Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Success story polskiej firmy biotechnologicznej – OncoArendi Therapeutics
Success story polskiej firmy biotechnologicznej – OncoArendi Therapeutics
OncoArendi Therapeutics, spółka biotechnologiczna specjalizująca się w poszukiwaniu, rozwoju i komercjalizacji nowych leków w terapii chorób układu oddechowego i nowotworów, w kwietniu br. zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z tej okazji spotkaliśmy się z jej prezesem dr Marcinem Szumowskim, żeby przypomnieć sobie inne ważne sukcesy w historii działalności firmy, spośród których najważniejszy to wprowadzenie innowacyjnego leku do badań klinicznych jako trzecia firma w historii polskiej farmacji. Przyjrzeliśmy się także filarom działania spółki, jej modelowi biznesowemu, a przede wszystkim dalszym perspektywom, zastanawiając się, czy kolejnym sukcesem może być wprowadzenie pierwszego polskiego innowacyjnego leku na rynek?

 

Jakie są najważniejsze filary budowania wartości spółki?

Wartość spółki budujemy na trzech filarach. Pierwszym jest zespół i to nie tylko doświadczeni założyciele czy kadra managerska, ale również utalentowane, młode osoby z Polski i z zagranicy, posiadające szerokie kompetencje z zakresu chemii medycznej, biologii oraz badań przedklinicznych. W tej chwili zatrudniamy już ponad 70 osób. Drugi filar to charakter programów B+R, czyli first-in-class oraz best-in-class – w obszarze rozwoju leków opartych o cele chitynazowe jesteśmy w tej chwili globalnym liderem. Wszystkie obszary naszych działań chronimy szerokim portfelem patentów na wszystkich głównych rynkach na świecie. Trzecim jest finansowanie i akurat Polska jest dla nas przyjaznym miejscem do rozwoju firmy, ponieważ udaje się pozyskać dużo środków publicznych, które są komplementarne do inwestycji prywatnych. Dywersyfikacja źródeł kapitału pozwala nam efektywnie zarządzać płynnością finansową i daje nam przewagę względem konkurencji ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej.

 

Jednak, żeby pojawiło się finansowanie, inwestorzy prywatni i publiczni najpierw musieli uwierzyć w te pierwsze dwa filary, czyli potencjał zespołu oraz ryzykownych, choć obiecujących projektów badawczych. Jak wyglądała historia finansowania spółki?

Od początku wiedzieliśmy, że nie zbudujemy w Polsce silnej firmy biotechnologicznej bez wsparcia środków publicznych. Byliśmy jednak przekonani, że nasze koncepcje na programy, które będą nowe, przełomowe, ale i ryzykowne, rzeczywiście dają nam szansę być pierwszym na rynku obiektem zainteresowania zarówno instytucji publicznych, jak i firm farmaceutycznych. Ponadto mieliśmy silny zespół, który zbudował już bogate doświadczenie w branży, zarówno pod kątem naukowym, jak i biznesowym, więc nie zaczynaliśmy zupełnie od zera. To nam dało dość szybki start. Pod koniec 2012 r. zdobyliśmy pierwszy grant, choć byliśmy przy nim tylko partnerem i raczej wnosiliśmy potencjał i doświadczenie w chemii medycznej w rozwój pomysłów instytucji naukowych. Zajmowaliśmy się bardzo nowatorskimi pomysłami, jednak pierwszy cel terapeutyczny okazał się zbyt trudny do zablokowania przez małe cząsteczki, a poza tym zabrakło skutecznego przesiewowego testu biologicznego, który byłby odpowiednio szybki i wydajny, aby oceniać aktywność projektowanych przez nas związków. Niemniej był to dla nas jakiś punkt startowy i do chwili obecnej pozyskaliśmy szereg grantów z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Komisji Europejskiej (z programu Horyzont2020) czy Narodowych Instytutów Zdrowia w USA (NIH, SBIR). Już na początku 2014 r. udało się także sfinalizować pierwszą rundę finansowania prywatnego Aniołów Biznesu, sam zresztą też wcześniej zainwestowałem w spółkę. Rok później zaufał nam także nasz obecny główny akcjonariusz, pan Michał Sołowow (poprzez fundusz IPOPEMA 112 FIZAN). Pierwszych inwestorów udało się pozyskać wyłącznie na zaufaniu, osobistych kontaktach i wierze w zespół, bowiem projekty były na tak wczesnym etapie rozwoju, że ciężko je było wycenić, mało kto rozumiał ich potencjał i trudno było powiedzieć, czy coś z nich wyjdzie. Dopiero później doszliśmy do etapu, gdzie można było wstępnie wyceniać nasze postępy. Udało nam się przekonać inwestorów w Polsce (głównie instytucjonalnych), że warto inwestować już nie tylko w zespół, ale i w programy, wynikiem czego zebraliśmy 58 mln zł brutto z emisji akcji i 19 kwietnia br. zadebiutowaliśmy na GPW.

 

Czy możemy przenieść się na chwilę do laboratorium i przybliżyć czytelnikom Wasz najbardziej rozwinięty projekt, czyli kandydata na lek OATD-01?

Oczywiście. Jest to nowy, drobnocząsteczkowy inhibitor chitynaz do zastosowania w leczeniu chorób układu oddechowego o niezaspokojonej potrzebie klinicznej na świecie (niektórych rodzajów astmy oskrzelowej, włóknienia płuc lub sarkoidozy). Jego działanie terapeutyczne potwierdziliśmy w modelach zwierzęcych astmy i idiopatycznego włóknienia płuc. Profil farmakologiczny OATD-01 pozwala sądzić, że będzie to lek podawany w formie tabletki raz dziennie. Z wynikiem pozytywnym zakończyliśmy już fazę Ia (wzrastająca dawka jednokrotnego podania), czekamy na raport końcowy z tego badania i będziemy rozpoczynać fazę Ib (wielokrotne podanie). Jest to pierwszy z trzech programów, które prowadzimy w platformie chitynazowej, drugi i trzeci są nadal w fazie badań przedklinicznych (dotyczą włóknienia tkanek oraz chorób nowotworowych). Druga platforma badawcza OncoArendi dotyczy immunoonkologii i tutaj jesteśmy na finalnym etapie rozwoju przedklinicznego leku, mamy nadzieję wprowadzić go do badań klinicznych u pacjentów w przyszłym roku.

 

Z jednej strony Wasza działalność nie ogranicza się tylko do jednej, najbardziej rozwiniętej cząsteczki, ale z drugiej jest całkowicie skupiona wokół leków innowacyjnych, to unikatowy model biznesowy na GPW?

Tak, jesteśmy jedyną firmą na GPW skoncentrowaną wyłącznie na odkrywaniu i rozwoju nowych leków o dużym potencjale rynkowym. Nie prowadzimy żadnej działalności usługowej i nie opracowujemy leków generycznych. Wbrew pozorom nie jest to jednak aż tak wąska działalność, ponieważ potencjał rozwoju klinicznego naszych platform w różnych kierunkach jest wysoki – w każdej z nich mamy kilka, a nawet kilkanaście potencjalnych wskazań chorobowych. Myślę, że z tych platform jesteśmy w stanie wygenerować co najmniej 10 naukowo uzasadnionych programów badawczych nowych cząsteczek. Póki co koncentrujemy się na chorobach układu oddechowego i immunoonkologii, ponieważ mamy tam największą ekspertyzę, najbardziej dopracowane, powtarzalne i wiarygodne modele zwierzęce. Nie zamykamy się jednak na kolejne pomysły i powoli zaczynamy zupełnie nowe programy drug discovery, niewpisujące się idealnie w żadną z tych platform, ale dalej pozostające w dziedzinie onkologii. Wypracowując niszowe kompetencje, możemy stać się światowym liderem w tych obszarach.

 

Jedną z Waszych głównych ambicji jest zostać pierwszą polską firmą farmaceutyczną, która wprowadzi innowacyjny lek na rynek. Jakie czynniki dziś wskazują na to, że mogłoby się to udać?

Faza Ia pokazała, że nawet w najwyższych dawkach nasz lek wydaje się bezpieczny i nie wykazuje żadnych efektów ubocznych zagrażających zdrowiu pacjentów, więc zakładamy, że faza Ib nie powinna przynieść dużych niespodzianek. Możemy ją zrealizować nawet w ciągu roku, ponieważ w tego rodzaju wskazaniach okres rekrutacji pacjentów i podawania leku jest dużo krótszy, a pacjenci są znacznie łatwiej dostępni niż w onkologii. Jeśli w ciągu roku zakończymy z powodzeniem fazę I, innym firmom, które są dziś na zbliżonym etapie rozwoju (Selvita, Celon Pharma), może być trudno nas dogonić. II fazę badań z kolei chcielibyśmy już robić we współpracy z co najmniej jednym większym partnerem czy wręcz przekazać ją w formie licencji dużej firmie farmaceutycznej. Z wyłączeniem tzw. chorób sierocych, gdzie badania są krótsze, populacje pacjentów mniejsze, system regulacyjny bardziej przyjazny, zarówno pod względem finansów, jak i zasobów ludzkich, nie stać nas na indywidualne prowadzenie fazy II-III badań klinicznych. Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa wprowadzenie leku na rynek jest bardzo ambitnym celem, jednak w wyżej wymienionych wskazaniach, w horyzoncie czasowym 5-10 lat, na pewno mamy potencjał, żeby stać się pierwszą polską firmą, która tego dokona.

 

Trzymamy kciuki i życzymy dalszych sukcesów. Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Dziękuję również.

--

Więcej inspirujących historii sukcesów polskich firm biotechnologicznych poznacie podczas Kongresu Impact’18, który odbędzie się w dniach 13-14 czerwca br. w Krakowie. Obok OncoArendi Therapeutics, nie zabraknie również takich graczy jak Polpharma, Selvita, Mabion czy Celon Pharma. Będzie to także przestrzeń, w której wyżej wspomniane innowacyjne firmy spotkają się i wymienią doświadczenia z wchodzącymi na rynek najbardziej obiecującymi start-upami z branży LifeScience, takimi jak Novilet, GeneaMed czy CardioCube. Pełną listę speakerów, program wydarzenia, ścieżki tematyczne oraz formularz rejestracyjny znajdą Państwo na stronie https://impactcee.com/. Serdecznie zachęcamy do udziału.

KOMENTARZE
Newsletter