Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Porozmawiajmy o popularyzacji nauki – wywiad z Łukaszem Sakowskim, autorem bloga „To tylko teoria”

Łukasz Sakowski jest biologiem, autorem bloga www.totylkoteoria.pl, współzałożycielem polskiego Marszu dla Nauki i organizatorem plebiscytu na Biologiczną Bzdurę Roku. Zachęcamy do lektury wywiadu z tym niezwykle ciekawym i utalentowanym młodym badaczem i popularyzatorem nauki. 

 

 

 

Blog „To tylko teoria”, w moim odczuciu, wyróżnia się merytorycznym i pogłębionym podejściem do istotnych współcześnie zagadnień. Nie infantylizuje czytelnika, jednocześnie w sposób przystępny analizując informacje. Jaką misję widzisz w swoim podejściu do popularyzacji nauki?

Myślę, że to się zmienia w czasie. Kiedy zakładałem bloga, chciałem pisać głównie o składzie chemicznym różnych produktów spożywczych. Raz jednak przełamałem się z artykułem o ewolucji biologicznej, czyli moim ulubionym temacie i od tego czasu coraz częściej pisałem już o biologii w szerokim jej rozumieniu, a czasem nawet poza nią. Początkowo więc chodziło mi o pisanie typowo hobbystyczne. Dzisiaj jest już trochę inaczej. Od jakichś 3 lat zależy mi bardzo na szerzeniu wiedzy, postaw pronaukowych, racjonalnego myślenia w sensie pozytywnym, tzn. bez wyśmiewania się z ludzi wierzących, do których wiary mam duży szacunek. Istotne jest dla mnie również docieranie do dziennikarzy, reporterów, publicystów, o których wiem, że regularnie czytają mojego bloga. Te osoby wywodzą się z przeróżnych środowisk. Nie będę też ukrywał, że mój blog, jego rozpoznawalność i wysoki poziom merytoryczny pomaga mi w zarabianiu, otrzymywaniu zleceń na napisanie artykułu popularnonaukowego czy reklamę książki popularnonaukowej.

 

Tematem, który często pojawia się na Twoim blogu, są poglądy antynaukowe. Dlaczego są one niebezpieczne? Czy możesz opowiedzieć o tym, w jaki sposób wpływają na rzeczywistość, w której żyjemy?

Najpierw zastanowiłbym się, czy w ogóle są niebezpieczne. Bo uważam, że istnieją takie, które nie są, a których istnienie wręcz pomaga w popularyzowaniu nauki, szerzeniu wiedzy i edukowaniu. Zależy więc, o których mowa, bo wyznawcy Płaskiej Ziemi, znaczna część środowisk kreacjonistów i wyznawców inteligentnego projektu albo zwolennicy teorii spiskowej, że ludzie nigdy nie wylądowali na Księżycu, mogą zainteresować odbiorców, skupić ich uwagę, a potem pozwolić przekierować ją na ważniejsze zagadnienia, takie jak globalne ocieplenie i energetyka jądrowa bądź rolnictwo i żywność. Dodatkowo ważne jest też „kiedy”. Gdybyśmy żyli w czasach, gdy za nauczanie o ewolucji biologicznej karano, z pewnością kreacjonizm byłby wyżej w moim „rankingu”.

Jeśli chodzi o przykłady, czołówka w Polsce to dla mnie denialiści klimatyczni, przeciwnicy energetyki jądrowej, przeciwnicy GMO, negacjoniści otyłościowi, ludzie uważający, że homoseksualizm to choroba i głoszący ten pogląd w mediach czy na publicznych, społecznych wydarzeniach. Przez tych pierwszych, drugich i trzecich znacznie trudniej jest troszczyć się o klimat, środowisko, wyrównywanie szans ludności na świecie. Czwarci są groźni w krajach wysokorozwiniętych, gdzie normalizacja nadwagi i otyłości, czyli dążenie do tego, by były uznawane za coś normalnego, właściwego, a nawet fajnego, utrudnia walkę z tymi problemami zdrowotnymi i bagatelizuje je w oczach chorych. Ostatni są z pewnością jedną z przyczyn częstych samobójstw wśród osób homoseksualnych czy biseksualnych.

 

Dlaczego tego typu poglądy są popularne? Zastanawiające jest to, że po tylu latach edukacji część społeczeństwa wierzy w antynaukowe treści. Często są to osoby z wyższym wykształceniem.

Nie wiem i nie odpowiem jednoznacznie. Uważam, iż przyczyny są rozmaite, począwszy od tego, że poziom edukacji niekoniecznie jest zadowalający i edukacja sama w sobie, gdy wymaga bezrefleksyjnego uczenia się na pamięć zdań z podręcznika, może wobec niektórych antynaukowych treści wręcz osłabiać odporność edukowanych.

 

Mam podobne obserwacje. W szkole jesteśmy przyzwyczajeni do gotowych, dość schematycznych odpowiedzi. Dziedziny takie jak logika oraz praca z naukowym tekstem źródłowym są właściwie pomijane. Nacisk stawiany jest na bezrefleksyjne zapamiętywanie informacji.

Nie chodzi o to, że jestem przeciwny uczeniu się na pamięć, bo to też jest ważne, ale o wielu innych sprawach się zapomina. Czy Ty też znasz osoby, które miały w szkole same piątki, stypendia za dobre oceny na studiach, a negowały teorię ewolucji biologicznej lub twierdziły, że GMO jest trujące, że otyłość to nie choroba albo że szczepienia powodują autyzm? Nie wiem, czy istnieje lepszy system edukacji od obecnego, ale wierzę, że ten dzisiejszy na pewno da się ulepszyć.

 

Osobiście widzę problem schematów myślowych, których używamy, omawiając kwestie związane z nauką i społeczeństwem. Jako społeczeństwo, ufamy im, zamiast wgłębiać się w temat i szukać rzetelnych źródeł informacji. Chodzi mi np. o „GMO jest szkodliwe”, „Elektrownie jądrowe są niebezpieczne dla środowiska” czy „Naturalne jest zdrowsze”. Czy zgadzasz się ze mną?

Nie wiem, ale schematy mogą być nie tylko negatywne. Mogą być też pozytywne.

 

Chodzi mi przykładowo o to, jak schematycznie przeciwstawiamy dobro człowieka ochronie ziemi. Taki model myślenia pojawia się często w mediach, szkolnictwie oraz codziennych rozmowach związanych ze zmianami klimatycznymi i niszczeniem środowiska. Osobom związanym z ruchami ekologicznymi niektóre środowiska zarzucają nawet nienawiść do ludzkości. Moim zdaniem jest to bardzo schematyczne. Jeżeli patrzymy w długodystansowej perspektywie, podejmując próby minimalizowania szkodliwych zmian, walczymy o przetrwanie ludzkości.

Ja uważam, o ile dobrze Cię rozumiem, że ono wcale nie jest pozbawione naukowego pogłębienia. To, co my, wygodnie ustawieni wielkomiejscy komentatorzy, postulujemy, by robić dla przeciwdziałania np. globalnemu ociepleniu czy smogowi, jest dla milionów zwykłych ludzi absurdalne, zbyt kosztowne, pozbawia ich pracy lub widzą to jako wydawanie pieniędzy na coś mniej pilnego, bo co z tego, że za 30 lat będą jeszcze gorsze susze niż dziś, skoro oni już dziś nie mogą skorzystać normalnie z usług lekarza na NFZ albo kupić mieszkania czy wynająć za cenę, która nie zabiera im większości pensji. Z tej perspektywy nietrudno zauważyć, że część działań ruchów ekoaktywistów faktycznie jest pośrednio lub bezpośrednio nastawiona przeciwko czasem podstawowym nawet potrzebom części ludzkości. Protesty Żółtych Kamizelek we Francji rozpoczęły się w dużej mierze przez nałożenie „podatków ekologicznych” uderzających w biedniejszą warstwę społeczną. To mocny i trafny przykład.

 

Przypomina mi się bardzo racjonalny i moim zdaniem obiektywny tekst dotyczący Greenpeace Twojego autorstwa. Myślę, że warto również zwrócić uwagę na szkodliwą działalność organizacji proekologicznych wynikającą z nienaukowego podejścia do problemów. Przykładowo promowanie „naturalnych” środków ochrony roślin, które wykazują wyższą toksyczność od syntetycznych... Czy możesz szerzej zarysować problem? Jak, kierując się troską o środowisko, nie dać się zwieść antynaukowej retoryce?

Słuchać naukowców, ludzi mądrych i racjonalnych, a nie fanatycznych i oderwanych od realiów aktywistów, obojętnie z jakiej organizacji by się nie wywodzili. Na marginesie, jako nastolatek też działałem z Greenpeace, choć akurat dotyczyło to zwiększenia obszaru Białowieskiego Parku Narodowego, co do dziś popieram, to w tamtym czasie wierzyłem też w inne głupoty głoszone przez zielonych.

 

Od dawna śledzę Twojego bloga oraz aktywność w mediach społecznościowych. Powiem szczerze, że trochę odrzuca mnie wyśmiewanie osób, z którymi się nie zgadzasz. Wydaje mi się, że to zamyka przestrzeń pozwalającą na merytoryczną dyskusję. Możesz opowiedzieć mi o swoim podejściu?

Algorytmy rządzące mediami społecznościowymi są chyba wystarczającą odpowiedzią. Niestety Facebook i inne ucinają, często bardzo drastycznie, zasięgi postów merytorycznych, długich czy z odnośnikami do artykułów, a premiują proste, śmieszne czy generujące lawinę komentarzy memy i cytaty. Czy możliwe byłoby uregulowanie prawne tego, żeby głębsze treści nie były spychane na margines przez mechanizmy działania Facebooka, Twittera, Instagrama? Tak jak np. są ustawy o tym, że radio musi puszczać tyle i tyle polskojęzycznej muzyki? Oczywiście śmieszne obrazki też są fajne, ale na pewno takie zmiany pozwoliłyby je ograniczyć bez uszczerbku dla zasięgów bardziej merytorycznych treści.

 

Chciałabym poruszyć temat Twojego starcia z ruchami działającymi na rzecz akceptacji ciała. Zraziło mnie trochę Twoje podejście do tematu. Osobiście uważam, że danie osobie z nadwagą, a nawet otyłością, prawa do szczęścia nie jest propagowaniem choroby. Chodzi mi tutaj o akceptację ich pełnego uczestniczenia w życiu społecznym. Pokazywanie w mediach ludzi noszących różne rozmiary moim zdaniem temu służy. Czy jesteś w stanie przybliżyć mi swoje stanowisko?

Moje stanowisko wcale nie jest takie, że należy takim osobom odbierać prawo do szczęścia, związków itd. Moja wypowiedź została bardzo mocno nadinterpretowana i zmanipulowana przez niektóre wysokozasięgowe media i komentatorki, dlatego postanowiłem rozwiać wszelkie wątpliwości w osobnym artykule. Jestem zdecydowanie przeciwny piętnowaniu osób otyłych i z nadwagą. Jestem też przeciwny normalizacji nadwagi i otyłości, bo wiem, że jest to zjawisko szkodliwe społecznie i zwyczajnie groźne dla zdrowia publicznego.

 

Została jeszcze jedna nurtująca mnie kwestia. W mediach społecznościowych bardzo długo używałeś twarzy Pocahontas zamiast swojej. Czy możesz wytłumaczyć mi dlaczego?

Po prostu lubię tę bajkę, zresztą tak jak wiele innych dobrych filmów pełnometrażowych Disneya.

KOMENTARZE
Newsletter