Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Na kłopoty placebo
Na kłopoty placebo
Zbliża się północ, do dyżurki pielęgniarek wchodzi pacjent, który od kilku dni ma problemy z zaśnięciem. Dostaje lek, wraca na salę i zasypia. Okazuje się jednak, że siostry podały mu celowo preparat witaminowy, a nie lek nasenny. Co zadziałało na pacjenta? Czy rzeczywiście sugestia może powodować tak widoczny, wręcz terapeutyczny efekt? Z drugiej strony czy pielęgniarki miały prawo podać pacjentowi lek, który nie ma działania, jakiego oczekiwał pacjent? A co, gdyby witaminy nie zadziałały jak tabletki nasenne, a pacjent dalej męczyłby się, nie mogąc zasnąć?

Czy to są leki?

Pierwsze pytanie w każdej rozmowie o placebo pojawia się dosyć szybko. Czy omawiane preparaty są w ogóle lekami? Jan Stradowski, lekarz i szef działu nauka miesięcznika „Focus”, uważa, że słowo „lek” nie w pełni pasuje do wspomnianych substancji. Czym jest bowiem lekarstwo? Studenci polskich uniwersytetów medycznych uczą się, że lekarstwem nazywamy każdy preparat, który po podaniu do organizmu lub na jego powierzchni wywołuje efekt leczniczy.

Załóżmy jednak, że na bolący ząb nałożymy pastę do zębów i nagle poczujemy ulgę, czy wówczas możemy stwierdzić, że reklamowany produkt jest nowo odkrytym przez nas lekarstwem? I tu pojawia się kolejna wątpliwość. Co wywołuje efekt leczniczy? Wiadomo, że istnieje wiele miejsc, w których można skorzystać z tzw. medycyny alternatywnej. Środowisko medyczne nie odnosi się do takich praktyk ze zrozumieniem. Gdy jednak porozmawiamy z naukowcami, zajmującymi się badaniem kultur pierwotnych, dowiemy się, że różne dziwne praktyki znachorskie nieraz przynosiły w przeszłości podobne efekty jak współczesna psychoanaliza. A może to po prostu efekt placebo? Na obecnym etapie badań wiemy, że na efekt terapeutyczny wpływa z całą pewnością sugestia. Spotykamy ją już na poziomie reklamy. Środki farmaceutyczne reklamowane są zasadniczo przez dwie grupy osób. Po pierwsze są to eksperci: lekarze, naukowcy lub farmaceuci, którzy zaopatrzeni w fartuch, stetoskop, nieodzowne okulary oraz „profesjonalne”, najczęściej błękitne tło zapewniają nas o skuteczności jakiegoś leku. Z drugiej strony w reklamach spotykamy „ludzi takich jak my”, którzy doświadczyli natychmiastowej ulgi po zażyciu danego preparatu. Owa sugestia pomimo wielu badań nadal pozostaje tajemnicą. Naukowcy powoli zaczynają ją jednak ujawniać

Trochę faktów

Jan Stradowski zwrócił uwagę, że badania efektu placebo wykazały znacznie większą skuteczność droższych preparatów. Co więcej, jak dostrzega Olga Ankowska, popularyzująca wiedzę o placebo, okazuje się, że na terapeutyczny efekt wpływa nie tylko pozytywne nastawienie do lekarza i ordynowanej przez niego terapii, lecz także inne, zdawałoby się mało istotne czynniki, jak choćby kształt i kolor tabletki. Badania odnoszące się do wspomnianego zjawiska przeprowadzili naukowcy z uniwersytetu w Bombaju. Okazało się, że najlepsze działanie lecznicze posiadają tabletki gorzkie, duże, najlepiej czerwonego koloru. Co ciekawe, badacze odkryli, że pacjenci poinformowani o potencjalnych negatywnych skutkach działania danego leku posiadają silniejsze przeświadczenie o jego skuteczności.

Tym samym ogólne wyniki skłaniają do stwierdzenia, że trudniejsza oraz boleśniejsza terapia (np. zastrzyki domięśniowe) jest większym gwarantem zdrowia niż udział w leczeniu, którego pacjent nie jest w stanie fizycznie doświadczyć. Interesujące wydają się w tym kontekście wnioski, do jakich doszli kanadyjscy naukowcy z Pacific Parkinson’s Research Center w Vancouver. Zdaniem badaczy, najlepiej jest poinformować pacjenta, iż posiada on ok. 75 proc. szans na wyleczenie. W tym momencie pojawia się silna motywacja. Przekazanie pacjentowi informacji o 100 proc. szans wydaje się antyskuteczne. W psychice chorego nie powstają żadne istotne reakcje motywacyjne. Samo placebo nie musi być wyłącznie „terapeutycznym kłamstwem”. Okazuje się bowiem, jak zaznacza Olga Ankowska, że efekt placebo może być wykorzystany w trakcie podawania preparatów o udowodnionej skuteczności. Leki nie działają na dane schorzenie w 100 proc. Przekazując pacjentowi – oprócz leku o udowodnionym działaniu – informację pozytywną, motywując go czy wręcz podając mu specyfik neutralny, możemy spowodować, że skuteczność leku wzrasta ze średnio 20 proc. do nawet ok. 50 proc.

Czy to przystoi?

Profesor Jacek Bomba z Krakowa, jeden z najbardziej cenionych w Polsce specjalistów etyki psychiatrycznej, zwraca uwagę, że problem wykorzystania preparatów placebo w medycynie jest trudny do rozwiązania. Jak bowiem pogodzić z jednej strony prawo pacjenta do pełnej informacji na temat swojego leczenia, w tym charakteru działania każdego podanego mu leku, z koniecznością obiektywnego sprawdzenia efektów wywoływanych przez badaną, nową substancję chemiczną? By dana substancja została nazwana lekarstwem, musi wpierw przejść serię badań, potwierdzających nie tylko jej skuteczność, ale i bezpieczeństwo stosowania.

po fazie badań następuje etap rejestracji. Jak podkreśla Tomasz Pietryga, współautor Encyklopedii Prawa Medycznego, w Polsce mogą być sprzedawane tylko takie leki, które posiadają pozwolenie na dopuszczenie do obrotu. Nim jednak naukowiec zacznie pisać formalny wniosek, musi sprawdzić, czy preparat wywołuje spodziewane efekty. Jak to sprawdzić, wiedząc, że podobny efekt może wywołać np. podana w odpowiedniej atmosferze zwykła witamina? Jak sprawdzić, czy dany lek jest po prostu lepszy, a jednocześnie bezpieczny? W czasie badań, zgodnie z polskim prawem oraz międzynarodowymi standardami, pacjent musi być poinformowany o charakterze naukowego przedsięwzięcia. Zdaniem prof. Bomby, pojawia się wówczas wątpliwość, czy lekarz może świadomie podawać pacjentowi preparat placebo, który nie posiada działania leczniczego, a pacjent znajduje się w stanie wymagającym owego działania?

Wiem, że nic nie wiem

Placebo stało się zjawiskiem, które fascynuje badaczy. Nie wiemy do końca, jak działa. Co dzieje się w mózgu człowieka, gdy zażywa substancję taką jak duża, czerwona, gorzka tabletka, podana mu przez profesora medycyny, zapewniającego o wyjątkowym działaniu? Jak to się dzieje, że na jednych działa taka forma leczenia, a na innych nie robi większego wrażenia? Czy profesor może tak postępować? Czy to z jego strony etyczne? Wśród psychiatrów w ostatnich czasach dominuje pogląd, że używanie placebo jako remedium na np. kompulsywne objawy nerwicowe powinno być ograniczone do minimum. Czy jednak pacjentowi cierpiącemu na bezsenność, o którym piszemy na początku artykułu, stała się jakaś krzywda? Być może pierwszym placebo… jest już sam lekarz. Słynny psychiatra Antoni Kępiński podawał często przykład dwóch lekarzy leczących za pomocą tych samych leków pacjentów o identycznym rozpoznaniu. W pierwszym przypadku efekty były wręcz spektakularne, a w drugim psychoza dalej postępowała. Co tu zadziałało, co nie zadziałało? Pisząc o placebo, można więc powiedzieć jak Sokrates: „Wiem, że nic nie wiem”.

Źródła

(Tekst ten pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu Gościa Niedzielnego- GN 17/2013. Redakcja dziękuje red. Tomaszowi Rożkowi za możliwość opublikowania powyższych rozważań)

KOMENTARZE
news

<Maj 2018>

pnwtśrczptsbnd
30
1
2
3
4
5
6
7
9
10
12
13
14
16
18
19
20
22
23
BioForum 2018
2018-05-23 do 2018-05-24
MedTrends
2018-05-23 do 2018-05-24
26
27
28
29
30
31
1
2
3
Newsletter