Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
"Nie chciałbym, aby ktoś mnie powstrzymał przed uprawianiem nauki" – rozmowa z dr n. med. Michałem Podgórskim
"Nie chciałbym, aby ktoś mnie powstrzymał przed uprawianiem nauki" – rozmowa z dr n. med. M
Podczas Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej „I'm gonna be a scientist!” organizowanej w dniach 12-13 stycznia 2018 roku na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, udało nam się porozmawiać z jednym z prelegentów – dr n. med. Michałem Podgórskim – wybitnym młodym naukowcem, popularyzatorem nauki, rezydentem Radiologii i Diagnostyki Obrazowej w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, wykładowcą w Zakładzie Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, a także kierownikiem Diamentowego Grantu oraz Grantu SONATA przyznanego przez Narodowe Centrum Nauki.

 

Dominika Kościółek, dziennikarka portalu Biotechnologia.pl: Jaka jest Pana recepta na sukces? Nie bez przyczyny zajął Pan trzecie miejsce w konkursie FameLab Poland 2017. 

Dr n. med. Michał Podgórski: Uważam, że żeby osiągnąć sukces trzeba naprawdę lubić to co się robi, bo wtedy chce się rozwijać w tym kierunku i przychodzi to z łatwością. Dlatego cały czas staram się uczyć i szukać nowych wyzwań, bo to jest motorem do działania, to mnie napędza – każdy kolejny występ, każde przemówienie i każde nowe doświadczenie. Żeby się dobrze do nich przygotować szukam nowych rozwiązań, warsztatów, gdzie mógłbym się czegoś nauczyć. Przychodzi mi to bardzo łatwo i na to chętnie znajduję czas, bo to po prostu uwielbiam.

 

Czy jeśli człowiek nie ma pasji, ciężej będzie mu coś osiągnąć?

Myślę, że może zostać bardzo dobrym rzemieślnikiem, ale trudno będzie mu zostać artystą.

 

Od 2014 roku pracuje Pan jako wykładowca na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Czy prowadząc zajęcia ze studentami czuje się Pan spełniony?

Ogromnie! Zaraz po studiach, równocześnie ze stażem, rozpocząłem pracę ze studentami. I to był wstęp do tego, czym zająłem się potem, czyli sposobami nauczania, a w końcu tym, do czego doszedłem całkiem niedawno, czyli do popularyzacji nauki. Praca ze studentami do tej pory jest dla mnie wielką przyjemnością. Co prawda musiałem ograniczyć ilość godzin pracy na uczelni, ale nie zamierzam z tego rezygnować, ponieważ jest to wspaniała okazja, aby współpracować z młodymi ludźmi i dzielić się swoją wiedzą. Wiedzą, która trzymana tylko dla siebie szybko się ulatnia i nie przynosi tyle korzyści ile powinna.

 

Jaka jest zatem rola wykładowcy w obecnych czasach?

Najlepiej oddaje to cytat, który wisiał kiedyś na ścianie mojego liceum, mówiący o tym, że "umysł nie jest jak statek, który można załadować towarem, ale jest jak pochodnia, którą należy rozpalić". Uważam, że zadanie opiekuna polega właśnie na tym, by podłożyć ogień pod tę pochodnię. Co więcej uważam, że trzeba dawać studentom przykład i najpierw wymagać od siebie. Zawsze staram się dać z siebie wszystko podczas prowadzenia zajęć. Studenci to widzą i też wymagają od siebie więcej. To czasami skutkuje zaskakującą sytuacją, kiedy przyjdą na zajęcia nieprzygotowani. Widać, że czują się z tym źle, potrafią nawet przepraszać, że "mnie zawiedli". Dla mnie jako wykładowcy jest to budujące, bo pokazuje, że student chce się czegoś nauczyć, a nie, że musi to zrobić tylko po to, żeby zaliczyć.

 

Łatwo jest być młodym naukowcem w Polsce? Zdaję sobie sprawę, że często przyznawane są granty, ale bądźmy szczerzy, ilość pieniędzy, które są potrzebne na badania potrafi odebrać chęć wykonywania zawodu…

Myślę, że to jest bardzo zależne od tego, w jakiej dziedzinie funkcjonujemy. Jestem na anatomii, gdzie mam pod dostatkiem materiału, limituje mnie tylko czas, jaki muszę poświęcić na preparowanie. Jeśli jestem na radiologii, mam dostęp do danych obrazowych i to tylko ode mnie zależy, ile czasu spędzę przed komputerem, by to wszystko spisać. Natomiast, jeśli ktoś pracuje w dziedzinie, w której musi robić preparaty histologiczne, gdzie potrzebuje odczynników albo jest klinicystą zlecającym badania laboratoryjne czy obrazowe, to już niestety musi mieć pieniądze. Wtedy rzeczywiście zaczynają się problemy. Na szczęście, "wedle stawu grobla", o ile ciężko jest dostać grant na kilka milionów złotych z Narodowego Centrum Nauki, o tyle granty Uniwersytetu Medycznego, które są przyznawane na naszej uczelni, są w zasięgu ręki. A to doskonały wstęp, bo proszę mi wierzyć, że zrobienie badania pilotowego, gdzie na małej grupie pokażemy, że już coś umiemy robić, mamy opracowaną technikę, wytworzyliśmy prototyp wart ulepszenia bardzo zwiększa szanse otrzymania finansowania z poważnych instytucji grantowych typu NCN czy NCBiR.

 

Idealnie wstrzelił się Pan w rynek.

Na pewno w odpowiedni rynek i czas, ale uważam, że był w tym po prostu plan. Obecnie jestem kierownikiem grantu SONATA, zaczynałem od Diamentowego Grantu, który wtedy był na czasie. To było znakomite, że przechodząc szczeble, jeden po drugim, byłem w stanie dojść do tego poziomu i myślę, że to wcale nie jest koniec tej drogi. Grant SONATA daje bardzo duże możliwość, a jedną z nich jest otwarcie drogi do kolejnych, jeszcze większych projektów. Jak to się żartobliwie mówi „grant napędza grant – pierwszy trzeba ukraść, a kolejne już same przychodzą”.

 

Sport pomógł Panu w wyborze obecnej drogi zawodowej?

Sport na pewno nie pomógł mi w wyborze tej drogi, ponieważ pewnie bardziej by mnie od niej odciągał. Uzmysłowił mi jednak, i zawsze powtarzam to swoim pacjentom, sport profesjonalny nie ma nic wspólnego ze zdrowiem – jest to zdrowie, ale utracone. Aktywność fizyczna jest integralną częścią każdego mojego dnia. Cały rok jeżdżę na rowerze, dla mnie przejazd z jednej pracy do drugiej, czyli około 8-9 kilometrów w jedną stronę jest niesamowitym czasem rozluźnienia, odpoczynku, gdzie mogę swoje sprawy zawodowe zostawić za sobą i skupić się na wysiłku. Jeśli wracam wieczorem do domu, jestem zmęczony, wystarczy 30 minut ćwiczeń i mogę dalej pracować do późnych godzin. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu, jednak nie jest to element, który doprowadził mnie ściśle do tego momentu w karierze naukowej, w którym teraz jestem. Był on niezbędny, ale nie on mnie kierował.

 

Obecnie ludzie się przepracowują. Spotkałam się z twierdzeniem, że relaks jest kluczem do kariery. Czy to prawda?

Podobno tak. Byłem ostatnio na urlopie i przyznam, że dawno tak bardzo się nie zmęczyłem psychicznie, ponieważ nic nie robiłem. Dla mnie urlopem jest przejechanie 100 km dziennie na rowerze czy jazda na nartach. Uważam, że należy to dostosować do temperamentu. Jestem hiperaktywny i dla mnie wypoczynek to po prostu inna forma aktywności. Ważne jest to, aby zajrzeć w głąb siebie i zobaczyć, co tak naprawdę sprawia, że odpoczywam. Moi rodzice zawsze się dziwili, że ciągle coś robię, podczas gdy ja po prostu odpoczywam, kiedy jestem zajęty – gdy uprawiam sport czy wykładam na uczelni. Czuję się bardziej samospełniony, zrealizowany. Każdy człowiek ma jakiś potencjał i należy go dobrze wykorzystywać – myślę, że to robię.

 

Jaka jest dziedzina nauki, w której widzi Pan największą przyszłość?

Wszystkie dziedziny, które są związane z rozwojem technologii. Oczywiście, technologia bardzo szeroko wrasta w każdą dziedzinę medycyny. Są jednak takie specjalizacje, gdzie jesteśmy na pierwszej linii frontu. I będę tutaj wychwalać radiologię, którą się zajmuję, ponieważ tam wszystkie nowinki techniczne znajdują zastosowanie od razu. Faktem jest, że radiologia byłaby niczym bez pacjentów, którymi kierują klinicyści. Uważam jednak, że jako radiolog obrałem idealną pozycję do „robienia nauki”, ponieważ jestem „obrotowym” (zwrot z piłki ręcznej – przyp. red.) – mogę współpracować z kilkoma klinikami na raz i każdego wspierać w pracach naukowych samemu zyskując przy tym wiedzę i doświadczenie. Z drugiej strony uważam, że warte uwagi są „prace z pogranicza”, czyli takie, które są na styku medycyny i np. inżynierii, materiałoznawstwa czy socjologii. To są nisze, bo wymagają współpracy naukowców z różnych dziedzin. O takie kolaboracje nie jest łatwo i mam nadzieję, że młodzi naukowcy zrozumieją, że umiejętność komunikacji między badaczami i wyjaśnienie pewnych medycznych aspektów w prosty sposób może być podstawą do zawiązania współpracy. Mam wrażenie, że bardzo często nasi partnerzy z innych dziedzin nie rozumieją tego, co chcemy zrobić i w efekcie nie dają temu szansy. Kiedy będziemy o tym odpowiednio mówić i będziemy umieli to przekazać, taka szansa zostanie stworzona.

 

Jakie jest Pana największe zawodowe marzenie?

Jestem przykładem osoby, która równoważy swoją naukową hiperaktywność, poprzez codzienną pracę zawodową, gdzie wykonuję powtarzalne czynności w postaci badań czy opisów. Mógłbym to porównać trochę do pracy na „taśmie produkcyjnej”. Oczywiście nie chodzi tutaj o rutynę w badaniu pacjentów, bo każdy pacjent jest traktowany indywidualnie i jego przypadek wymaga zastanowienia. Mam tu na myśli powtarzalne schematy prowadzenia badania USG czy tworzenia opisu zdjęcia RTG. Poniekąd jest to odprężające, to moment, kiedy mózg może podążać po bezpiecznej, wydeptanej ścieżce. Zatem moim największym marzeniem w pracy zawodowej jest po prostu być dobrym lekarzem. Nie mam ambicji, żeby walczyć o kierownicze stanowiska. Chciałbym robić dobrze to, co robię, a jeśli ktoś uzna kiedyś, że warto to docenić awansem – to znając siebie pewnie stawię czoła kolejnemu wyzwaniu.

 

Czego obawia się Pan jako naukowiec?

Myślę, że boję się być wciśnięty w projekty, w które niekoniecznie chciałbym się zaangażować. Nie chcę utknąć w ślepej uliczce. Przeraża mnie to, co dzieje się obecnie w naszej polityce i jak dotkliwie przekłada się to na życie codzienne. Tam gdzie pracuję, czyli w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, mam świetne warunki do rozwoju naukowego, ale boję się, że ta cała polityczna burza może mnie w pewien sposób odciągnąć od nauki i wcisnąć wyłącznie w ramy pracy szpitalnej. Tego najbardziej się boję – że stracę naukę. Nie boję się nauki samej w sobie, ponieważ są to po prostu wyzwania i można sobie z tym poradzić, robiąc z tego intelektualny pojedynek. Wszystko można przepracować – odrzucony wniosek grantowy, nieprzyjęty artykuł czy ślimaczący się projekt – z tymi wszystkimi rzeczami możemy sobie poradzić. Właśnie to jest najciekawsze, wynosi nas na intelektualne wyżyny. Nie chciałbym, aby ktoś mnie powstrzymał przed uprawianiem nauki.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Również bardzo dziękuję.

KOMENTARZE
Newsletter