykorzystaniem sprzężonego powietrza.

 

Krok 4: może zmienić plan ataku?

 

Przedstawione wcześniej preparaty bazują na VLPs zawierających wiele kopii białka występującego na powierzchni wirusa. Nieco odmienne podejście postanowiła zastosować badaczka Xi Jason Jiang. Opracowała ona szczepionkę zawierającą jedynie część białka. Jest to tzw. „cząstka P” – wystający fragment odpowiedzialny za przyleganie wirusa do komórek jelita. Wyniki badań na tym preparacie wskazują, że wywołuje on analogiczne reakcje odpornościowe u myszy jak szczepionki oparte na VLPs.

 

Mimo znaczących postępów w walce z infekcjami norovirusem pozostaje nadal wiele wątpliwości. Duży problem stanowi zróżnicowanie genetyczne szczepów. Czy bowiem szczepionka bazująca na jednym lub dwóch szczepach zapewni ochronę przed wszystkimi typami patogenu? W tym celu konieczne są badania kliniczne z udziałem ludzi na szeroką skalę. Również szybka ewolucja wirusa jest wyzwaniem dla naukowców, ponieważ może okazać się, że skuteczna dziś szczepionka, za dwa lub trzy lata będzie musiała zostać poddana „aktualizacji” w zależności od zmian w obrębie wirusa. A może zatem lepszym rozwiązaniem byłoby stosowanie mieszanin zawierających białka izolowane z kilku różnych szczepów występujących na przestrzeni kilku lat? Czy w ten sposób możliwe jest przedłużenie okresu eksploatacji szczepionki? Pojawianie się kolejnych pytań świadczy jednak o nieustającej walce naukowców z norowirusami, zatem możemy być dobrej myśli.

 

Edyta Bartusik

KOMENTARZE
Newsletter