Ogłoszenia, aplikacje, rekrutacja - wasze opinie i doświadczenia.

Podzielmy się naszymi opiniami i doświadczeniami w zakresie kontaktów z polskimi i zagranicznymi pracodawcami.

user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 13:56 23.03.2014
Drodzy biotechnolodzy, biochemicy, bionaukowcy i inni pokrewni,

Przyszedł mi do głowy pomysł, abyśmy może przerwali milczenie na temat tego jak wygląda sytuacja w naszej branży w Polsce i zaczęli otwarcie pisać o naszych doświadczeniach i wrażeniach z rekrutacji i pracy. Aby jednak nie zamieniać tego w kolejny wątek pełen narzekania i wytykania palcami, proponuję trzy główne reguły:
- anonimowość - nieważne kto lub jaka firma, ważne co się zdarzyło
- bezemocjonalność - nieważne jak bardzo nas to zdenerwowało (lub rozśmieszyło), ważne co się zdarzyło
- rzetelność - nieważne są nasze wyobrażenia, ważne co naprawdę się zdarzyło

Niech mottem będzie: "I śmiech niekiedy może być nauką jeśli się z przywar nie z osób natrząsa" (I. Krasicki)

Skoro przedstawiłem pomysł, to będę pierwszym, który przedstawi swoje doświadczenia i obserwacje.

Firma A.
Przez znajomych dowiedziałem się o ich istnieniu oraz o tym, że rzekomo szukali ludzi znających się na ELISA i HPLC. Znalazłem ich stronę internetową, ale był na niej tylko obrazek z nazwą firmy i tekstem "strona w budowie". Serio? Ktoś wykupił miejsce na serwerze, zarejestrował domenę, zrobił zdjęcie i wkleił na nim tekst a następnie umieścił go na stronie - ale nie pomyślał o tym, aby podać dane teleadresowe firmy? Geniusz!

Udało mi się jednak znaleźć/dostać ich namiary i wysłałem tzw. "otwartą aplikację" czyli CV plus ogólny LM przedstawiający moją osobę, nie będący jednak odpowiedzią na ogłoszenie. Zero reakcji. OK, ja rozumiem, że może dostają setki podobnych e-maili, ale czy ustawienie auto-odpowiedzi lub potwierdzenia odbioru/przeczytania jest takie trudne? Czy pani sekretarka raz na tydzień nie może zebrać wszystkich CV i wysłać masowej odpowiedzi "dziękujemy, nie jesteśmy zainteresowani"?

Minęło kilka tygodni i nagle odezwał się telefon - zaproszenie na rozmowę. Sukces!

Pan prezes oczekiwał, że stawię się na rozmowie tego samego dnia w innej miejscowości i jeszcze rzucił komentarzem abym się spieszył, bo on nie wie o której godzinie kończy dziś pracę. Udało mi się dotrzeć na miejsce w rozsądnym czasie i... kazano mi czekać!

Samą rozmowę prowadziłem z dwoma panami - prezesem i kierownikiem laboratorium. Poproszono mnie o opowiedzienie o swoim doświadczeniu i umiejętnościach. Co dwa zdania jeden z tych panów przerywał mi zdaniami w rodzaju "niech pan nie mówi, że to umie, bo my wiemy lepiej, że pan tego nie umie" (skąd wiecie?), "to jest bardzo trudne" (nie dla mnie), "tego nikt nie potrafi" (ja potrafię), "na uczelniach się nic nie robi" (robi się i to lepiej niż wy). Pytania zadawano mi tak długo, aż znaleziono coś, czego nie potrafię. Była to jakaś mało precyzyjna, przestarzała technika analityczna, która jakimś cudem ciągle jest "polską normą". Och, jak to ich ucieszyło! "Skoro pan NIC nie potrafi, to możemy zaoferować jedynie staż i przeszkolenie." No cóż, tak się składało, że miałem znajomego, który w pracy używał tej techniki i powiedział mi, że opanował bym ją w ciągu jednego dnia.

Ponadto, biorąc pod uwagę, że ELISA oni robili tylko gotową z pudełka a ja zajmowałem się oczyszczaniem antygenu, immunizacją zwierząt, oczyszczaniem przeciwciał i ustawianiem testu ilościowego od podstaw; oni dopiero czekali na instalację HPLC a ja pracowałem na dwóch modelach i dwóch rodzajach oprogramowania oraz tworzyłem metody analityczne dla kilku różnych klas molekuł, to oczywiste było dla mnie, kto kogo tak naprawdę będzie szkolił i w jakich technikach.

Pożegnałem się i nie oglądałem za siebie.

Firma B.
Ponownie "otwarta aplikacja". Brak odpowiedzi lub potwierdzenia odbioru e-maila ale telefon w ciągu mniej niż 10 dni roboczych czyli mały plus. Umówiliśmy się na wstępną rozmowę kwalifikacyjną przez telefon w ciągu następnych 10 dni roboczych - solidny plus. Sama rozmowa całkiem w porządku, żadnego podważania kwalifikacji i innych podobnych zachowań - znów plus. E-mail po rozmowie w ciągu kolejnych 10 dni roboczych - plus. W mailu dowiedziałem się, że mam "interesujące CV" i zrobiłem "pozytywne wrażenie" ale "na obecnym etapie" nie mogą mi zaoferować pracy ale "zachęcają do aplikowania w przyszłości jeśli pojawią się interesujące oferty pracy". W porządku, to była w końcu tylko "otwarta aplikacja" i nikt niczego nie obiecywał. Malutki plusik za kulturę.

Około miesiąca później zajrzałem ponownie na ich stronę i zobaczyłem ogłoszenie o rekrutacji na stanowisko o bardzo zbliżonym profilu do mojego. W tamtym okresie spędzałem długie godziny szukając firm i ofert pracy, więc nie pamiętałem już, czy to ogłoszenie było tam wcześniej czy jest nowe. Zadzwoniłem do tej firmy i usłyszałem, że to ogłoszenie jest ciągle aktualne. Wysłałem ponownie CV i... kamień w wodę!

Czyli - możliwe, że nie byli szczerzy w swoim mailu i tak naprawdę nie posiadałem poszukiwanych przez nich kwalifikacji, więc moja powtórna aplikacja została zignorowana? Ale czy nie można było tego napisać wprost? Nie zawracał bym im ponownie głowy. Nie mówiąc o tym, że ingorowanie aplikacji to dla mnie duży minus. Druga możliwość jest taka, że po prostu cyklicznie wznawiają te same ogłoszenia o rekrutacji z takiego czy innego powodu (np. straszak na obecnych pracowników, wyławianie nowych tanich pracowników?)

Firma C.
Firma typowo polskim zwyczajem kompletnie zignorowała wysłaną do nich otwartą aplikację - minus. Jakiś czas później wysłałem normalną aplikację, w odpowiedzi o ogłoszenie o rekrutacji. Zero potwierdzenia odbioru, typowe - minus. Zaproszenie na rozmowę otrzymałem telefonicznie na trzy dni przed rozmową, której dzień i godzina były z góry ustalone - minus. OK, dotarłem na miejsce i okazało się, że rekrutacja jest prowadzona na cztery różne stanowiska jednocześnie i zaproszono coś ok. 20 kandydatów na każde z nich. Kandydatów zaproszno do jednej sali, zjawił się pan kierownik i po przywitaniu podzielono nas na grupy zgodnie ze stanowiskiem i... wręczono pisemne testy! Czy może raczej powinienem powiedzieć - żenujące, odtwórcze kolokwium. Duży minus. Następnie kandydatom kazano czekać na jego sprawdzenie i odrzucono coś ok. 2/3 kandydatów. Z pozostałych część miała dodatkowe testy praktyczne (sic!), podczas gdy pozostali musieli dalej czekać. Znów minus. Po takim traktowaniu przyszedł czas na właściwą rozmowę - całe 15 minut na kandydata. Pierwsze co się słyszało na rozmowie, to komentarz dotyczący wyników kolokwium. Sam przebieg rozmowy nie robił większego wrażenia - delikatne podważanie kwalifikacji i próby urabiania psychologicznego, teksty klasy "w Polsce nie ma prawdziwych fachowców, takich jak na Zachodzie" etc. Padło pytanie o oczekiwania finansowe, ale sami nie podali żadnej informacji zwrotnej. Tydzień później zaproszenie (znów trzy dni przed) na kolejne 15 minut rozmowy, tym razem w towarzystwie kogoś wyżej w hierarchii firmowej. Rozmowa łagodniejsza, ale jednocześnie jeszcze mniej konkretna.

Od tej firmy dostałem ofertę pracy. Przykro było widzieć, że rzekomy lider branży, który marzy o pokonaniu konkurencji z Zachodu, w dużym mieście wojewódzkim oferował stawkę na poziomie zbliżającym się (od dołu) do średniej dla województwa, ale poniżej średniej dla miasta, nie mówiąc już o średniej krajowej. W dodatku informacja była podana tylko słownie, jakby się czegoś bali? (Jakiś czas później dwiedziałem się, że oferowana mi kwota i tak była 10-15% wyższa niż średnia w firmie. Dowiedziałem się też ile wynoszą zarobki kierownika laboratorium...)

Firma D.
Kolejna otwarta aplikacja ale tym razem bardzo krótka historia. Aplikacja - kamień w wodę. Pół roku później rozpocząłem pracę w dużej firmie biotechnologicznej za granicą i zaktualizowałem swój profil zawodowy na pewnym portalu. W ciągu tygodnia dostałem na tym portalu wiadomość od... prezesa tej firmy! Napisał, że "dynamicznie się rozwijają" i może będę zainteresowany pracą. Odpisałem kulturalnie, że oferowałem im swoje usługi 6 miesięcy wcześniej, ale moje CV pozostało bez odpowiedzi, a obecnie mam już stałą pracę i na razie nie planuję jej zmieniać.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że mają bałagan w firmie i komunikacja między kadrami a prezesem może nie być doskonała. Jest dla mnie zrozumiałe, że firma może bardziej cenić pracownika z doświadczeniem zagranicznym. Ale sytuacja, gdy jedna i ta sama osoba jest najpierw ignorowana a potem nagle nagabywana, bo dostała pracę za granicą, niezbyt ładnie świadczy o firmie i jej polityce rekrutacji.

Firma E.
Drugi w moim życiu przypadek, gdy odezwała się do mnie firma z Polski. (Bo e-maili i telefonów od agentów rekrutacyjnych z Zachodu już nie liczę...) Na pewnym portalu profesjonalnym dostałem wiadomość z informacją, że szukają fachowców o moich kwalifikacjach i... od razu, bez konkretów - prośba o wysłanie CV i ustalanie terminu rozmowy. Chwila, chwila... Odpisałem, że chciałbym najpierw zobaczyć jakieś opisy stanowisk, wymagania, oczekiwania, zakresy zarobków. W odpowiedzi dostałem dosłownie siedem zdań ogólników plus ponaglenie do wysłania CV oraz odbicie piłeczki w kwestii zarobków. No cóż, wydawało mi się, że to oni szukają pracowników a nie ja pracy... Po krótkiej wymianie zdań dostałem jednak obietnicę przysłania konkretnego opisu stanowiska co zajęło im jedynie tydzień. Odmówiono mi jednak podania oferowanego zakresu zarobków, bo "Polska to nie zagranica" i taka jest "polityka firmy". To okazało się jednak nieprawdą bo po ponownej krótkiej wymianie zdań i ponownych kilku dniach oczekiwania zakres zarobków mi podano! W międzyczasie dowiedziałem się, że rekrutując przez zagraniczne agencje zakresy zarobków są podawane w ogłoszeniach. Czy ktoś mi może przypomnieć jak się nazywa sytuację, gdy w jednym kraju członków jednej grupy etnicznej w takiej samej sytutacji traktuje się inaczej tylko dlatego, że należą do danej grupy? Czy to nie zakrawa na paranoję, że Polacy są najzwyczajniej w świecie dyskryminowani w Polsce i to przez innych Polaków, tylko dlatego, że są Polakami? Czy Polak to ma być tani pracownik na pstryknięcie palcem? Oraz czy im się naprawdę wydaje, że Polak pracujący za granicą o niczym innym tylko nie marzy jak powrót do Ojczyzny? Poza tym, mam wąpliwości, czy chciałbym pracować dla takiej firmy, jeżeli tak traktuje się kandydata, bo jak w takim razie traktuje się pracownika? Nie mówiąc o tym, że skoro takie podejście wykazują HR-owcy, to czego mogę oczekiwać od menadżerów?

Tak dla porównania, autentyczny przebieg rekrutacji do firmy za granicą.
Ogłoszenie było konkretne i posiadało chyba nawet datę zakończenia przyjmowania CV. Potwierdzenie przyjęcia aplikacji zostało wysłane automatycznie. Minęło sporo czasu i już oczekiwałem, że dostanę zdawkowego e-maila o zakończeniu rekrutacji, gdy pewnego dnia odezwał się telefon. Pierwsze co usłyszałem to przeprosiny za opóźnienie i pytanie, czy ciągle jestem zainteresowany. Zaproponowano mi wstępną rozmowę kwalifikacyjną telefonicznie, w terminie do ustalenia, tak aby odpowiadał obu stronom. Ta wstępna rozmowa trwała coś ok. 30-60 minut i była przeprowadzona bardzo profesjonalnie. Kilka dni później kolejny telefon, z zaproszeniem na rozmowę w firmie, ponownie w dogodnym dla obu stron terminie. Na samej rozmowie byłem jedynym kandydatem danego dnia. Bez żadnego oczekiwania i zwłoki, bez żadnych pisemnych testów, bardzo profesjonalna rozmowa z dwoma kierownikami grup. Żadnego podważania kwalifikacji i urabiania psychologicznego, ale szansa na przedstawienie swojej osoby, umiejętności, doświadczenia. Seria pytań o rosnącej skali trudności - od podstawowej wiedzy do pytań problemowych sprawdzających umiejętności planowania badań i rozwiązywania problemów. Później szybkie 10-15 minut rozmowy z HR-owcem, kilka pytań na ocenę osobowości plus rozmowa o pieniądzach i innych dodatkach. Na koniec wycieczka po laboratorium w towarzystkie potencjalnego przyszłego szefa lub któregoś z pracowników. Tydzień później oferta przesłana e-mailem a po jej przyjęciu - podpisana umowa o pracy przysłana pocztą.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że wbrew widzimisie polskich pracodawców, że "nic nie umiem" lub nie jestem takim fachowcem jak ci na Zachodzie, gdy zacząłem pracę, zostałem przedstawiony swojemu nowemu zespołowi jak "dobry fachowiec o szerokim zakresie umiejętności". A to był tylko początek mojej pracy w firmie...

Nie będę pisał podsumowania i wniosków, bo są one chyba dość czytelne z tego co napisałem.

Dodam tylko, że Polscy pracodawcy powinni zrozumieć, że rekrutacja to nie tylko ocena kandydata przez nich, ale także ocena ich firmy przez kandydata. Pracodawca może nie pamiętać każdego kandydata i pracodawcy raczej nie dzielą się swoimi wrażeniami o konkretnych kandydatach między sobą - ale my, kandydaci, doskonale pamiętamy jak nas potraktowano i chętnie dzielimy się między sobą swoimi doświadczeniami. Możecie wynająć firmę dla poprawienia swojego PR względem inwestorów, akcjonariuszy, klientów, kontrahentów, uczelni, władz etc. Możecie nawet w ten sposób zwiększyć ilość aplikacji od młodych, niedoświadczonych kandydatów, ale uwierzcie mi, że o wiele trudniej jest zmienić opinie fachowców którzy doświadczyli waszego traktowania.

PS. Szanowna Redakcjo, jeżeli ten wątek lub treść mojego wpisu łamie regulamin lub nie zgadza się z Państwa wizją i polityką dotyczącą tej strony, to nie krępujcie się go usunąć. Nie będę miał wam tego za złe.

Cytuj Zgłoszono nadużycie!
admin
Thumb_chief
Postów: 23
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25.11.2010
Napisano: 14:19 23.03.2014
Bardzo dobry temat. Szczerze powiedziawszy uprzedził nas Pan w założeniu takiego wątku. Czekamy zatem na doświadczenia i przygody innych Czytelników związane z "Bio-rekrutacją". 
Ciekawe czy znajdzie się ktoś z pozytywnymi doświadczeniami...

Redakcja portalu Biotechnologia.pl
user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 12:00 31.03.2014
Dziękuję!

Myślę, że można by ten wątek rozszerzyć także na samą pracę w firmie, warunki i traktowanie, oraz zarobki - oczywiście anonimowo, bo nie chodzi o wytykanie palcami i ujawnianie tak delikatnych informacji.

Też chętnie usłyszał bym jakieś dobre historie.

Niestety moje doświadczenia uczyniły mnie cynikiem. W dodatku jest to pojęcie bardzo względne - dla jednej osoby taki na przykład masowy spęd i pisemne testy może być doświadczeniem pozytywnym, bo to pierwsza praca po studiach, ale dla innej będzie to przykład na brak umiejętności przeselekcjonowania CV oraz prowadzenia rekrutacji połączony z traktowaniem kandydata jak petenta, nie partnera do rozmowy.

qw
Gość
Napisano: 21:28 5.04.2014
Wow, 
Muszę przyznać, że czytałam z zaciekawieniem Pański wpis Xenomorph. Sprawa bardzo nieciekawa jak widzę. Studiuję biotechnologię i z taką perspektywą traktowania w polskich firmach to przykre. Na pewno nie wszystkie firmy tak można ocenić, ale opisał Pan wiele przypadków, które podkreślają ich niekompetencję i podejście. Niestety gdzieś muszę zdobyć początkowe doświadczenie i to najwyraźniej w Polsce. Czy mogę zapytać w jakim kraju obecnie Pan pracuje?

user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 13:15 6.04.2014
Tak, to prawda - nie jestem w stanie ocenić wszystkich firm. Na przykład tych 95% które w ogóle nie odpowiadają na wysyłane aplikacje...

Zdobywanie doświadczenia i umiejętności zaczyna się już na studiach - zobacz mój wpis w odpowiedzi dla "Dasha" w wątku o studiowaniu biotechnologii.

Obecnie pracuję w Wielkiej Brytanii.

O 08:15 13.06.2014 dodano:
Nie tylko rekrutacja i praca są źródłem rozrywki lub/i irytacji, ale także same ogłoszenia o pracy. Taki świeżutki kwiatek który trafił dziś do mojej skrzynki...

Nazwa stanowiska: biotechnolog.

Firma pisze o sobie, że "dynamicznie się rozwija" - typowa nowomowa biznesowa - oraz "produkuje leki, suplementy diety, kosmetyki i półprodukty dla branży farmaceutycznej".

Pracownik którego szukają ma się zajmować "prowadzeniem badań nad nowymi produktami, opracowaniem receptur i technologii wytwarzania nowych produktów, oraz wdrażaniem do produkcji nowych wyrobów".
- W którym dziale - leków, suplementów, kosmetyków, półproduktów? (Dobrze, że chociaż napisali ogólnie co produkują, bo inaczej kompletnie nie było by wiadomo czego oczekiwać...)
- Jakich badań?
- Jakimi technikami analitycznymi?
- Jakich produktów?
- Jakich receptur?
- Jakich technologii wytwarzania?
- Jakich wyrobów?

Po dotarczeniu potencjalnemu kandydatowi tak bogatego i konkretnego opisu stanowiska, firma przedstawiła swoje wymagania, z których pierwsze to... "doświadczenie w pracy na podobnym stanowisku"!.. Dobry żart, nie?

Oprócz tego oczekują także wyższego wykształcenia kierunkowego oraz biegłej znajomości angielskiego - w porządku, to niemal norma.

Jedyna umiejętność wymieniona z nazwy to "bardzo dobra znajomość pakietu MS Office". Chwila, oni szukają biotechnologa czy sekretarki?

A w dodatku od biotechnologa oczekują "znajomości zagadnień branży farmaceutycznej". Zapewne rekrutując farmaceutę będą oczekiwali znajomości branży chemicznej, od chemika znajomości dietetyki, od dietetyka znajomości inżynierii procesowej, od inżyniera procesowego znajomości kosmetologii, a od kosmetologa znajomości biotechnologii?

Skończy się na tym, że dostaną 100x za dużo aplikacji, z czego 99% nie będzie dostosowana do ich potrzeb. Zmarnują czas, zmarnują pieniądze. A potem pójdą do mediów i będą płakać, że "brak ludzi do pracy", że "w Polsce nie ma prawdziwych fachowców", że "żadna uczelnia odpowiednio nie kształci" itd. itp.

lilka
Gość
Napisano: 13:12 4.07.2014
Niestety mnie również spotykają nieprzyjemne sytuacje na rozmowach. Jestem Biotechnologiem, studia ukończone z wyróznieniem, publikacja naukowa itd. Pierwsza praca podjęta w laboratorium za minimalną pensję. Oczywiscie obietanica że po 3 miesiącach będzie podwyżka. Po tym okresie tekst "jeszcze duzo pani nie umie, więc nie możemy zaproponować podwyżki". Po kolejnych miesiącach przeniesiono mnie na stanowisko które nie miało nic wspólnego z pracą laboratoryjna a najzwyczajniej w świecie ze sprzątaniem...więc trzeba było ładnie podziekować. I szukać dalej. Wszystko fajnie, rozmowy były mile do czasu gdy rekruter dowiedział się, że jestem młodą mężatka. W zasadzie wiele ofert "miałam już w garści" natomiast przypadkowa wzmianka o mężu, rodzinie powodowała że słyszałam "dobrze, to odezwiemy się do pani". Zastanawiałam się potem czy nie zdjemować obrączki jak będę szła na rozmowę Czasami wprost mnie pytano czy "jestem całkowicie,absolutnie, dyspozycyjna, w każdy weekend, święto czy w noc" (czytaj: ma pani dzieci?). Mimo moich zapewnień że nawet z Marsa jestem w stanie przyjechać bo jedynie do "opieki" mam męza ale on jest duży i kanapki sobie zrobi, wiec dziecko mnie nie ogranicza, to i tak nie przekonywało to pracodawców. No bo przecież napewno jak dostanę pracę to zajdę w ciążę i będę rodzić przez kolejne 5 lat a on nie będzie mógł mnie zwolnić. Niestety tego typu dyskryminacja kobiet jest bardzo częst bo wiele moich znajomcyh miało podobnie.
NIedawno znalazłam ogłoszenie do pracy w laboratorium, spełaniam wszystkie wymogi a tu mi panie odpisuje że nie przeszłam dalej i mi dziękują. No to bulwers z mojej strony, bo kurcze dlaczego moja kandydaturę odrzucili skoro wszytskie wymagania idealnie spełaniam? No więc pytam sie uprzejmie Pani co spowodowało ze jednak nie chcą mnie nawet obejrzeć. Na to usłyszałam że oni dostali (po dwóch godzinach od zamieszczenia ogłoszenia) 400 aplikacji, spośród co najmniej połowa spełnia wymagania a w takiej sytuacji liczą się szczegóły: większe doswiadczenie czy wykształcenie. Przynajmniej uzasadnili dlaczego mnie odrzucili.

Hitem natomiast była moja ostatni rozmowa kwalifikacyjna. Wysłałam "w ciemno cv", na drugi dzień dostałam maila zebym przyszła tego i tego dnia. Ok, przygotowałam się, nauczylam się strony internetowej tej firmy na pamięć i pojechałam na rozmowę. Firma maleńka, stara a ludzie jacyś tacy wystraszenia. Miałam rozmowę "z samym prezesem". Otóż weszłam do jego biura, kazał mi usiąść i czekać. No więc czekam i czekam a "prezes" siedzi przy komputerze nie raczy na mnie spojrzeć. W końcu po dłuzszym czasie łaskawie spojrzał na mnie i pyta "słucham? po co pani przyszła?". Przez chwilę zdębiałam ale mówię mu ze dostałam zaproszenie na rozmowe. No to on wyszedl z biura, przez kolejne 10 minut siedziałam sama. Potem przyszedl i mówi ze nie może znaleźć mojego cv, zebym mu się przypomniała. No więc podałam mu maila i odnalazł moje dokumenty u siebie w skrzynce. I zaczął je czytac. Znowu dobre 5 minut siedziałam w ciszy. W końcu wstał i prosto z mostu zapytał się mnie co to jest produkt X (ich własny). Troszkę byłam juz tą całą sytuacją zdezorientowana, bo nie wiedziałam po co się tam znajduję. Poza tym facet ani jednym słowem sie nie przedstawił, nic o firmie nie powiedził. Ba ja nawet do końca nie wiedziała na jakie stanowisko aplikuje, bo napisali mi tylko żebym przyszła na rozmowę i żadnych szczegółów. Ja co prawda napisałam ze składam na pracownika laboratorium, ale po takim wstępie (raczej jego braku) juz sama nie wiedziałam. Zawsze na początku każdej rozmowy było przedstawienie firmy, chociażby jedno zdanie o stanowisko na jakie się ubiegam a tu nic. No ale ok. Podałam panu definicję tego produktu. Ale stwierdził że źle powiedziałam. Więc dalej to samo pytanie. W końcu zabrakło mi juz pomysłaów jak to wytłumaczyć. To kazał mi opisac cały proces technologiczny produkcji ich specyfiku. Tego już nie wiedziałam, sądziłam że w trakcie pracy się to poznaje. Więc zaczeło sie to o czym kolega wczesniej pisal: podważnie moich kompetencji i wiedzy na każdym kroku. Wszystko co powiedziałam było źle. Tak długo mnie męczył aż musiałam powiedzieć ze nie wiem. Kazał mi powiedzieć instrukcję badania jakiegoś tam produktu Y. Powiedziałam ogolna zasade ale on chciał zebym mu podała wszystko dokładnie.  Mówię mu że nie uczę się instrukcji na pamięc, po to one są żeby z nich korzystać.  Widziałam jego zadowolenie że  nie wiem. Kompletnie nie zadał mi żadnego pytania odnosnie tego co wczesniej robiłam, co umiem, gdzie pracowałam. Nic go to nie interesowało. Miałam tylko wiedziec jak u niego w frimie się produkuje. Zarzucił mi ze nie przejrzałam ich strony interentowej. Nie chciałam juz się kłocic ze tam nie ma informacji o procesach technologicznych czy nawet badaniach jakie wykonują. Gdy probowałam sie bronić i zaczęlam mówić sama jak pracowałm wczesniej to mi powiedzaił "mnie nie interesuje że pani pracowała na chromatografach , to jest nic. na tym to kazdy moze pracowac, to nic nie znaczy." No i zacząl mi pojeżdżać, jak to mam zerową wiedzę, kompletnie się nie nadaję, nic nie umiem itd. Ok ja juz po minucie rozmowy z nim wiedziałam ze nic z tego ale jeszcze siedziałam i chciałam ratować sytuację. Nie wiem sama dlaczego nie wstałam i nie wyszłam. Mógł mi poprostu podziekować ale widac było że chce mnie poniżyc, ze ma satysfakcję że może mnie gnoić. Gdyby nie to że mu telefon zadzwonił to pewnie nadal bym wysłuchiwała jak jestem beznadziejna. Nie miałam jeszcze tak upokarzajacej rozmowy. Pomyślałm tylko sobie "gościu nie znasz mnie więc nie oceniaj tylko dlatego że nie znam dokładnego składu chemicznego twojeg produktu". Nie liczyło się dla niego że znam ogolna zasadę, musiałam znac każdy szcególik. zresztą nawet jak mu tłumaczyłam to i tak wszystko negował, byle mi tylko wytknąć ze czegoś nie wiem. Po tej rozmowie przez pewniem czas naprawdę czułam się zmiażdżona i nie ukrywam że moja samoocena na tym bardzo ucierpiała. Przez takich ludzi traci się pewnosć siebie. Dopiero przyjaciele zaczęli mnie pocieszac i mówić zeby się nie załamywała bo to że nie znałam czegoś to nie znaczy ze jest się głupim. Uświadomili mi ile umiem i ten facet np może wiele nie znać z "mojej dziedziny" i tez bym go mogła ośmieszyć. Poza tym widać było że on i tak nie chciał mnie zatrudnić. Nie wiem w zasadzie po co tam poszłam. Jako rozrywka?


Dodam tylko, że jak wysyłałam rozbudowane cv, wraz ze wszystkimi swoimi osiągnięciami to niewiele firm się odzywało. Paradoksalnie gdy zmieniałam cv na "ubogie", pracodawcy zaczeli się odzywać. Czyżby pokutowało myślenie: "nie zatrudnie go, bo jest inteligentny i mnie może potem wygryźć" ?Czasami niestety mam takie wrażenie. Niektórzy kierownicy laboratorium odrzucają kandydaturę, która w ich przekonaniu jest "za mądra", jakby bali się takich osób. 
Po za tym nie oszukujmy się. W tych czasam "załatwianie roboty" po znajomości jest bardzo powszechne. Najsmutniejsze jest to, że bardzo często dochodzi do tego w placówkach państwowych. Będą na rozmowach w urzedach nawet nie kryli się z tym, że dana osoba przyszła tylko formalnie a tak naprawdę ma juz tą pracę.

user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 10:00 9.07.2014
Witaj Lilka,

Pierwszy podany przykład pokazuje, jak bardzo w Polsce brakuje wiedzy i umiejętności o tym jak się prowadzi rekrutację. Nawet jeżeli mieli 400 kandydatów, nawet jeżeli połowa spełniała wymagania, to nie powinno się odpisywać osobie która spełnia wymagania, że jej kandydatura została odrzucona. Odrzucić można osoby, które nie spełniają wymagań a pozostałych informuje się, że przeszli do kolejnego etapu. Kandydatów informuje się o tym, że rekrutacja została zakończona dopiero wtedy, gdy wybrana osoba zaakceptuje naszą ofertę.

Biorąc pod uwagę jaki w Polsce jest nadmiar kandydatów w stosunku do ilości ofert pracy, tak naprawdę rekrutacja nie polega na tym aby wybrać osobę która się nadaje, ale aby znaleźć powód do odrzucenia danej osoby. Zaczyna się już od CV - odrzuca się je bo nie podoba się czcionka, bo nie podoba się układ, bo nie podoba się format, bo zamieściłaś/eś zdjęcie, bo nie zamieściłaś/eś zdjęcia, bo się nie podobasz z twarzy (zbyt ładny/a, zbyt brzydki/a), bo mieszkasz w złej miejscowości (np. za daleko - a potem narzekają, że kandydaci nie są mobilni!) etc. Na samej rozmowie podobnie - nieważne umiejętności i doświadczenie, ważne co jest nie tak - bo brzydko ubrany/a, bo ładnie ubrany/a, bo krzywo siedzisz, bo prosto siedzisz, bo za dużo mówisz, bo za mało mówisz, bo jesteś zbyt poważny/a, bo jesteś za mało poważny/a.

Ciekawe w tym jest też to, że zdaniem agencji rekrutacyjnych i biznesmenów te praktyki i zachowania są... "naturalne"! O nie, nie - oni cię wcale nie traktują chamsko, oni "testują twoją asertywność". O nie, nie - oni wcale nie chcą abyś pracowała dla nich za darmo, oni przedstawiają ci twardą otwierającą ofertę w negocjacjach. O nie, nie - to wcale nie jest prawda, że w ich firmie są kiepskie zarobki i złe warunki pracy, ty pracujesz na "sukces firmy" i za ileśtam lat będzie super-hiper i wszyscy będziecie kierownikami i będziecie zarabiać ogromne pieniądze (i mniejsza o to, że kierownik już obecnie zarabia 3x tyle co ty).

Co do twojej ostatniej rozmowy, to gdyby nie wspomnienie o produkcie, to miałbym wrażenie, że miałem do czynienia z tą samą firmą (firma A z mojego opisu). Jak widać, biznes w Polsce przyciąga podobnych ludzi na podobne stanowiska... Jest to ciekawy paradoks, że zdaniem tego pana dobrym pracownikiem jest tylko osoba, która jest już pracownikiem. Chyba, że temu panu chodziło o to, że oprócz bycie laborantem masz także być szpiegiem przemysłowym i hakerem?

angelus custos
Gość
Napisano: 17:14 2.10.2014
Ja chciałam się podzielić moim jednym z dwóch doświadczeń, bo dopiero co skończyłam studia. Pewna firma X zaprosiła mnie na rekrutację na 5 dniowe szkolenie (nie gwarantuje to zatrudnienia w firmie, poprostu organizują takie zajęcia dla studentów i absowlentów, a jeśli by się miało szczęscie to potem czekają nas jeszcze 3 dodatkowe selekcje,żeby dostać staż), na drugim końcu Polski, ale czego się nie robi, żeby móc chociaż mieć nadzieję dostania pracy w branży. Miła pani dzwoniła i zapraszała, zachęcałą jakimiś dodatkowymi bonusami- ogólnie żenujące, jak na telezakupach. Po zapytaniu się jej czy na 6h egzaminy pisemne można się spóźnić albo dopasować godziny do rozkładu jazdy naszego kochanego PKP, odparła że w żadnym wypadku nie ma takiej możliwości. Więc przyjmując moją krzywdę wsiadłam dzień wcześniej do pociągu i po 15 h jazdy i nieprzespanej nocy oczywiści napisałam te egzaminy. Oprócz tego,że egzaminy były bezsensowne jak na rekrutację na szkolenie, to jeszcze obejmował tematy, które mieliśmy przerobić właśnie na tym szkoleniu  (to po co to szkolenie?) to okazało się,że nie było problemu dla ludzi, którzy się spóźnili i to całkiem nie mało. Ja sama spóźniłabym się o wiele mniej wybierając lepsze połączenie PKP i nie zarywając całej nocy. Strasznie się zraziłam do tej firmy, jej niesłowności  i wymogów nieadekwatnych do tego co oferują. 
 

anka
Gość
Napisano: 10:26 24.10.2014
A ja moi mili wysłałam już milion CV i dalej czekam. Dwa lata temu skończyłam biotech, ale niestety nie mam żadnego doświadczenia w branży. Jeszcze na studiach zaczęłam pracować jako kelnerka, żeby sobie dorobić i tak wyszło, że i po studiach nadal pracowałam jako kelnerka. Rok temu zaszłam w ciążę, teraz jestem na macierzyńskim i zaczęłam szukać pracy w zawodzie znów, bo macierzyński za dwa miesiące się kończy, a niewyobrażam sobie pracy po nocach jako kelnerka z małym dzieckiem w domu. I tak wysyłam te CV co dnia z nadzieją sprawdzając maila i co dnia tracąc małą cząstkę nadziei, że ktokolwiek kiedykolwiek się odezwie. Na studiach byłam bardzo aktywna, koło biotechnologów, wolontariat, magisterka na chromatografie i zatrudnienie miesięczne na uczelni do pracy w grancie naukowym mojego promotora, potem dość drogi kurs na monitora badań klinicznych. I nic. Mieszkam w Lublinie i jak przeglądam ogłoszenia o pracę dzień w dzień mam wrażenie, że u mnie w regionie jest czarna dziura. Nie wiem już sama co myśleć. Jak myślicie - czy osobiste wybieranie się do firm jakżebrak z CV będzie lepszym pomysłem?

O 10:35 24.10.2014 dodano:
Jeszcze dodam z doświadczeń rekrutacyjnych: duża firma X z Lublina, produkująca żywność. Na 5 roku studiów byłam tam na rozmowie po wyczekanym telefonie z zaproszeniem. Też oczywiście na konkretną godzinę i dzień. Przyszłam. Miliony zabezpieczeń, aby przejść przez bramki, okazało się, że nikt nie zgłosił, że szara myszka-studentka ma przyjść, więc był problem z wejściem. Ochroniarze wykonali milion telefonów, ja czekalam ok pół godziny, i w końcu uwierzyli, że nie jestem rosyjskim szpiegiem ani islamistą z bombą i mnie wpuścili oczywiście z ochroniarzem. Pani kierownik laboratorium rozmawiała przez telefon i kazała znów mi czekać siedząc koło niej, a była to rozmowa prywatna, mało ważna sądząc po treści. W końcu zainteresowała się się mną i zapytała po co przychodzę. No po co - może porozmawiać  o nowym centrum handlowym?! Wrrrr. Po pytaniach o konretny model chromatografu, gdzie go włączyć i o inne oczywistości, dowiedziałam się, że oferowana praca jest po pierwsze na zastępstwo. Po drugie praca zmianowa. A ja miałabym zawsze zmianę III, czyli 22-6. He he. Ale jeszcze studiuję, więc byłoby to na zasadzie stażu. BEZPŁATNEGO. Świetna oferta, nie sądzicie?

user
Thumb_papasmurf1
Postów: 17
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 30.01.2014
Napisano: 15:14 3.11.2014
Ja pominę firmy, tkóre wogóle nie odpowiedziały na CV. Miałem styczność z rekrutacją w dwóch firmach

Firma 1: CV wysłane w odpowiedzi na ogłoszenie. Telefon po pół godzinie i zaproszenie na rozmowę za tydzień. Data i czas określony ale zostałem mile zapytany czy mi pasuje czy może ustalić inny termin. Rozmowa bardzo miła i szybka - osoba która ją przeprowadzała - obecnie członek zarządu na bardzo wysokim poziomie kultury. Odpowiedź o kontakcie telefonicznym w przedziale dwóch tygodni. Pracę dostałem. Niestety później rekrutacją zajmowały się inne osoby i ogolnie poziom spadł (testy i brak kultury).

Firma 2: W przypadku drugiej firmy sytuacja była nieco inna. To ona się do mnie zgłosiła i zaprosiła do aplikacji. rekrutacja byla podzielona na trzy etapy: rozmowę telefoniczną i dwie rozmowy na miejscu (z kierownictwem i działem HR). Pierwsze dwie rozmowy były całkiem sprawnie poprowadzone i mocno merytoryczne. Rozmowa z działem HR była dość trudna. prowadziły ją dwie osoby i wyglądało to jak dobry i zły policjant. Jedna osoba miła, druga jakby mnie olewała pisząc sobie coś na kompie i zadawając kilka razy te same pytania (pewnie by sprawdzić czy zawsze odpowiedź jest taka sama). Pytania ogólnie podchwytliwe. O ile byłem pewny siebie po pierwszych dwóch etapach to zupełnie nie potrafiłem ocenić tego jak wypadłem w rozmowie z HR, ale i w tym przypadku pracę dostałem.

 

Zgred__
Gość
Napisano: 12:10 4.11.2014
brawo papa smurfie! dosc tego wiecznego narzekania !

user
Thumb_papasmurf1
Postów: 17
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 30.01.2014
Napisano: 09:23 5.11.2014
Wątek jest idealny do tego by ponarzekać. Myślę, że w dużej mierze nasz odbiór rekrutacji zależy od jej wyniku. W psychologii jest takie zjawisko, które nie wiem jak się nazywa ale polega na przypisywaniu niepowodzeń czynnikom zewnętrznym a nie sobie. Chodzi mniej więcej o coś takiego "Dostałem pracę bo byłem dobry/ nie dostałem pracy bo rekruter był świnią i chamem".
Nie chcę tu w żaden sposób bronić złych praktyk, które zostały opisane powyżej ale strategie rozmów kwalifikacyjnych są różne a rekruterzy starają się sprawdzić to jak funkcjonujemy w warunkach stresowych, czy mamy zdolności planowania i konstruktywnego myślenia.

Ja np. we wspomnianej firmie 1 za zadanie miałem zaplanować eksperyment (układ próbek na płytce itp.). Rekruter nie tylko sprawdził to czy mam wiedzę wyniesioną ze studiów ale również czy umiem ją wykorzystać w praktyce w przykładowej sytuacji. Późniejsze wprowadzenie rozwiązywania zadań wynikało z faktycznej potrzeby (zatrudniono osoby, które np. nie potrafiły przeliczyć stężeń, rozcieńczeń i postanowiono weryfikowac tą umiejętność podczas rekrutacji).

Rekruterzy szukają osób o pewnych predyspozycjach i te predyspozycje muszą w jakiś sposób zweryfikować. Nie każdy ma tyle umiejętności by zrobić to z poszanowaniem drugiej osoby.

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że rozmowa kwalifikacyjna to również duży stres dla kogoś, kto ją przeprowadza. Trzeba uważać jakie się zadaje pytania i pilnie zwracać uwagę na reakcje drugiej osoby. Słyszalem o napadach płaczu, blokadach stresowych itp. Mi osobiście przez siedzenie przez godzinę z nogą założoną na nogę zupełnie zdrętwiała kończyna. W efekcie po wstaniu skręciłem sobie kostkę (pewnie sie własnie zdemaskowałem przed pracodawcą).

user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 16:21 23.11.2014
O, wreszcie jakieś dobre historie! Dzięki!

Tak z czystej ciekawości - jaki był twój poziom doświadczenia podczas tych rekrutacji? (Świeży absolwent? Pracownik z doświadczeniem? Ile lat? Doświadczenie zdobyte w Polsce czy za granicą?)

To co opisałeś pasuje do opisu zjawiska zwanego "tendencją samoobronną" (dziękuję profesorze Wikipedia...) Warto także zapoznać się ze zjawiskiem "iluzji ponadprzeciętności" oraz efektem Dunninga-Krugera i brać poprawkę na to, jak te i inne rzeczy wpływają na nas - oraz na innych (w końcu rekruterzy też są ludźmi).

W skrócie - każdy ma jakąś opinię na swój temat, zwykle dobrą. Im niższy poziom kwalifikacji tym ocena mniej miarodajna a w dodatku ocena siebie bywa zawyżona, natomiast ocena innych - zaniżona.

> strategie rozmów kwalifikacyjnych są różne a rekruterzy starają się
> sprawdzić to jak funkcjonujemy w warunkach stresowych, czy mamy
> zdolności planowania i konstruktywnego myślenia.
[...]
> Rekruterzy szukają osób o pewnych predyspozycjach i te predyspozycje
> muszą w jakiś sposób zweryfikować.

Oczywiście, ale każda z tych rzeczy powinna być stosowana gdy zachodzi taka potrzeba, powinna mieć swój czas i miejsce.

Gdy jednak spojrzę na doświadczenia swoje i innych, oraz przeczytam wypowiedzi różnych rekruterów i HR-owców, to mam wrażenie, że w Polsce mimo wszystko w dużej mierze panuje przerost formy nad treścią, graniczący wręcz z czymś w rodzaju "kultu kargo" (treść ogłoszeń, treść CV, strategie rozmów - zróbmy jak na Zachodzie, to będziemy mieli kandydatówj jak na Zachodzie...).

user
Thumb_papasmurf1
Postów: 17
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 30.01.2014
Napisano: 23:24 23.11.2014
Będę musiał poczytac szerzej o tych psychologicznych zjawiskach. To jest niesamowite jak nasz móżg próbuje oszukać nas samych.
O, wreszcie jakieś dobre historie! Dzięki!

Tak z czystej ciekawości - jaki był twój poziom doświadczenia podczas tych rekrutacji? (Świeży absolwent? Pracownik z doświadczeniem? Ile lat? Doświadczenie zdobyte w Polsce czy za granicą?)


W odpowiedzi na pytanie.
Aplikując do pierwszej firmy nie miałem doświadczenia. Byłem niecały rok po magisterce w trakcie doktoratu.

Druga firma odwezwała się do mnie gdy miałem już ponad trzy lata stażu w fimie 1. Obie firmy w Polsce.

krystyna
Gość
Napisano: 12:28 17.12.2014
Dzień dobry- chciałam się podzielić spostrzeżeniami z drugiej strony stołu negocjacyjnego. Odnoszę wrażenie, że niszczy nas wszystkich wysokie bezrobocie; pracodawcy- aroganccy, poszukujący pracy- częstobezsilni. Szukam asystenta. Rozmawiałam z kilkoma osobami przezt telefon- i tak mi było przykro, gdy młodzi ludzie pytali- ile godzin dziennie ta praca będzie zajmować. Oni chcieli 2-3; z pracy do pracy. Bez zbytnich zobowiązań. A mieli odpoweidnie wykształcenie. Zaznaczam, że dzwoniłam do ludzi, którzy złożyli cv w moim instytucie i mieli odpowiednie kwalifikacje. Dziejowa pomyłka. Przygotowałam krótkie ogłoszenie, by uniknąc takich sytuacji. Oto ono: "Chcesz zostać naukowcem/dr? IHAR-PIB-Grant ŚwiatłoLED. Wymagania: IQ, wiedza, umiejętność pracy w labie biochemicznym i pielęgnacji roślin, dobra organizacja i chęć pracy. Biegłość wypowiedzi pismenej w języku polskim i angielskim jest również ważna; możliwość przyswajania jej na bieżąco. Imię, nazwisko, numer telefonu". Podpowiedzcie mi proszę, jak patrzycie na tego typu ogłoszenie. Pozdrawiam i gratuluję tym, którzy znaleźli pracę swoich marzeń.

user
Thumb_papasmurf1
Postów: 17
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 30.01.2014
Napisano: 23:11 27.01.2015
Droga Krystyno,
Nie dziw się, że ludzie pytaja po ile godzin dziennie jest praca. Dzisiejszy rynek pracy jest trudny a jeśli nie ma takiej informacji w ogłoszeniu to jest to niejasne. 

Co do twojego ogłoszenia to zupełnie mi nie przypadło do gustu. Po pierwsze zaczyna się jak reklama biura podróży? To jest ogloszenie o pracę a nie reklama. Zupełnie nie ma informacji na jakie stanowisko jest rekrutacja (techniczny, doktorant, pracownik naukowo - inżynieryjny).  Po drugie, brak zakresu obowiązków. Nie wiadomo co osoba w tej pracy będzie robić (można się jedynie domyślać). Po trzecie wymagania. IQ - nie wiem jak inni ale ja poczułem się okpiony widząć taki wymóg w ogłoszeniu o pracę. Każdy jakieś IQ ma. Ktoś, kto ukończył studia ma przynajmniej przeciętne. Czy zamierzasz zrobić test IQ w trakcie rekrutacji? Wiedza - jaka? Powinnaś to doprecyzować, bo wiedza z Pudelka też jest wiedzą. Wymagania jakie postawisz w ogłoszeniu powinny być jasne i latwe do zweryfikowania np. wiedza z zakresu biochemii i hodowli roślin, PCR, metody chromatograficzne, znajomość języka angielskiego itp. Możesz podzielić wymagania na umiejętności wymagane i mile widziane. Na stronie IHAR widziałem nieźle skrojone ogłoszenie. Zmieniłbym tam jednak jedną rzecz. "znajomość języka nowożytniego". Wszystkie wymagane umiejętności muszą być przydatne pracodawcy (jeśli nie są to po co je umieszczać). Język powinien być ściśle sprecyzowany bo np. biegła znajomość filipińskiego raczej nie przyda się w pracy naukowej w Polsce.

Śpiewaczka
Gość
Napisano: 11:33 12.08.2015
Bardzo ciekawy wątek

Skończyłam biotech w 2014 roku i przez 7 miesięcy szukałam pracy (w zawodzie). Dodam, że byłam jedną z najlepszych osób na roku i mam jeszcze jedne studia ukończone (też z nauk przyrodniczych), prace magisterskie i licencjackie badawcze i innowacyjne.

FIRMA A:
Ogłoszenie otwarte, więc wysyłam CV, LM i list rekomendujący od promotora. Informacja zwrotna przychodzi po upłynięciu czasu rekrutacji - "Przykro nam poinformować Panią, iż nie została Pani zaproszona do kolejnego etapu rekurutacji. Powód - zbyt małe doświadczenie".

PRACA B - w instytucie naukowym
Wysłałam CV, LM, 2 listy polecające, wykaz metod i technik, które znam (potwierdzony przez opiekuna pracy magisterskiej). Po kilku dniach telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Nocna podróż na drugi koniec Polski (bo przecież warto - spełniam wszystkie wymagania i praca "stworzona" dla mnie). Na miejscu 10 innych osób na to samo stanowisko, więc rozmawiamy (kto i skąd, dyplom jakiej uczelni, jakie doświadczenie, itd.). Okazuje się, że tylko ja i jeszcze jedna osoba spełniaja warunek konieczny, czyli wcześniejszą pracę z drożdżami - myślę, "Jest dobrze". Wchodzę do sali - prezentacja wcześniej prowadzonych badań (jeden z członków komisji wyraźnie zaciekawiony) - miło, gładko i przyjemnie. Wychodzę, a burzliwa dyskusja pozostałych kandydatów trwa. W trakcie okazuje się, że druga osoba, która pracowała już z drożdżami przez "przypadek" pisała pracę magisterską w tym instytucie i w tym laboratorium, z którego jest oferta. Wyniki rekrutacji (po prezentacji miały być wybrane 3 osoby do drugiego etapu - testu z wiedzy "Biochemii" Stryera): dwie osoby pracujące wcześniej na fibroblastach i druga znawczyni drożdży Konkurs "ustawiony".

PRACA C - znów instytut naukowy
Tym razem sami zgłaszają się do mnie. Czytali CV, znają moje umiejętności i zapraszają na rozmowę (do mnie należał wybór dnia i godziny) - wow! Sama rozmowa super - pytania dotyczące mojego doświadczenia, planów zawodowych na przyszłość, kierunków zainteresowań, cierpliwości w pracy, itd. Spoko. Na koniec informacja, że można odebrać zwrot za dojazd - tu moje mega zaskoczenie. Na wyniki rekrutacji czekałam, czekałam, czekałam. Po kilku mailach dostaję odpowiedź, że byłam bardzo mocną kandydatka, ale...

Dodam, że udało mi się w końcu znaleźć pracę w zawodzie

Nowa
Gość
Napisano: 15:27 6.09.2015
Zaczynam studiować biotechnologię w tym roku i po przeczytaniu waszych postów przeszło mi przez głowę, że jednak było iść na ASP, skoro i tak nie ma pracy >:-)

admin
Postów: 3
Pomógł: 0 razy
Dołączył: 14.05.2015
Napisano: 14:28 11.09.2015
Myślę, że to czy masz pracę, czy nie w większej mierze zalezy od Twojej zaradności, a nie od kierunku, który studiujesz. Jak jesteś życiową fajtłapą, to nieważne czy magistrem sztuki, czy magistrem biotechnologii, i tak będziesz narzekać, że nie ma pracy.

Co nie zmienia faktu, że na pewno w Polsce więcej ofert jest dla informatyków niż biotechnologów. Mimo wszystko po biotechnologii można robić super ciekawe rzeczy, wystarczy chcieć

user
Thumb_xenomorph
Postów: 108
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 6.10.2013
Napisano: 07:50 18.09.2015
Witaj Nowa,

Weź pod uwagę, że minie kilka lat (3-9 - w zależności od tego na jakim stopniu/tytule skończysz) zanim wejdziesz na rynek pracy,  w tym czasie wiele może się zmienić i póki co mimo wszystko raczej zmiany idą ku lepszemu.

Piszesz jako Gość
captcha
Przepisz proszę tekst z obrazka powyżej
Refference point
Dodaj załącznik
Współpracujemy z: grey_thumb_amara-logo-male grey_thumb_Al5w_2r grey_thumb_LOGO_NA_BIA_YM_TLE grey_thumb_cebim_logo_p3_v2_fin-full grey_thumb_naglowek grey_thumb_LOGO2016 grey_thumb_uj_herb_jednobarwny grey_thumb_Pollena_Aroma_pe_ne_logo

Portal wykorzystuje pliki cookies.
Jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, to będą one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Dowiedz się więcej o naszej
polityce prywatności