Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Efekt NOCEBO – ciemna strona efektu PLACEBO
Efekt NOCEBO – ciemna strona efektu PLACEBO
Każdy z nas na pewno słyszał o efekcie placebo. Ale czy wiemy, że istnieje jego przeciwieństwo? Termin nocebo, po łacinie „będę szkodzić", został wybrany przez Waltera Kennedy'ego w 1961 roku. Przekonanie o chorobie, skutkach ubocznych podanego specyfiku może rzeczywiście wpędzić w chorobę. Warto więc zadać sobie pytanie: Czy pewne choroby biorą swój początek w naszej głowie? Hipochondrycy powinni mieć się na baczności!

Od wielu lat w medycynie funkcjonuje termin „efekt placebo”. Podanie fałszywego leku pozbawionego działania znalazło zastosowanie głównie jako kontrola w badaniach nad testowaniem skuteczności nowych leków. Skutek jest tutaj dla pacjenta pozytywny. Pozorny lek potrafi złagodzić bóle o nawet dużym nasileniu, poprawić nastrój, zlikwidować uciążliwe objawy somatyczne jak np. drżenia. To wynik przeświadczenia pacjenta, że cudowna pigułka przyniesie mu ukojenie lub stanie się obiecanym panaceum.

Oczekiwania mogą jednak również zaszkodzić. Jeżeli lekarz poinformuje, że obojętna substancja wykazuje pewne efekty uboczne pacjent może zacząć je dotkliwie odczuwać. Niejednokrotnie w aptece zdarza się rozmawiać z pacjentem, który chce zwrócić lek po przeczytaniu od A do Z dołączonej ulotki bo właśnie zaczął wykazywać przytoczone w tekście negatywne skutki działania specyfiku. Efekt nocebo ma coraz większe znaczenie w praktyce klinicznej i skłania do zastanowienia:  czy warto informować pacjenta o skutkach ubocznych działania preparatu czy lepiej skupić się tylko na jego pozytywnych efektach zdrowotnych?

W jednym z badań medycznych dotyczących leku na fibriomegalię ilość probantów cierpiących z powodu efektu nocebo była tak duża, że trzeba było przerwać doświadczenie na skutek uciążliwych efektów ubocznych „terapii niczym”. Częstość odstawienia statyn, z tego samego powodu, w innym badaniu wyniosła niemal 26%. W innym interesującym eksperymencie zespół włoskich gastroenterologów postanowił podać osobom ze stwierdzoną nietolerancją laktozy tabletkę z „zadeklarowaną słownie” niewielką jej zawartością by zbadać jej wpływ na czynność motoryczną jelit. W rzeczywistości uczestnicy otrzymali stabletkowaną glukozę, która nie jest w żaden sposób dla nich szkodliwa. Mimo to 44% osób skarżyło się na dolegliwości ze strony układu pokarmowego!.

Efekt nocebo można również zaobserwować nawet wtedy kiedy osoba zażywa prawdziwe  lekarstwa. Kiedy lekarz prowadzący poinformuje pacjenta o możliwym skutku ubocznym ryzyko jego wystąpienia istotnie rośnie. W pewnym badaniu podawano grupie mężczyzn finasteryd celem łagodzenia objawów powiększenia gruczołu prostaty. Połowie pacjentów powiedziano, że medykament może powodować zaburzenia erekcji, podczas gdy druga połowa była tego nieświadoma. W grupie „uświadomionej” aż 44% uczestników informowało, że doświadczyło zaburzeń erekcji, podczas gry w drugiej grupie odsetek ten wyniósł niecałe 15%. W kolejnym eksperymencie do pokoju, gdzie znajdowali się pacjenci ze stwierdzona astmą wpuszczono opary, które według słów lekarzy miały zawierać alergen lub chemikalia. Niemal połowa badanych rozwinęła objawy występujące przy napadzie astmy. W rzeczywistości do pomieszczenia wprowadzono pary solanki. Prawdziwie szokujący jest wynik innego amerykańskiego doświadczenia. Pacjentom, cierpiącym z powodu bólów nowotworowych podawano remifentanyl, lek opioidowy 500 razy silniejszy od morfiny z „ostrzeżeniem”, że przez pierwsze 15 minut może on spowodować nasilenie odczuwanego bólu. Chyba nie zdziwi nas, że około 30% pacjentów zgłaszało dolegliwości „zapowiedziane” im przez lekarza...

Mniema się, że w przypadku efektu nocebo mamy do czynienia z uruchomieniem rezerw obronnych organizmu na indukowany słowem stres i zagrożenie. Rośnie poziom kortyzolu, który destruktywnie oddziałuje na nasz organizm wywołując lawinę niekorzystnych reakcji fizjologicznych.  Psychiatra z Harvardu, doktor Arthur Barsky, autor publikacji na poruszany temat, podkreśla, że „gdy jesteśmy chorzy, zwracamy dużo baczniejszą uwagę na swój organizm i mamy tendencję, by istniejące wcześniej objawy przypisywać chorobie lub stosowanej terapii”.

Opisane zjawisko stawia przed personelem medycznym nie lada etyczny dylemat. Z jednej strony istnieje obowiązek poinformowania pacjenta o potencjalnych powikłaniach leczenia. Z drugiej natomiast zatajenie pewnych faktów istotnie minimalizuje prawdopodobieństwo ich wystąpienia u, nie da się ukryć, sporej rzeszy osób. Rozwiązaniem mogą być odpowiednie szkolenia z zakresu komunikacji interpersonalnej dla lekarzy i pielęgniarek, które pomogą im wykorzystać odpowiednio „moc” swoich słów.

Sławny kardiolog, laureat Nagrody Nobla, Bernard Lown powiedział: „Słowa są najpotężniejszym narzędziem jakim włada lekarz, ale słowa te, tak jak miecz obosieczny, potrafią też okaleczać zamiast leczyć”.

 

red. Magdalena Habuz

Źródła

http://www.nytimes.com/2012/08/12/opinion/sunday/beware-the-nocebo-effect.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3167012/

KOMENTARZE
Newsletter