Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Śmierć mózgu mamy w głowie
Stwierdzenie zgonu człowieka to działanie oparte na konkretnej procedurze. Czy jednak procedura ta nie powinna ulec zmianie? Czy jest ona istotna dla rodziny pacjenta? Czy pomaga czy też stwarza problemy?

Śmierć w prawie

Pod koniec 2014 r. Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz zwróciła uwagę, że obecne przepisy dotyczące stwierdzenia zgonu pacjenta nie gwarantują w pełni poszanowania praw i wolności człowieka. Zdaniem polskiego ombudsmana: „Obwieszczenie w sprawie kryteriów i sposobu stwierdzenia trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu”, nie jest powszechnie obowiązującym źródłem prawa. Jak w swoich wystąpieniach wskazywała prof. Lipowicz,  „obwieszczenie” nie może określać tak istotnych kwestii, jak medyczne stwierdzenie końca czyjegoś życia. Zgodnie z zapisami polskiej Konstytucji, zagadnienia takie jak wolności i prawa człowieka, w tym prawo do życia, muszą być regulowane w drodze ustawy. Aktualnie w odniesieniu do omawianej tematyki szczegóły działania personelu medycznego opisuje wspomniane obwieszczenie, dokładnie instruujące, jakie działania powinna podjąć komisja lekarska w chwili podejrzenia ustania funkcji życiowych organizmu.

Patrząc na ten problem z perspektyw prawnej, z całą pewnością należy się zgodzić z polskim rzecznikiem. Obwieszczenie jest dokumentem, który w każdej chwili może ulec zmianie. Niekoniecznie musi ona wynikać wyłącznie ze względów merytorycznych. Czy jednak dokonanie podobnej formalnej modyfikacji, o którą wnioskuje prof. Lipowicz będzie miało wpływ na rodziny osób zmarłych?

 

Czy pacjent?

W minionym roku głośnym echem odbił się film pt. „Bogowie”, będący biograficznym obrazem postaci prof. Zbigniewa Religi. W jednej ze scen profesor odbywa rozmowę z matką zmarłego młodego człowieka, który miał być pierwszym dawcą serca dla pacjenta oczekującego na przeszczep w klinice w Zabrzu. Matka w rozmowie z lekarzem zwracała uwagę, że jej syn żyje. Słyszała aparaturę informującą o procesach życiowych, mogła wyczuć bicie jego serca, jego skóra była ciepła. Dla niej był on żywy. Prof. Religa poinformował jednak matkę, że człowiek ten już zmarł. Aparatura sztucznie podtrzymywała jego funkcje życiowe. Chirurg prosił rodziców o zgodę na transplantację.

Dla profesora sprawa była oczywista; komisyjnie stwierdzono śmierć pnia mózgu, co było tożsame ze śmiercią całego człowieka. Tutaj jednak pojawiła się sytuacja szczególna, która charakterystyczna jest dla większości chwil, w których w procedurze transplantacyjnej mają być wykorzystane organy osoby sztucznie podtrzymywanej przy życiu. Obserwując z zewnątrz ciało człowieka w podobnej sytuacji, z jednej strony posiadamy informację, iż osoba ta zmarła. Z drugiej jednak strony lekarze podejmują działania, które mają na celu utrzymanie sprawności konkretnych narządów organizmu. Personel medyczny podejmuje często w podobnej sytuacji interwencje podobne do tych, które uzyskuje np. pacjent oddziału intensywnej opieki medycznej.

Pytanie zatem: Czy mamy do czynienia z pacjentem, czy też z ludzkimi zwłokami?  pozostaje  aktualne. Warto bowiem przypomnieć, że ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wskazuje, iż dana osoba staje się pacjentem w dwóch sytuacjach. Po pierwsze, sama zwraca się o udzielenie pomocy. Po drugie zaś, ekspert medyczny udziela jej świadczeń zdrowotnych.

 

Poszukiwanie rozwiązań

Z całą pewnością transplantolodzy podtrzymując sztucznie aktywność organizmu nie podejmują wobec osoby zmarłej działa leczniczych. Dla rodziny jednak wszelka aktywność lekarzy i personelu ma  właśnie taki charakter. Podawanie leków w iniekcji, sprawdzanie aktywności serca, pobieranie krwi, itd. to dla lekarzy działania przygotowujące do przeszczepu.  Dla rodziny zmarłego pacjenta to w istocie jednak czynności medyczne, które informują, że ich bliski znajduje się pod opieką personelu, który dąży do jego wyleczenia.

Prof. Antonina Ostrowska zwróciła uwagę w swoich badaniach, iż relację zachodzącą pomiędzy lekarzem, a pacjentem charakteryzuje dysproporcja. Co ciekawe, nie chodzi w tym momencie wyłącznie o różny zakres posiadanej przez nich wiedzy. Okazuje się bowiem, że różnica występuje tutaj także w sposobie doświadczania czasu, jaki spędzany jest pod opieką eksperta medycznego. Jak widać, perspektywa transplantologiczna pokazuje, że postrzeganie osoby zmarłej może być również diametralnie inne w przypadku    lekarza i pielęgniarki oraz rodziny zmarłego.

W Polsce co pewien czas wraca dyskusja dotycząca kryteriów stwierdzenia śmierci mózgu. Krytycy obecnych rozwiązań wskazują, że podobne kryteria są nieprecyzyjne. Pojawiają się radykalne głosy zwracające uwagę, że transplantologia opiera się na krzywdzie żyjących jeszcze pacjentów. Warto w tym miejscu wskazać, że podobne opinie – nie proponując innych rozwiązań - niestety najczęściej kończą się na krytyce. Nie ma bowiem zarówno w medycynie, jak i bioetyce szeroko dyskutowanej alternatywy dla aktualnych kryteriów stwierdzenia zgonu. Zapewne podniesienie rangi podobnych procedur to postulat słuszny. Omawiane kryteria winny być nie tylko jasne. Muszą one w pełni uwzględniać prawa człowieka, w tym człowieka, który prawdopodobnie zmarł. Słowo „prawdopodobnie” odgrywa w  tym miejscu szczególne znaczenie. Lekarze, podejrzewając prawdopodobną śmierć pacjenta, jednocześnie mają nadzieję, że organy z jego ciała uratować mogą życie innej osoby. Rodzina żyje natomiast nadzieją, iż zdarzy się cud. Widząc działanie personelu, słysząc dźwięki aparatury trudno uwierzyć, iż doszło do śmierci. Warto zatem, aby wszelkie propozycje prawne dotyczące potwierdzania zgonu, zwracały także uwagę na unikalność podobnej sytuacji.

KOMENTARZE
Newsletter